wtorek, 29 grudnia 2015

Wegańska kiełbaska

Witajcie!
Dzisiaj chcę Wam zaprezentować kiełbasę, która ma właściwości całkiem jak normalna kiełbasa- można ją przyrządzać na ciepło podsmażając lub dodając do zapiekanek, pizzy, ale także na zimno, zwyczajnie na kanapki. Oprócz tego kiełbasa jest świetnym źródłem białka, może być przygotowana w wersji bezglutenowej, można także dowolnie dobierać przyprawy, według własnego gustu, nawet tłustość można dobrać samemu- ja zrobiłam kiełbasę w stylu krakowskiej suchej, ale można dodać nieco więcej oleju, wtedy kiełbasa będzie tłustsza, mniej "podsuszana". Można także wybrać metodę robienia jej- można przygotować ją na parze, w piekarniku lub pomieszać oba sposoby. 
Konsystencja kiełbasy jest bardzo podobna do innych sojowych mięs, na przykład parówek, jest lekko sucha, ale niesamowicie dobra. Mimo, że nigdy nie lubiłam "prawdziwej" kiełbasy, ta jest genialna i już wyobrażam sobie ją w połączeniu z tofucznicą...


Składniki(na około 170-200g gotowej kiełbasy):
Pół szklanki mąki sojowej
4-5 łyżek glutenu lub 2-3 łyżki mąki kukurydzianej
1/3 szklanki wody
3-10 łyżek oleju
1 łyżeczka tahiny
1 łyżeczka pasty miso lub sosu sojowego
Łyżeczka papryki wędzonej
Pół łyżeczki mielonego kminku
Pół łyżeczki mielonego kardamonu
Pół łyżeczki lub jeden ząbek czosnku
Pół łyżeczki cebuli w proszku lub łyżka lub dwie drobno posiekanej świeżej
Pół łyżeczki kolendry mielonej
Pół łyżeczki imbiru
Pół łyżeczki majeranku
Ewentualnie mielone ziele angielskie, około 1/4 łyżeczki
Sól 
Pieprz 

Suche składniki, czyli mąki i przyprawy wymieszać w większej misce, mokre składniki wymieszać w kubku i połączyć z suchymi. Jeśli używamy więcej oleju, czyli chcemy, żeby nasza kiełbasa była bardziej tłusta musimy dać troszkę mniej wody. Masę wyrobić na ciasto, które konsystencją przypominać powinno świeże drożdże- powinno kleić się do siebie, ale nie do naszych rąk. Kiełbasę należy szczelnie obwinąć folią aluminiową tworząc z ciasta wałek, który po obwinięciu ma przypominać cukierek. Teraz jeśli chodzi o sposób przygotowania- możemy zrobić na na parze, należy je wtedy parować przez około 30-45 minut(zależnie od grubości kiełbasy), tak przygotowana kiełbasa będzie zbita, dość wilgotna, drugim sposobem jest upieczenie jej w piekarniku- także zawiniętą w folię kiełbasę należy piec również około 30 minut w 190 stopniach Celcjusza, później można jeszcze około 10 minut bez folii,  taka kiełbasa będzie bardziej sucha i zbita niż ta przygotowana na parze. Można też obie metody połączyć i najpierw parować przez około 30 minut, a później piec w piekarniku około 20 minut, wtedy kiełbasa będzie jednocześnie zbita, trochę wilgotna, a trochę sucha, taka pomiędzy.


niedziela, 20 grudnia 2015

Kalafioryba

Witajcie!
Wigilia już za 3 dni, a na Wigilii musi być rybka! Słynną selerybe zamierzam wykorzystać do zrobienia ryby po grecku, więc szukałam jakiejś alternatywy, żeby zrobić różne rodzaje ryb, żeby nie wszędzie było to samo. Pomyślałam więc, że skoro za kalafiora można zrobić majonez i pizzę i ryż to czemu nie rybę? Taka kalafioryba jest bardzo smaczna, podczas gotowania traci kalafiorowy smak, a dzięki marynacie i panierce zyskuje rybi. Przedstawię Wam też alternatywę, tzn. jak zrobić rybę bez rybiego smaku, a więc bez nori, specjalnie dla tych, którzy smaku nori nie lubią, a chcieli by zjeść na Wigilii czy w jakikolwiek inny dzień roku "rybę". Do opanierowania użyłam mąki  pszennej wymieszanej z ryżową, dzięki czemu jest cudownie chrupiąca. Sama struktura kalafioryby jest bardzo podobna do prawdziwej ryby, dzieli się na takie "kawałki" przy jedzeniu, więc zarówno wyglądem jak i smakiem przypomina białą rybę.


