środa, 21 grudnia 2016

Wegański Baileys Ekspresowy, czyli prezent na ostatnią chwilę

Witajcie!
Po dość długiej przerwie wracam do Was na stałe. Nie chcę się rozwodzić nad tym dlatego tyle czasu niczego nie dodawałam, bo mam znacznie przyjemniejsze rzeczy do przekazania! Mianowicie, od dziś aż do Wigilii będę dodawała możliwie dużo przepisów na spóźnione świąteczne potrawy oraz prezenty na ostatnią chwilę. Wszystkie będą dziecinnie proste, szybkie i przede wszystkim pyszne! 
Pierwszym prezentem, który Wam proponuję jest wegański likier kawowy na bazie whisky, czyli Baileys. Mój jest mniej słodki niż oryginał, ale spokojnie można go dosłodzić jeśli wolicie słodsze alkohole. Najlepiej smakuje podawany z lodem i wegańską bitą śmietaną. Wystarczy wlać go do butelki, ozdobić, można dodać śmietanę w sprayu i już macie wyjątkowy, wegański prezent! A jego wykonanie zajmie Wam tylko kilka minut.


Składniki:
Mocna kawa zaparzona z poczwórnej porcji kawy i małej ilości wody lub 6-7 łyżek kawy rozpuszczalnej zaparzone w jak najmniejszej ilości wody
1 filiżanka nerkowców
2-3 filiżanki wody + woda do gotowania/namaczania nerkowców
2-3 filiżanek mleka roślinnego (użyłam ryżowo-kokosowego)
1 filiżanka whisky
1-2 filiżanek cukru (ja dodałam jedną filiżankę brązowego cukru)
1/2 filiżanki mleka roślinnego w proszku (użyłam sojowego)
1/3 łyżeczka zmielonej wanilii lub kilka kropli aromatu waniliowego

Nerkowce zalać wodą, zagotować i gotować około 5-10 minut aż zmiękną po czym wypłukać zimną wodą. Jeśli macie mocny blender ten krok można pominąć, nerkowce można również namoczyć na noc, ale ja zapomniałam. Wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować na gładko. Ewentualnie przecedzić przez sitko o drobnych oczkach, przelać do butelki. Można pić od razu z lodem lub schłodzić.

Smacznego!




poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Słodki konkurs

Witajcie!
Jakiś czas temu dzięki współpracy z firmą Nature's Bakery otrzymałam całkiem sporo Fig Barów do testów. Postanowiłam się nimi z Wami podzielić! 


Czym właściwie są Fig Bary? 
Są to wegańskie, pełnoziarniste batoniki figowe z równymi, owocowymi dżemami w środku. Nie zawierają tłuszczów trans, są wolne od GMO. Cztery smaki nie zawierają również glutenu. 
Chciałabym napisać, które smaki przypadły mi do gustu najbardziej, ale tak naprawdę ciężko mi się zdecydować, bo wszystkie są pyszne! Batoniki bezglutenowe mają dość specyficzny smak ze względu na dodatek mąki z amarantusa, ale i tak są bardzo smaczne i pod względem składu są lepsze niż większość bezglutenowych słodyczy dostępnych w sklepach.
Smaki, które będą do wygrania w konkursie to: cytryna, morela-brzoskwinia, jabłko-cynamon, mango oraz truskawka. Smaki bezglutenowe to: figa, jagoda, granat i malina. 

Co trzeba zrobić aby wygrać? 
W komentarzu pod tym postem, NA BLOGU, należy napisać krótką fraszkę, wierszyk na tematy związane z weganizmem. Może to być dieta, jedzenie, rośliny, zwierzęta, styl życia, reklama weganizmu, a nawet hasło promujące weganizm. Jedyny warunek to brak przekleństw, zachowanie kultury wypowiedzi i niepisanie o substancjach psychoaktywnych. Wierszyki nie muszą być poważne, mogą być śmieszne, ironiczne, ale nie mogą być brutalne.
W komentarzu należy również pozostawić swojego maila, żebym mogła się z Wami skontaktować jeśli wygracie. Udział w konkursie jest równoznaczny ze zgodą na przetwarzanie danych osobowych zwycięzców, żebym mogła poprosić o Wasz adres i przesłać nagrody.
Koszty wysyłki oczywiście pokrywam ja, wysyłam tylko na terenie Polski.
Do wygrania będą 4 zestawy: dwa "normalne" i dwa bezglutenowe, więc proszę, żebyście w komentarzu napisali czy wybieracie opcję z glutenem czy bez niego. 
Konkurs trwa od chwili opublikowania posta, czyli od 29.08 przez tydzień, czyli do 05.09 do północy. Wyniki zostaną ogłoszone najpóźniej 7 dni po zakończeniu konkursu.
Zwycięzców wyłoni komisja w skład, której wchodzę ja oraz mój partner. Zwycięzcy zostaną powiadomieni drogą mailową, a ich wierszyki zostaną opublikowane na fanpagu bloga.


Podsumowując, w komentarzu musi znaleźć się:
1 wierszyk o weganizmie lub hasło promujące weganizm
2 adres e-mail
3 wybór zestawyu, normalny lub bezglutenowy.
 

Zwycięzców wyłoni komisja w skład, której wchodzę ja oraz mój partner. Zwycięzcy zostaną powiadomieni drogą mailową, a ich wierszyki zostaną opublikowane na fanpagu bloga.

piątek, 26 sierpnia 2016

Domowy kebab i Strogonow

Witajcie! 
Po długiej nieobecności, niestety niezależnej ode mnie, wracam do blogowania! Choć postów nie dodawałam, cały czas gotowałam, więc mam naprawdę pokaźny zbiór przepisów, które mam nadzieję przypadną Wam do gustu. 
Dzisiaj dwie potrawy mocno mięsne: kebab i strogonow. Kebab jest jednym z naprawdę wielu mięs za jakimi tęskniłam, mimo, że to zazwyczaj mięso wątpliwej jakości, przed czasami wegańskimi naprawdę je lubiłam. Próbowałam robić swoją wersję z kotletów sojowych używając przypraw do kebaba, gyrosa, ale zazwyczaj brakowało tego mięsnego pierwiastka smaku. Z pomocą przyszła mi Primavika, z która podjęłam współpracę. Pierwotnie ze szycelków tej firmy chciałam zrobić zwykłe szaszłyki z warzywami, ale po otwarciu słoików wiedziałam już, że to będzie idealne "mięso" na kebaba. Jest to też świetna alternatywa na grilla za znajomymi, nie ma za dużo przygotować, po prostu kupujecie słoik sznycelków, kotleciki nabijacie na patyczek do szaszłyków i grillujecie. Jeśli chcecie zaimponować znajomym to stanowczo dobry sposób, jestem pewna, że nie poznają, że w takim kebabie nie ma mięsa! W ogóle nie czuć, że to kotlety sojowe, głównie dzięki sosowi, który ma bardzo mięsny smak, a dodatkowo grillując dodajecie jeszcze więcej smaku. 
Drugim daniem jest strogonow, czyli wegańskie danie na szybko, wystarczy dodać kilka rzeczy, ugotować kaszę, ryż lub ziemniaki i pyszny obiad gotowy! Tym daniem częstowałam ciocię, która nie mogła uwierzyć, że nie ma tam mięsa. Choć moim zdaniem smak jest znacznie mniej mięsny niż w przypadku sznycleków, ale wciąż nie czuć kotletów sojowych, więc jeśli uważacie, że zawsze będą smakowały jak tektura, koniecznie spróbujcie!



Składniki:
Wegański majonez
Cebula pokrojona w plasterki
Dowolne warzywa
Tortille lub bułki pita

Sznycelki nabijamy na patyczki i grilujemy obracając co jakiś czas, jednak sznycelki powinny być dobrze wypieczone. Cebulę także grillujemy. Majonez mieszamy z resztą sosu z kotlecików. Podajemy w bułce lub tortilli z sosem, warzywami i cebulą.
Składniki:
Pieczarki
Papryka
Pomidory
Ogórki kiszone
Kasza, ryż, lub ziemniaki

Na patelni podsmażamy warzywa i pieczarki, dodajemy zawartość słoika, podgrzewamy. Podajemy z ogórkiem kiszonym i dowolną kaszą, ryżem lub z ziemniakami. 

 

W niedzielę na blogu będzie konkurs ze słodkimi nagrodami(które na terenie Polski są ciężko dostępne), więc nie przegapcie tego!

Smacznego!

sobota, 11 czerwca 2016

Produkty Pulsin, czyli zdrowe i smaczne słodycze oraz proste i szybkie bezglutenowe placuszki

Witajcie!