Składniki:
Kalafior 
2 łyżeczki Tahiny
1 łyżeczka pasty miso(najlepiej jasnej)
Pół szklanki mąki ryżowej
Pół szklanki mąki pszennej
Sól
Pieprz
Jeden lub dwa arkusze nori
Zamiennik jajka lub mleko roślinne
Ocet 
Proszek do pieczenia
Ewentualnie mieszanka przypraw do ryby
Olej do smażenia

Kalafiora pociąć na steki(udaje się to od 2-3 plastra, ponieważ najlepiej żeby po środku naszych steków był trzon kalafiora, wtedy się nie rozpadną) lub użyć różyczek do zrobienia nuggetsów. Kalafiora natrzeć tahiną i pastą miso i ewentualnie dodać pocięty na paski jeden arkusz nori, jeśli chcemy aby smak był jeszcze bardziej rybny. W tej marynacie kalafior powinien leżeć przynajmniej 6 godzin(u mnie leżał 48, bo zapominałam kupić nori, ale wystarczy 6 godzin). Później przełożyć kalafiora do rękawa do pieczenia lub naczynia żaroodpornego z przykrywką i piec około 20-30 minut w 180 stopniach aż zmięknie. W tym czasie można przygotować panierkę: jeśli używamy gotowego zastępnika jajka postępujemy według wskazówek na opakowaniu, jeśli używamy na przykład zmenionego siemienia lnianego to 2 łyżki zalewamy 2/3 szklanki ciepłej lub gorącej wody, do każdego zastępnika lub mleka dodajemy łyżeczkę octu. Mąki mieszamy, dodajemy sól, pieprz, proszek do pieczenia, pocięty w paski jeden arkusz nori lub, jeśli robimy wersję bez nori, przyprawę do ryb. Następnie ostudzić kalafiora na tyle, żeby dało się go dotknąć, zamoczyć do w mleku lub zamienniku jajka, obtoczyć w mące i smażyć na patelni(ilość oleju nie jest duża, ale musi zakrywać dno, tak mniej więcej na 2-3 mm) około 5-7 minut z każdej strony na średnim gazie/mocy. Kalafiorybe można podawać z cytryną, sosem czosnkowym lub solo, bo jest naprawdę smaczna.


Smacznego!

sobota, 19 grudnia 2015

Ciasto w koktajlu: sernik wegański

Witajcie!
Kolejna odsłona ciast w koktajlu, tym razem sernika. Robiłam go już drugi raz, na opolską Vegilię(było super!), pierwszy raz robiłam na mleku sojowym, drugi na mleku kokosowym i obydwa koktajle były pysze. Smakiem do złudzenia przypominają sernik, taki domowy, świąteczny, z bakaliami. Jeśli chodzi o wykonanie, zajmuje tyle co zblendowanie składników, ewentualnie jeśli nie macie mocnego blendera(jak ja), trzeba doliczyć jeszcze czas na namoczenie bakalii, ale tak naprawdę, nawet jeśli nie zbelndują się do końca, komu przeszkadzają grudki jeśli można zrobić wegański sernik w 2 minuty? 
W przepisie nie podaję cukru, ponieważ ja do nie dodawałam, ale jeśli lubicie bardzo słodki smak dodajcie cukru, syropu klonowego lub z agawy, stewii lub innego, dowolnego słodzika.


Składniki:
Szklanka mleka roślinnego 
1 lub pół banana
Łyżka dowolnych bakalii(mogą to być rodzynki, daktyle, kandyzowane owoce; jeśli macie słabszy blender, a chcecie osiągnąć kremową konsystencję to muszą być namoczone)
3-4 daktyle(jeśli macie słabszy blender, a chcecie osiągnąć kremową konsystencję to muszą być namoczone)
Skórka i sok z połowy pomarańczy
Skórka i sok z połowy cytryny
Aromat lub ekstrakt waniliowy(2-3 krople)
1 łyżka otrębów(próbowałam z żytnimi i owsianymi, ale myślę, że z tym można poeksperymentować)

Przepis to w zasadzie... zblendować wszystko razem, ewentualnie doprawić do smaku jakimś słodzidłem, ale jeśli macie dojrzałego banana i bakalie to tak naprawdę to powinno wystarczyć, bo koktajl wychodzi naprawdę słodki.




Smacznego!

środa, 16 grudnia 2015

Słonecznikowy ser dojrzewający+ tajemicza roślina o wielu nazwach

Witajcie!
Dzisiaj chcę Wam przedstawić przepis na pierwszy ser dojrzewający, jest to przepis bardzo prosty i nie tyle czasochłonny, co wymagający cierpliwości. Sam ser jest dość ostry w smaku, przypomina trochę Gran Pandano, ale też niezupełnie. W każdym razie idealnie nadaje się do posypania makaronu, pomidora na kanapce, zapiekanek czy sałatki. Sam w sobie ma bardzo wyraźny i mocny smak, dlatego raczej nie nadaje się do jedzenia w plasterkach na kanapce, jak to twarde sery dojrzewające. Mój ser jest słonecznikowy, czuć w nim wciąż trochę słonecznika, ale zdecydowanie nie jest on dominujący, wydaje mi się, że jest wręcz świetnym "tłem" dla dominującego ostro-kwaśnego serowego smaku. Użyłam nasion słonecznika, bo po pierwsze są najbardziej dostępne, ale także zwyczajnie najtańsze. Po świętach ukażą się na blogi też przepisy na inne sery dojrzewające, ale ten chciałam utrzymać trochę w naszym, rodzimym klimacie, plus zależało mi też na tym, żeby był właśnie jak najtańszy. 
Wcześniej próbowałam zrobić parmezan z migdałów, soli i płatków drożdżowych, ale to wciąż smakowało jak serowo-orzechowe słone migdały, dlatego właśnie szukałam czegoś innego. Ten ser jest inny, jakby bardziej serowy, da się wyczuć, że to ser roślinny, ale w tym przepisie to wręcz pomaga.
Oprócz sera, dzisiaj wyjątkowo, chciałabym Wam też przedstawić, a właściwie polecić ciekawe zioło. Swoje nabyłam przy okazji jakiegoś święta w Opolu na Rynku, to był chyba Jarmark Franciszkański. Nigdy wcześniej go nie widziałam, nigdy nie próbowałam. Wygląda dość dziwnie jak na zioło, ma bardzo mięsiste, grube i włochate liście. Smak w zasadzie ciężko określić, ale jest naprawdę dobry. To jakby połączenie tymianku, mięty i oregano, w idealnych proporcjach. Zaparzone w kubku smakowało jak zupa pomidorowa, więc postanowiłam sprawdzić jak będzie smakować z pomidorem i, dosłownie, niebo w gębie. A o czym mowa? O kubańskim oregano. Kupiłam je co prawda pod inną nazwą, pod która notabene też występuje, mianowicie "meksykańska mięta". Nazw jest kilka, właśnie z powodu tego, że ta jedna roślina smakuje jak pomieszanie kilku ziół. Jest to niezwykłe, bardzo smaczne, dlatego jeśli macie możliwość, kupcie i spróbujcie. Hodowla jest prosta, roślina jest niewymagająca, to jedna z dwóch roślin, które u mnie przeżyły. Nie wiem co robię źle, ale choćbym starała się niesamowicie, wszystko i tak usycha, poza właśnie tą tajemniczą rośliną o kilku nazwach i zielu życia(to materiał na inne post, bo to też ciekawa roślina). Moje oregano/mięta/tymianek jest na zdjęciach na serze i na pomidorach.