Dziś mam dla Was krótką i treściwą recenzję kilku batoników oraz białek, a także przepis na bezglutenowe, białkowe naleśniki, które nie przywierają do patelni. Firma Pulsin pochodzi z Wielkiej Brytanii i produkuje "zdrowe słodycze". No właśnie, czy słodycze mogą być zdrowe? Jak najbardziej! Produkty Pulsin są wegańskie, bezglutenowe, nie jest do nich dodawany cukier, a także nie zamierają składników GMO, a do tego część z nich jest surowa. A co ze smakiem?

Do testów dostałam w sumie pięć batoników: trzy białkowe i dwa surowe brownie. 
Jeśli chodzi o te pierwsze, czyli białkowe, znalazły się w śród nich trzy smaki: wanilia i czekolada, mięta i czekolada oraz pomarańcza i czekolada. Wszystkie batoniki mają konsystencję typową dla białkowych batonów, czyli ziarnistą. Jeśli chodzi o same smaki, najbardziej przypadł mi do gustu miętowy, ponieważ uwielbiam miętowe słodycze. Zdecydowanie najmniej smakował mi waniliowy, ale to dlatego, że smakował jak biała czekolada, jeśli więc jesteście jej fanami, a tęsknicie za nią na diecie wegańskiej to tej batonik będzie dla Was jak znalazł! Jeśli chodzi natomiast o trzeci i ostatni smak, był bardzo dobry, smakował troszkę jak delicje pomarańczowe, jednak nie był aż tak słodki, a aromat pomarańczy był nieco wyraźniejszy i bardziej naturalny. 

Dwa pozostałe smaki: brownie z malinami i jagodami goji i brownie z dodatkiem macy zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu. Są to jedne z lepszych daktylowych batoników jakie jadłam, mają naprawdę dobre składy, szczególnie smakował mi batonik z malinami, było ich sporo, były wyraźnie wyczuwalne. Drugi batonik, z macą, przypadnie do gustu łasuchom lubiącym czystą słodycz, bo jest zdecydowanie słodszy. Jeśli szukacie alternatywy dla siebie lub swoich dzieci wszystkie batoniki z tej serii będą idealne, bo wszystkie smakują jak bardzo mokre brownie z dodatkami. Do tego są bezglutenowe, a więc także osoby nie mogące jeść "normalnych" słodyczy będą zadowolone, bo batoniki nie tylko są smaczne, ale mają również prosty, naturalny skład, co nie zdarza się zbyt często przy gotowych, bezglutenowych słodyczach.



A teraz czas na przepis z użyciem białka! Co do samych proszków, nigdy wcześniej nie próbowałam żadnych proszków białkowych, więc nie potrafię tego do niczego porównać, ale to, co mogę o nich powiedzieć: ich smak nie przebija się w potrawach, jedząc naleśniki, które przygotowałam w zasadzie nie czułam, że są to białkowe naleśniki, smakowały jak normalne, glutenowe(mimo, że są bezglutenowe!). Nie rozpadały się na patelni, były bardzo smaczne :) Dodatkowo dzięki szpinakowi i spirulinie naleśniki mają piękny, zielony kolor. Bez obaw, spiruliny ani szpinaku nie sposób wyczuć, naleśniki są po prostu pyszne i słodkie (i to mimu braku dodatku cukru).

Składniki:
200-250 ml mleka roślinnego
20 g dowolnego białka roślinnego (ja użyłam sojowego Plusine)
3 łyżki mąki gryczanej
3 łyżki mąki kukurydzianej
2 łyżki mąki ryżowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia (jeśli nie jecie glutenu proszek też musi być bezglutenowy)
1 mały banan
4 świeże lub suszone i namoczone daktyle
Garść szpinaku
Łyżeczka spiruliny (można pominąć)
Olej do smażenia

Wszystkie składniki zmiksować razem, na początku dodając 200 ml mleka. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany, jeśli Wasze jest zbyt gęste dodajcie więcej mleka. Naleśniki należy smażyć na niewielkiej ilości oleju do zrumienienia z obu stron. Ja swoje podałam z owocami i domowymi lodami bananowymi.


 Smacznego!

P.S. Niestety posty nie będą pojawiały się obecnie regularnie, będę je dodawała jak tylko będę miała chwilę, za co bardzo serdecznie Was przepraszam, ale niestety tak to już w życiu bywa, że wszystkiego nie da się przewidzieć.


 

wtorek, 31 maja 2016

Pieczony klops

Witajcie!
Przede wszystkim przepraszam Was za brak postów ostatnio, teraz będę wszystko nadrabiać, mam sporo przepisów wypróbowanych i do wypróbowania, także posty będą pojawiać się regularnie. 
Dziś mam dla Was przepis idealny nie tylko na obiad, ale także na kanapki. Mimo, że weganizm daje naprawdę wiele możliwości to właśnie kanapki są jedną z rzeczy, której mi brakuje najbardziej. Nie żebym była jakąś szczególną fanką kiedykolwiek, ale czasem mam ochotę na coś "konkretnego", mimo, że pasty też uwielbiam. Oryginalnego klopsa czy nawet pieczeni rzymskiej nigdy nie jadłam, ale myślę, że wegańska wersja jest zdecydowanie podobna. Dzięki połączeniu kaszy jaglanej z pszenicą uzyskujemy konsystencję do złudzenia przypominającą mięso mielone. Można powiedzieć, że jest co gryźć i na czym zawiesić zęby, bo pszenica mimo obróbki zachowuje swoją konsystencję. Jest to też potrawa tania, całość kosztowała około 7 zł, a porcji jest całkiem sporo. Pieczeń można mrozić, w lodówce wytrzyma do 5-7 dni. Można podawać ją na ciepło od razu po upieczeniu, można podgrzewać i podawać z sosem, podsmażać na patelni lub jeść na zimno na kanapce.

\
Składniki( na standardową formę keksową):
Szklanka pszenicy na kutię
Szklanka kaszy jagalnej
6-7 łyżek koncentratu pomidorowego
5-7 łyżek mąki kukurydzianej
2-3 łyżki majeranku
1 duża, posiekana, zeszklona cebula
3-4 ząbki czosnku
2 łyżki papryki wędzonej w proszku
1 łyżka miso lub 2 łyżki płatków drożdżowych lub 2 łyżki ciemnego sosu sojowego lub 4 łyżki jasnego sosu sojowego (generalnie chodzi o dodanie 5 smaku, wybierzcie to, co akurat macie pod ręką)
Sól i pieprz do smaku

Pszenicę moczyć przez noc, kaszę jaglaną dobrze wypłukać pod bieżącą wodą i przelać wrzątkiem lub bardzo gorącą wodą z kranu. Kaszę i pszenicę gotować około 20 minut w 4-5 szklankach wody(gotować można bez problemu razem). Ziarna odcedzić, wymieszać z pozostałymi składnikami i piec około 30-40 minut w 180 stopniach. Ja posmarowałam wierzch koncentratem pomidorowym, który niestety się przypalił, więc nie radzę tego powtarzać :)

Smacznego!

piątek, 20 maja 2016

Sycące śniadanie, czyli śniadaniowa tortilla

Witajcie!
Kilka razy pisałam już o tym, że kiedyś nienawidziłam śniadań. Była to niekończąca się mordęga wymyślania co zjem na śniadanie, a biorąc pod uwagę, że nie lubiłam mleka, twarogu, sera żółtego w nieroztopionej formie, szynki, jajek, zazwyczaj kończyło się na jogurcie z płatkami albo zapiekankach. Ale ile można? Później odkryłam owsianki na soku, a po zmianie stylu życia ze śniadaniami nie mam już żadnego problemu. Ja na ogół lubię słodkie i lekkie śniadania, jednak mój partner woli wytrawne i bardziej sycące. Właśnie z tego powodu jak tylko zobaczyłam fasolkę w sosie pomidorowym Primaviki od razu pomyślałam o śniadaniowej tortilli! To śniadanie idealne na wynos, nie musi być podawane ciepłe, ale zawsze można je podgrzać. Taki posiłek obala także mity dotyczące niedoborów białka, ponieważ zawiera go całkiem sporo (27 g na porcję z samej fasoli i tofu). Tortille można spokojnie przygotować dzień wcześniej, a rano tylko podgrzać lub zjeść na zimno.

Składniki (na dwie sporo jedzące osoby):
2 łyżki mąki kukurydzianej
200 g tofu
2-3 cebule
1 łyżka oleju o neutralnym smaku
Sól (może być kala namak)
Pieprz
1/2 łyżeczki kurkumy
Ewentualnie 1 łyżeczka papryki wędzonej
4 tortille

Fasolkę wlać do garnka, dodać mąkę kukurydzianą, zagotować. Na patelni podsmażyć cebulę, pokruszyć lub zetrzeć na tarce tofu, doprawić solą, pieprzem, dodać kurkumę i ewentualnie paprykę. Wykładać na tortille i zawijać jak normalnie. Można tortille opakować w folię aluminiową, wtedy utrzyma ciepło i będzie ją można zjeść na przykład w szkole. 