Składniki:
Szklanka nasion słonecznkia
Pół szklanki Rejuvelacu
2 łyżki płatków drożdżowych
Sól 
Pieprz 
Czosnek i cebula w proszku
1 łyżeczka białej pasty miso(można zastąpić brązową, tahiną albo pominąć)

Wszystkie składniki zblendować, wyłożyć na gazę, uformować krążek. Gazę mocno zacisnąć, można przez środek przełożyć długą wykałaczkę, tak żeby ser po włożeniu do szklanki albo miski mógł wisieć na przykład w misce. Ser można również ułożyć na kratce lub powiesić na czymś innym, tak, żeby miał jak najwięcej powietrza. Zostawić go tak w temperaturze pokojowej na 1-3 dni, zależnie od tego jaki smak chcecie uzyskać i jaką macie temperaturę w pomieszczeniu gdzie będzie ser. U mnie jest około 18-20 stopni i ser leżakował dwa dni w gazie, po czym jeszcze jeden dzień bez gazy. Po takim czasie na zewnątrz wytworzyła się twarda skórka, ale środek pozostał kremowy, jeśli więc zależy Wam na tym, aby cały ser był twardy i "suchy" możecie po wyjęciu go z gazy(czyli po 1-3 dni), zostawić go jeszcze na 1-2 dni pokrojonego w plastry, na talerzu, również w temperaturze pokojowej. 


Smacznego!

P.S. Jeśli jesteście z Opola lub okoli to mam nadzieję, że zobaczymy się na Vegilii!

wtorek, 15 grudnia 2015

Szynka wegańska a la salami, bez soi i glutenu

Witajcie!
Dzisiaj chce Wam przedstawić przepis dość kontrowersyjny, bo jakim prawem weganie nazywają bezmięsny produkt tak, jak mięsny, przecież nie jemy mięsa, więc po co nam produkty je udające? Do znudzenia można powtarzać, że nie wszyscy weganie są weganami, bo nie smakowało im mięso, część wegan to, że tak powiem, weganie moralni, którzy nie zgadzają się na zabijanie zwierząt, ale za samym smakiem mięsa tęsknią. Druga sprawa, czemu bezmięsny produkt nazywam szynką czy salami? Dlatego, że oczywiście mogłabym napisać "wegański produkt udający smakiem i wyglądem produkt mięsny zwany szynką", tylko po co, skoro można krócej- wegańską szynką? Długo też zastanawiałam się czy dodawać ten przepis, domyślam się, że spotkać się on może z falą krytyki, ale z drugiej strony, jeśli na półkach sklepowych są substytuty szynek i tworzone są nowe smaki, to dlaczego by nie zrobić takiej domowej wędliny, w której wiemy co jest? Jest to też idealny przepis dla osób unikających soi i glutenu.
Sama szynka jest super do kanapek, nie nadaje się natomiast do obróbki cieplnej, ponieważ się rozpuszcza, przepis na taką, która się nie rozpuszcza i jest idealna do pizzy czy zapiekanek też będzie, ale to bardziej kiełbasa, a ten dzisiejszy to typowa szynka, coś na wzór tych dostępnych na sklepowych półkach, tylko zdrowsza i koniec końców tańsza, bo kawałek około 15-20 cm o średnicy wysokiej szklanki to koszt od 5-6 do 10 zł (zależnie od ceny nerkowców, bo tutaj przedział cenowy bywa ogromny). Jeśli chodzi o smak, ja wybrałam smak salami paprykowego, bo taki najbardziej lubi mój partner, ale możecie dodać dowolne przyprawy i stworzyć Wasz ulubiony smak szynki. Jeśli nie chce Wam się kombinować z mieszaniem przypraw możecie skorzystać z jakiś gotowych, typu do kurczaka, do szynki, kaczki itp.
Składniki:
Szklanka namoczonych przez przynajmniej 8 godzin nerkowców
3/4 puszki dowolnej fasoli
Ćwiartka ugotowanego buraka(lub więcej jeśli zależy Wam na mocniejszym kolorze)
Przyprawy(ja użyłam soli, pieprzu, pół łyżeczki papryki wędzonej, pół łyżeczki zwykłej papryki słodkiej, 1/4 łyżeczki kardamonu, po pół łyżeczki cebuli i czosnku w proszku)
Szklanka wody
2-3 łyżeczki agaru