Smacznego!

piątek, 13 maja 2016

Ekspresowy likier

Witajcie!
Dziś przepis zainspirowany rozmową o wódce na grupie "Co jedzą polscy weganie?". Rozmowa toczyła się pod zdjęciem bananów, zeszła na temat alkoholowy i padło hasło "wódka zmiksowana z bananami". Czy to dobre? Tak! To zdecydowanie najlepszy likier jaki piłam! Smakuje trochę jak ajerkoniak, jest bardzo kremowy, gęsty, jest też wspaniałą bazą do tworzenia własnych smaków! Bananów prawie nie czuć, dają za to słodycz i sprawiają, że likier jest kremowy. A do tego bardzo, bardzo prosty! Do swojego użyłam masła orzechowego Primaviki, którym jestem zachwycona, bo nie dość, że jest pyszne, to jeszcze w składzie są tylko orzeszki! Dzięki temu jest doskonałą bazą do sosów, koktajli, ciast, ciasteczek oraz zwyczajnie, na kanapki. Więcej o samym maśle napiszę już niedługo Jeśli chodzi o masło w likierze, jego dodatek powoduje, że jest on jeszcze bardziej kremowy i tłustszy, działa trochę jak weselny rosół. 


Składniki (na butelkę około 300-400ml, ja zrobiłam likier piernikowy):
3 banany (można użyć 1 mrożonego, wtedy będziemy mieli likier od razu schłodzony)
150-250 ml mleka roślinnego (użyłam sojowego)
Cynamon
Kardamon
Imbir
70-150 ml wódki (zależy jaką moc lubicie :) )
Ewentualnie kakao, skórka z pomarańczy, wiórki kokosowe lub mleczko kokosowe, masło z dowolnych orzechów, ekstrakt waniliowy lub miętowy, woda różana, lawenda czy cokolwiek innego co lubicie, do likieru będzie pasować praktycznie wszystko co jest słodkie, możecie dodać także ulubionego batona, ciasteczka 

Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę. Można przystroić w kieliszkach orzechami, bitą śmietaną, posypką, owocami czy cokolwiek lubicie. 

Smacznego!

czwartek, 12 maja 2016

Ekspresowy sorbet cytrynowy

Witajcie!
Jako dziecko, zawsze kiedy wyjeżdżałam nad morze, najczęściej na kolonię kupowałam sobie sorbety do picia, czyli tak zwane mózgozamrażacze... Były pyszne! Teraz jednak mając trochę większą świadomość i inne upodobania smakowe są one dla mnie zwyczajnie zbyt słodkie, dlatego zrobiłam swoją wersję, która jest bardzo, bardzo prosta w wykonaniu, nie zawiera żadnych zbędnych sytuacji, jest odpowiednia dla osób na diecie, także na poście Dąbrowskiej. Sorbet może być mniej lub bardziej kwaśny, do jego wykonania nie potrzeba też wcale bardzo mocnego blendera. Jest zdrowy, niskokaloryczny i co najważniejsze, pyszny! Można do niego dodać także inne owoce, ja użyłam cytryny i natki pietruszki, ponieważ to połączenie uwielbiam, co jest szczególnie ciekawe, bo natki pietruszki nie lubię. W tym sorbecie jednak jest wspaniała :)


Składniki(na jedną porcję):
1-2 cytryny
Woda
Opcjonalnie słodzik (użyłam stewii(1/3 łyżeczki), ale jeśli jesteście na diecie Dąbrowskiej możecie użyć jabłka albo pominąć)
Opcjonalnie inne owoce lub warzywa (użyłam całej natki pietruszki)

Cytrynę obrać z zewnętrznej, żółtej skórki oraz bardzo niedbale z białej. Pokroić na małe kawałki i zamrozić. Gdy cytryna będzie już zamrożona zmiksować z wodą i ewentualnymi dodatkami do smaku. 

Smacznego!

sobota, 7 maja 2016

Kanapka mleczno-orzechowa, czyli wegański Knoppers

Witajcie!
Jak wszyscy wiedzą, większość "kultowych" batoników nie jest wegańska. O ile zweganizowanie Snickersa, Twixa, Bounty nie jest takimi wielkim problemem, o tyle problem pojawia się przy weganizowaniu batoników, które mają bardziej mleczny smak. Wydawało mi się, że uzyskanie takiego lekko kwaśnego, słodkiego smaku jest niemożliwe, a jednak- udało się! W mlecznej masie delikatnie czuć soję, ale w końcowy produkt smakuje jak oryginał! To dowód na to, że zweganizować da się absolutnie wszystko :)


Składniki:
8-12 łyżek wegańskiej Nutelli
4-5 łyżek mielonych orzechów laskowych
400 + 100 ml  mleka sojowego
1,5 łyżeczki octu
150 ml oleju o neutralnym smaku
3/4 szklanki mleka roślinnego w proszku (użyłam sojowego słodzonego, jeśli Wasze nie jest słodkie należy dodać czegoś słodzącego do smaku)
2,5 łyżeczki agaru (lub ilość, która jest podana na opakowaniu na 750 ml, czyli więcej niż producent sugeruje na taką ilość płynu, ponieważ agar troszkę inaczej żeluje przy dość sporej ilości tłuszczu)
1/2-1 tabliczka czekolady
Wafelki (ja kupiłam małe, kwadratowe, ale kształt i wielkość jest dowolna)

Do 400 ml mleka dodać ocet, odstawić na kilka minut, dolać olej i zmiksować. W garnuszku wymieszać 100 ml mleka sojowego i agar, podgrzać i gotować przez około 2-3 minuty. Po tym czasie jak najszybciej dodać do mleka z olejem i dokładnie zmiksować. Dodać mleko w proszku i ponownie zmiksować. Odstawić na około 15 minut, po tym czasie dokładnie wymieszać i odstawić na jeszcze około 15 minut. Na wafelki nakładać Nutellę wymieszaną z orzechami i kolejny wafelek, docisnąć, dociążyć i zostawić na 15 minut. Po tym czasie na wafelek wyłożyć krem mleczny i kolejny wafelek, który należy posmarować roztopioną czekoladą.

Smacznego!

 

czwartek, 5 maja 2016

Romans orzechów z czekoladą (Wegańska Nutella)

Witajcie!
Próbowałam już Nutelli z daktyli, z awokado, z orzechów z kakao, z karobem, w różnych proporcjach, różnych konfiguracjach, z cukrem, ksylitolem, stweią, ale nic tak naprawdę nie przypominało oryginału. Było smaczne, ale czegoś brakowało. Aż do momentu kiedy spróbowałam kremu z tego przepisu... Jest wspaniały, nie jest zbyt czekoladowy ani zbyt orzechowy, nie jest zbyt słodki ani gorzki, jest stanowczo najlepszą wersją wegańskiej Nutelli jaką jadłam! Sam przepis powstał całkowicie przypadkiem, chciałam zrobić coś zupełnie innego, ale próbując masła z orzechów laskowych, które dostałam od firmy Primavika do przepisów i testowania bardzo zatęskniłam za... Knoppersem! Do jego wyprodukowania potrzebna była Nutella, więc i ją zrobiłam. Część zostawiłam do kanapek, a część zużyłam do Knoppersa, na którego przepis na blogu będzie już jutro! 
Krem świetnie sprawdzi się na kanapki, ale też jako krem do tortów (jest sztywny po schłodzeniu), krem do przekładania andrutów, po podgrzaniu jako polewa do lodów, ciasta lub babeczek, po schłodzeniu także jako nadzienie pralinek albo obtoczony w orzechach jako czekoladowe trufle, jako nadzienie do markiz lub babeczek, można też dodać łyżeczkę do ciepłego mleka i zrobić gorącą czekoladę o smaku Nutelli. Generalnie można go użyć do wszystkiego co słodkie!
Przepis jest bardziej niż prosty, a przy tym można go wykorzystać na tysiące sposobów :)


Składniki(na około 3/4 szklanki/ słoika 250 ml):
Tabliczka gorzkiej czekolady
2 łyżki mleka sojowego w proszku lub jeśli chcemy uzyskać bardziej płynną postać 2-3 łyżki normalnego mleka roślinnego o neutralnym smaku
1 łyżka oleju kokosowego

Czekoladę należy połamać na kawałki, rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać olej, mleko, masło, dokładnie wymieszać i przelać do słoika. Przechowywać w lodówce.