Orzechy, buraka, przyprawy i połowę wody zmiksować. Fasolę rozgnieść niedokładnie widelcem, część można zmiksować, ale niekoniecznie, fasola w masie da efekt "tłuszczu". Wymieszać pozostałą część wody z agarem, podgrzewać około 10 minut aż masa zgęstnieje. Jeśli chodzi o ilość agaru, jeśli wolicie luźniejszą konsystencję szynki(jak salceson) dodajcie dwie łyżeczki, jeśli wolicie bardziej zwartą(jak na przykład salami) dodajcie trzy łyżeczki, ja dodałam dwie. Zgęstniały agar dodać do masy w blenderze i dokładnie zmiksować. Dodać fasolę i wymieszać, już nie miksować. Jako foremki najlepiej użyć wysmarowanej olejem szklanki, masa szybko zastyga po włożeniu do lodówki, wtedy można ją wyciągnąć z foremki. Szynkę można przechowywać w lodówce około tygodnia. 

Smacznego!

P.S. Nie zapomniałam o przepisie na ser dojrzewający, ale z racji tego, że w moim mieszkaniu jest dość wilgotno musiałam wydłużyć czas dojrzewania żeby ser był jak najlepszy, dlatego przepis ukaże się jutro. Serdecznie przepraszam za opóźnienia, ale wcześniej nie byłam zadowolona z jego smaku, a chciałabym żeby także Wam ser smakował, bo jest banalnie prosty, samo przygotowanie to dosłownie 2 minuty, czekanie aż "dojrzeje" trwa najdłużej. Tak czy siak, na przepis zapraszam już jutro :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Wegańskie pierniczki z burakiem i szpinakiem, bez cukru w cieście

Witajcie!
Dzisiaj chce przedstawić Wam pierniczki w zupełnie innej odsłonie: z burakiem i szpinakiem jako dodatkiem sprawiającym, że pierniczki są zdrowsze, ale także barwiącym je na śliczny, brązowy kolor, a także bez dodatku cukru w cieście, można zatem z mniejszymi wyrzutami sumienia je lukrować lub oblewać czekoladą. W samych ciasteczkach choćbyście bardzo się starali nie wyczujecie smaku ani buraka ani szpinaku, mimo, że tego drugiego jest całkiem sporo. Pierniczki są gotowe do jedzenia od razu, nie są ani twarde ani bardzo miękkie, konsystencją przypominają trochę paluszki albo takie cukrowe, kruche ciasteczka. Są bardzo smaczne, smakują w zasadzie jak zwykłe, tradycyjne pierniczki. Do zabarwienia lukru użyłam barwników spożywczych bardziej i mniej naturalny, ale ten jeden raz w roku czuje się usprawiedliwiona, bo co może być fajniejszego od wspólnego dekorowania pierniczków przy akompaniamencie świątecznych piosenek? Fajnie znowu poczuć się jak dziecko :)


Składniki(na 50-70 pierniczków, zależnie od grubości):
Pół dużego lub jeden mały obrany, surowy burak
3/4 szklanki rozmrożonego szpinaku lub świeżego uduszonego na patelni z odrobiną wody
4-5 łyżek oleju
Około 100 g roślinnej margaryny lub masła
2 szklanki mąki żytniej
0,5-1 szklanka mąki pszennej
Łyżeczka proszku do pieczenia
Łyżeczka sody oczyszczonej
Łyżeczka octu o łagodnym smaku(na przykład jabłkowego)
Ewentualnie woda
Przyprawa do piernika(ilość wedle uznania, ja dałam około 3-4 łyżeczek, bo lubię "mocne" pierniki, jeśli wolicie łagodniejsze dodajcie 2 łyżeczki)
Ewentualnie imbir, cynamon(jeśli lubicie mocniejszy smak którejś przyprawy, ja dodałam po łyżeczce każdego)
Ewentualnie żurawina

Buraka i szpinak zmiksować z odrobiną wody na jednolitą masę. Masło lub margarynę pokroić na małe kawałeczki, wymieszać z pozostałymi składnikami, szpinakiem i burakiem(na początku dodać mniej mąki), wyrabiać około 7-10 minut. Ciasto nie powinno kleić się do rąk, jeśli tak jest musicie dodać więcej mąki, zależy to tak naprawdę od tego ile wody potrzebowaliście do zblendowania warzyw, jak soczyste one były, więc ilość mąki jest orientacyjna. Ciasto powinno mieć kolor brązowy lub fioletowy(moje było mocno fioletowe). Ciasto podzielić na części, ja do jednej części dodałam żurawiny i wyrobiłam jeszcze raz wciskając żurawinę do ciasta, wyszło bardzo smaczne. Ciasto rozwałkować na blacie posypanym mąką(żytnią albo pszenną), wałek dobrze jest też obsypać mąką, żeby łatwiej się wałkowało. Grubość ciasta zależy od Was- z rozwałkowanego na grubość 2-3 milimetrów powstaną cienkie, bardziej chrupiące pierniczki, natomiast z grubszego, takiego, które ma około 5 milimetrów wyjdą chrupiące pierniczki z miękkim środkiem. Cieńsze pierniczki należy piec w 180 stopniach Celsjusza przez 7-10 minut, a grubsze 12-15 minut, należy jednak kontrolować czy się nie przypalają. Gotowe pierniczki mają karmelowy, żeby nie powiedzieć, pierniczkowy, kolor. Po ostygnięciu pierniczki można dekorować

Składniki na polewę czekoladową:
2 łyżki oleju kokosowego, rozpuszczonego w kąpieli wodnej lub kuchence mikrofalowej
2-3 łyżki syropu klonowego/z agawy
2-3 łyżki kakao

Składniki wymieszać, ucierać łyżką aż nie będzie grudek. Ostudzone pierniczki można polewać lub zdobić czekoladą, która później zastygnie. 

Składniki na lukier:
1/3 szklanki cukru pudru na każdy kolor
na lukier czerwony: kilka kropli soku z buraka(buraka można ugotować albo użyć surowego, zetrzeć na tarce i wycisnąć trochę soku)
na lukier różowy: liofilizowane truskawki, wiśnie lub maliny rozpuszczone w odrobinie gorącej wody(użyłam wiśniowego batonika Frupp, które swoją drogą polecam, bo są pyszne i zawierają tylko i wyłącznie owoce)
lukry żółty, niebieski i zielony to lukry z barwnikiem spożywczym w proszku i kilkoma kroplami wody

Wszystkie składniki należy wymieszać i ucierać przez klika minut. Lukier powinien mieć lejącą, ale dość gęstą konsystencję.
Pierniczki można dekorować przy pomocy łyżeczki, wykałaczek, ale jeśli zależy Wam na możliwości pisania na allegro lub w sklepach cukierniczych lub pewnie takich typu "wszystko za 5 zł" albo z materiałami do tworzenia rękodzieła są dostępne takie buteleczki z dzióbkami, których można używać wielokrotnie, a biorąc pod uwagę, że w praktycznie każdym czerwonym lukrze jest koszenila, takie buteleczki są dobrym rozwiązaniem.

Smacznego!


środa, 9 grudnia 2015

Wegańska Mozzarella w kulkach

Witajcie!
Mozzarella to coś czego najbardziej brakowało mi po przejściu na dietę wegańską. Wypróbowałam wiele przepisów, łączyłam je ze sobą i choć efekt był dobry to jednak zawsze coś było nie tak: albo ser był w formie płynnej(jak rozpuszczony ser) i ciężko było go używać inaczej niż do zapiekanek czy tostów albo smak był inny niż oryginału tj. był wyczuwalny smak soi albo orzechów aż trafiłam na przepis Miyoko Schinner na Mozzarelle w kulkach. Zrobiłam ją według przepisu, ale smak nie był zadowalający, nie chciałam też specjalnie zamawiać karagenu-mchu islandzkiego, wiec popracowałam trochę nad konsystencją, smakiem i w końcu osiągnęłam to o co chodziło. Mozzarella idealnie nadaje się do jedzenia na surowo, na przykład w sałatce Caprese, świetnie nadaje się też do pizzy, sosów, zapiekanek. Jeśli chodzi o smak, w zasadzie nie różni się od oryginalnego sera, konsystencja jest nieco mniej "zbita", ale da się spokojnie kroić w plasterki lub rwać na kawałki. 


Składniki:
Szklanka roślinnego jogurtu naturalnego z kulturami bakterii(najlepszy będzie domowy)
6-7 łyżek oleju rzepakowego
Pół szklanki wody
Sól
Pieprz(jeśli zależy nam na ładnym wyglądzie najlepszy będzie biały pieprz)
6 łyżeczek mąki z tapioki
4 łyżeczki agaru
Czosnek granulowany
Lód

Jogurt, wodę, olej, sól, pieprz i czosnek połączyć, najlepiej i najszybciej jest zmiksować, ale można to zrobić także ręcznie. Przelać do miski i zostawić w pokojowej temperaturze na 24 godziny. Masę przelać do garnka, dodać mąkę, agar, gotować około 5-7 minut. Do miski wsypać kilka kostek lodu, posolić, żeby uzyskać niższą temperaturę, zalać wodą i łyżką lub łyżką do lodów(najlepiej posmarować je jakimś tłuszczem, np. olejem żeby masa się nie kleiła) robić kulki z masy serowej i wkładać do wody z lodem. Odstawić na kilka godzin do lodówki, żeby wszystko stężało. Po tym czasie Mozzarella będzie dawała się kroić, jeśli zależy nam na tarciu sera na tarce najlepiej włożyć go na kilkanaście minut do zamrażarki, wtedy bez problemu będzie dało się go zetrzeć. Jeśli chcecie dłużej przechowywać Mozzarellę, najlepiej trzymać ją w wodzie wymienianej codziennie.



Smacznego!

W najbliższym czasie będą jeszcze przepisy na sery dojrzewające, ser w stylu azjatyckim, sernik(serio, sernik, wszystkożercy nie poczuli, że nie ma w nim sera, smakuje jak normalny, domowy sernik), a do tego, kilka odsłon wędlin( a la te sklepowe, tylko zdrowsze i tańsze, idealne do kanapek do pracy, szkoły, na wyjazdy) i mój absolutni hit: bezmięsna "kiełbasa" w słoiku. 

niedziela, 6 grudnia 2015

Wgański, niebieski ser pleśniowy

Witajcie!
Spośród wszystkich serów ten był dla mnie największym wyzwaniem, bo nigdy go nie próbowałam. Smak odtwarzałam przy pomocy Piotrka, mojego partnera, który uwielbia(albo uwielbiał) ten ser. "Pleśń" jest oczywiście oszukana, ale tylko w wykonaniu, bo smak ma podobny do "prawdziwej" pleśni. Sera można używać do sałatek, do sosów, zapiekanek, topi się, jest też bardziej kremowy niż oryginał, więc można nim też go używać do smarowania. Jest bardzo aromatyczny, lekko ostry z orzechową nutą. Wykonanie go jest bardzo proste, nawet ozdobienie go "pleśnią" jest niezwykle proste. Sama "pleśń" jest bardziej intensywna w smaku niż pozostała część sera, tak jak w oryginale(a przynajmniej tak twierdzi Piotrek:) ).
Ogólnie ser ma bardzo specyficzny smak, jak to ser pleśniowy.



Składniki(na jedną porcję):
2 łyżki serka nerkowcowego dojrzewającego 2-3 dni
2-3 łyżki jogurtu roślinnego
Około 4 orzechów włoskich sparzonych, mnie więcej obranych ze skórki
1/3-1/2 łyżeczki Chlorelli 
Niebieski barwnik
2 łyżeczki mąki z tapioki
Sól
Pieprz

Serek, jogurt, orzechy włoskie, sól, pieprz i mąkę z tapioki zmiksować na gładką masę. Podzielić masę na dwie części: jedną większą, drugą mniejszą. Do większej dodać połowę Chlorelli i podgrzewać przez około 3-5 minut, żeby mąka z tapioki się zaparzyła. Mniejszą część masy zabarwić niebieskim barwnikiem i chlorellą , tak, żeby powstał kolor taki niebiesko-zielono-szary, można dodać też trochę więcej soli i pieprzu. Również podgrzać około 3 minut. Serek wlać do foremki, porobić w nim dziurki wykałaczką i ponakładać "pleśń". Na górze można ją trochę rozprowadzić żeby powstały charakterystyczne "żyłki".
Ser można zostawić w temperaturze pokojowej na kilka godzina, ale trochę wysechł, ale można go również jeść od razu.
Jeśli chodzi o niebieski barwnik, można użyć sklepowego, a można go też zrobić samemu, jest dziecinnie prosty. Wystarczy kilka kawałków czerwonej kapusty zagotować w małej ilości wody, wyjąć kapustę, płyn trochę odparować, żeby kolor był intensywny. Tak powstał barwnik fioletowy, aby był niebieski wystarczy dodać odrobinkę sody oczyszczonej. Takich barwników można używać do barwienia na przykład lukru, smak kapusty nie będzie wyczuwalny.

Smacznego!

sobota, 5 grudnia 2015

Camembert

Witajcie!
W końcu udało mi się doczekać mojego Camemberta... Nie jest identyczny jak oryginał, nie ma w sobie pleśni(choć zamierzam sprawdzić jak wegański serek zachowa się z bakteriami produkującymi pleśń w serach krowich), ale smak jest bardzo, bardzo zbliżony. Ma także charakterystyczny dla serów pleśniowych specyficzny zapach. Idealnie komponuje się z żurawiną, rozpuszcza się przy podgrzewaniu, robi się ciągnący jak oryginał. Można też go panierować i smażyć lub zapiekać w piekarniku z czosnkiem, a później maczać w nim chleb lub najlepiej chrupiącą bagietkę.
Wykonanie wymaga czasu, ale nie dużo pracy, sam przepis jest bardzo prosty, wykonanie półproduktów także, ale jeśli tęsknicie za serami pleśniowymi to zdecydowanie warto!


Składniki(na jedną porcję):
2 duże łyżki serka z nerkowców dojrzewającego 2-3 dni
Sól do smaku
Pieprz do smaku
Pół łyżeczki płatków drożdżowych
Łyżeczka jogurtu sojowego
Pół łyżeczki soku z kapusty kiszonej
Pół łyżeczki mąki z tapioki

Wszystkie składniki, poza mąką z tabioki, zblenodwać, odstawić w miejsce o pokojowej temperaturze na około 6-8 godzin lub w troszkę cieplejsze miejsce na 2-3(na przykład obok włączonego kaloryfera, ale nie bezpośrednio przy kaloryferze). Po tym czasie spróbować czy czegoś nie brakuje, jeśli brakuje można dodać i zblendować ponownie lub zostawić na jeszcze kilka godzin. Ja swój ser zostawiłam na 3 godziny obok kaloryfera i po tym czasie nabrał charakterystycznego dla serów pleśniowych "zapachu". Gotowy ser przelać na patelnię, dodać mąkę z tapioki i ciągle mieszając podgrzewać aż zgęstnieje czyli około 5 minut. Przełożyć do pojemniczka i odstawić do ochłodzenia. 

Smacznego!

P.S. Już jutro ser z niebieską "pleśnią"! :)

Naturalny serek nerkowcowy

Witajcie!
Drugim przepisem dzisiaj jest serek z nerkowców. Ma on kwaśny, lekko ostrawy smak, im dłużej "dojrzewa" tym ostrzejszy się staje. Po jednym-dwóch dniach dojrzewania jest bardzo podobny w smaku do twarożku, dlatego świetnie smakował będzie z dodatkami takimi jak pieprz, rzodkiewka, szczypiorek, papryka, co tylko lubicie. Po pierwszym dniu dojrzewania czuć w nim lekką nutę orzechów, która po drugim dniu w zasadzie całkowicie znika i serek staje się w smaku praktycznie identyczny jak puszyste serki kanapkowe.

Składniki:
Jedna miarka nerkowców
1/4 miarki Rejuvelacu
Sól
Pieprz
Przyprawy
Wielkość miarki zależy tak naprawdę od tego ile serka chcecie zrobić, ja robiłam ze szklanki nerkowców i 1/4 szklanki Rejuvelacu, ale liczą się tylko proporcje, możecie zrobić więcej serka, trochę zjeść, a trochę zostawić i pozwolić mu dojrzeć.
Jeśli chodzi o wykonanie, orzechy z Rejuelac należy zblendować razem, mój mikser nie da rady zblendować tego na gładką masę, więc mój serek był ziarnisty, a nie puszysty, ale konsystencja zależy od Was(no i Waszego blendera). Zmiksowaną masę odstawić w bez dostępu światła słonecznego o pokojowej temperaturze. Serek możecie trzymać tak, aż uzyskacie satysfakcjonujący Was smak, mój leżał tak 4 dni i nic złego się z nim nie stało, zyskał za to bardzo ciekawy smak. Jeśli uznacie, że smak jest odpowiedni serek należy schować do lodówki, w której może spędzić do dwóch tygodni w zamkniętym pojemniku jednak nawet w niskiej temperaturze bakterie wciąż pracują, bardzo wolno, ale pracują, więc smak serka będzie ulegał zmianie.
Jeśli chcecie dowiedzieć się jak z podstawowego serka stworzyć pleśniowy Camembert zapraszam do tego przepisu.
Smacznego!

Rejuvelac- naturalny probiotyk

Witajcie!
Dzisiaj przedstawię Wam aż trzy przepisy, pierwszy na Rejuvelac, który jest naturalnym probiotykiem zawierającym  bakterie actobacillus bifidus oraz kwas mlekowy, dlatego oprócz możliwości picia go w formie prozdrowotnego napoju(2 łyżki dziennie) jest także świetny przy produkcji domowych, wegańskich serów. Oprócz bakterii, zawiera także białka, węglowodany, witaminę K i witaminy z grupy B. W smaku jest lekko kwaśny, cytrusowy. Wytarza się go z kiełkujących nasion. Może być przechowywany w lodówce, w zamkniętym słoiku nawet do dwóch-trzech tygodni(w zależności od temperatury w lodówce). Wykonanie go jest bardzo proste, jedynie czas oczekiwania jest dość długi. Drugi przepis to podstawowy serek nerkowcowy, który jest bardzo smaczny sam w sobie, wykonuje się go z nerkowców i właśnie Revulejacu, ale również jest świetną bazą do produkcji innych serów, takich jak ten z trzeciego przepisu, mianowicie Camemberta
Przepisy będą trzy, ponieważ zarówno Rejuvelac, jak i serek z nerkowców są półproduktami do produkcji Camemberta, ale także do innych serów, które później będą na blogu i chcę aby te przepisy były bardziej uporządkowane. Zapraszam wiem na przepisowy maraton :)


Składniki:
 Pół szklanki ziarna(gryki nie palonej, pszenicy, ryżu, quinoi)
1,5 szklanki przefiltrowanej wody

Nasiona płuczemy na sitku, przekładamy do wyparzonego słoika, zalewamy wodą, przykrywamy gazą i odstawiamy w ciepłe miejsce na 12 godzin. Po tym czasie wylewamy wodę, płuczemy nasiona i z powrotem wsypujemy do słoika tym razem nie zalewając wodą. Płuczemy nasiona dwa razy dziennie, odstawiamy w ciepłe miejsce bez dostępu do promieni słonecznych i czekamy aż nasiona wykiełkują, trwa to od dwóch do nawet siedmiu dni i zależy od wielkości ziarna- im większe ziarno tym dłużej kiełkuje. Kiedy nasiona zaczną kiełkować płuczemy je ostatni raz i zalewamy przefiltrowaną wodą lub wodą źródlaną. Odstawiamy na 48 godzin. Po tym czasie płyn stanie się mętny, będzie w nim dużo bąbelków. Wtedy przecedzamy płyn i przelewamy go wo czystego słoika. Płyn należy przechowywać w lodówce. Nasiona można wykorzystać ponownie do produkcji Rejuvelacu używając połowy wody lub dodać do pasztetu.

Smacznego!

piątek, 4 grudnia 2015

Gorąca czekolada instant. Idealny prezent dla kogoś lub dla nas samych :)

Witajcie!
Zbliżają się Mikołajki, a wiadomo, Mikołajki to i prezenty, najlepiej prezenty robione własnoręcznie, w miarę szybkie w wykonaniu i nie wymagające zbyt dużych nakładów finansowych, a do tego wszystkiego najlepiej żeby były w zimowym klimacie i oczywiście obowiązkowo prezent musi być wegański... Czy to w ogóle możliwe?
Owszem, za sprawą gorącej czekolady, którą możemy wykonać sami w domowym zaciszu, wykonanie jest błyskawiczne. Taką gorącą czekoladą możemy obdarować każdego, nie tylko weganina, możemy też zrobić gorącą czekoladę dla siebie i z nikim się nie dzielić. 
Taki prezent jest bardzo uniwersalny, smak można dopasować do obdarowywanej osoby, ja zrobiłam trzy smaki: orzeszkowy, piernikowy i nutellowy, ale równie dobrze będzie smakować  czekolada pomarańczowa, imbirowa, cynamonowa, różana, o smaku orzecha włoskiego, karmelowa albo klasyczna, zwykła, czekoladowa. Na górę można dodać bitej śmietany kokosowej lub dowolniej roślinnej albo w wersji niewegańskiej, zwykłej bitej śmietany. 



Składniki:
Czekolada gorzka(im więcej procent kakao tym lepiej)
Dodatki smakowe: masło z orzechów ziemnych, masło z orzechów laskowych(uprażone, utarte na mało orzechy), imbir, cynamon, przyprawa do piernika, woda różana, karmel(skarmelizowany cukier), skórka pomarańczowa, cytrynowa, masło z orzechów włoskich, kokosa, migdałów, nerkowców lub inne, wanilia, aromaty do ciast, w zasadzie wszystko co lubicie i dobrze smakuje w połączeniu z czekoladą
Kakao
Patyczki(najlepsze będą takie do jedzenie lodów)

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać wybrane dodatki smakowe, jeśli używamy jakiegoś masła, dobrze jest dosypać trochę kakao, ale nie jest to konieczne. Przelać do foremek na czekoladki lub lód. Najlepsze będą takie spore, bo wiadomo, później gotowa gorąca czekolada będzie lepsza. Do foremek wetknąć patyczki i włożyć do lodówki do zastygnięcia. 

Później żeby zrobić gorącą czekoladę wystarczy podgrzać mleko, włożyć patyczek z czekoladą, poczekać około 2-3 minut, pomieszać patyczkiem i już! Gorąca czekolada gotowa :)
Na wierzch można dodać ubitego mleka roślinnego(mleko ubić w mikserze z odrobiną oleju, ewentualnie czegoś słodzącego typu syrop klonowy, z agawy, cukier)


Jeśli chodzi o wersję prezentową, najprościej zapakować tę czekoladę w celofan(ja użyłam rękawa do pieczenia), obwiązać wstążeczką i dodać karteczkę z nazwą smaku.

Smacznego!

P.S. Jutro pojawi się przepis na pierwszy ser "pleśniowy", a pojutrze na drugi :)

środa, 2 grudnia 2015

Najprostszy, wegański oscypek (domowe tofu wędzone)

Witajcie!
Przy robieniu tego przepisu pierwszy raz w życiu coś wędziłam i zastanawiam się czemu, skoro to takie proste! Ku mojemu zdziwieniu można to robić w domu, dymu wcale nie ma dużo, a co najważniejsze wcale nie potrzeba do tego żadnego specjalistycznego sprzętu...
Sam "oscypek" jest smaczny, wyraźnie czuć wędzony smak, dużo wyraźniej niż w wędzonym tofu ze sklepu. Wykonanie go nie zajmuje wcale dużo czasu, a smak jest wspaniały. 


Składniki:
Tofu naturalne
Sól
Woda
Herbata
Pieprz ziarnisty
Kolendra ziarnista
Dowolne przyprawy
Ewentualnie trochę kory, sianka(ja ukradłam trochę moim kosztaniczkom, kora była z drzew owocowych, a sianko zwykłe, dla zwierząt)

Tofu pokroić w plasterki, zamarynować w solance(na szklankę ciepłej wody dałam 2-3 łyżeczki soli) na kilka godzin. W tym czasie można przygotować naszą "wędzarkę". Potrzebna będzie patelnia, może być jakaś stara, taka, na której już nie smażymy, ale ja użyłam normalnej, nic się z nią nie stało, nie przypaliła się, dalej spokojnie można jej używać. Dno patelni wyłożyć folią aluminiową tak, żeby później móc od góry szczelnie ją zawinąć. Z patyczków do szaszłyków lub drewnianych pałeczek chińskich zrobić ruszt- patyczki dopasować do patelni, tak, żeby ułożone na ruszcie tofu nie dotykało dna patelni. Na wyłożone folią dno wysypać przyprawy, korę, sianko i herbatę, w sumie powinno być tego około 2 łyżek. Ułożyć ruszt, na ruszcie tofu, zawinąć folię szczelnie. Patelnię postawić na gazie lub płycie elektrycznej, 5 minut podgrzewać na maksymalnej mocy/ogniu, a później przez około godzinę na najmniejszej mocy/ogniu. Powstrzymać się od zaglądania czy się wędzi. Wędzi się, ale się nie uwędzi jeśli będziemy zaglądać :) Po godzinie wyłączyć źródło ciepła, zostawić jeszcze przynajmniej na pół godziny aby nasze tofu dokończyło wędzić się samym dymem. Ruszt można wykorzystać ponownie. 
Jeśli chodzi o zrębki wędzarnicze, czyli kawałki kory i drewna, na rynku są dostępne specjalne, aromatyzowane, można z tym kombinować, uzyskiwać różne smaki. Taka domowa mieszanka daje mocno dymny smak, tofu idealnie nadaje się do jedzenia z żurawiną lub, jak w moim przypadku, z czarną porzeczką i aronią. Jeśli nie namoczymy tofu w solance zrobimy zwykłe, domowe, wędzone tofu, które nada cudownego aromatu na przykład fasolce po bretońsku.

Smacznego!