Aby zrobić krem do tortu należy masę schłodzić, wyciągnąć na 10 minut, przełożyć do miski i ubić mikserem tak jak robi się to ze standardowym kremem na przykład na bazie masła. 

Smacznego!

środa, 27 kwietnia 2016

Najlepsza kanapka: Szarpana cukinia w stylu pulled pork

Witajcie!
Od bardzo dawna chciałam spróbować kanapki pulled pork, oczywiście w wersji wegańskiej. Potrzebny był do niej owoc chlebowca, czyli jackfriut, ale albo o nim zapominałam albo nie było w magazynie... Ostatnio jednak po cukiniowym projekcie została mi surowa cukinia, pomyślałam więc: dlaczego nie! Efekt był zdumiewająco dobry, na tyle, że P, który normalnie nie zje surowej cukinii, tę zjadł ze smakiem. Kanapka jest wspaniała, słodko-ostra, cukinia jest jednocześnie lekko chrupiąca i rozpływająca się w ustach... Dodatkowo wykonanie zajmuje naprawdę mało czasu, zwłaszcza, że odkryłam, że w Tesco można kupić wegańskie bajgle! Są naprawdę smaczne, choć składem nie powalają, ale są idealnym uzupełnieniem smaku cukinii. 
Oryginalny przepis trochę przerobiłam, bo nie chciałam używać cukru, chciałam też żeby sos miał więcej aromatu, bo sama cukinia jako tako smaku wyraźnego nie ma, a do tego nie jest poddawana żadnej obróbce termicznej, więc cały smak tworzy właśnie sos.


Składniki:
1 średnia cukinia
3 łyżki soku buraczanego lub owocowo-buracznego(można pominąć, ja dodałam dla słodyczy i koloru, więc można dodać po prostu więcej syropu)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 łyżka syropu klonowego
1/2 łyżeczki chilli (lub do smaku, bo z taką ilością wychodzi dość ostre)
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka suszonej cebuli
1 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
Sól
Pieprz


Dodatki:
Opieczone bajgle
Kapusta biała z marchewką
Wegański majonez
Ocet, syrop klonowy

Cukinię zetrzeć na tarce z grubymi oczkami, lekko odcisnąć wodę. Składniki sosu wymieszać, doprawić do smaku, wymieszać z cukinią. Można odstawić na kilka godzin, ale nie jest to konieczne.

Jeśli chodzi o dodatki, ja użyłam sałatki colesław z kapusty, marchewki, majonezu i odrobiny octu. Majonez zrobiłam na szybko z mleka sojowego, do którego dodałam ocet i zmiksowałam z olejem w proporcji 2:1, doprawiłam musztardą, solą, pieprzem, czosnkiem, odrobiną syropu klonowego. Wszystko wymieszałam i ułożyłam na opieczonym bajglu.

Bajgle, których użyłam to dokładnie te.

Smacznego!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wegański/Wegetariański grill: proste szaszłyki z "kurczakiem"

Witajcie!
Zaczyna się robić ciepło, dodatkowo już za tydzień wypada długi, majowy weekend, a to oznacza sezon na... grilla oczywiście! Kiedyś, za czasów kiedy jadłam jeszcze mięso, uwielbiałam grille, to była jedna z naprawdę niewielu form przygotowania mięsa, która praktycznie zawsze mi smakowała. Po przejściu na weganizm troszkę mi tego brakowało, oczywiście grillowałam warzywa, owoce, tofu, ale jednak nie znalazłam nic co przypominałoby mi smak dobrze przypieczonego mięsa. Aż do wczoraj... Wczoraj zrobiłam szaszłyki, które nie tylko wyglądają jak "normalne", ale także tak smakują! Podejrzewam, że w dużej mierze to kwestia przygotowania, ale także przyprawy, której użyłam. Był to mix do mięs, który, muszę przyznać, zaskoczył mnie. Ogólnie nie przepadam za takimi miksami gdzie na pierwszym miejscu w składzie jest sól, bo zazwyczaj, gdy smak przyprawionej potrawy jest taki, jaki mi odpowiada to jednocześnie potrawa jest stanowczo zbyt słona. Tutaj po spróbowaniu samej przyprawy myślałam, że będzie podobnie, ale po spróbowaniu szaszłyków... Zdecydowanie można by pomylić zwykłe kotlety sojowe z kurczakiem, poza faktem oczywiście, że przy sojowych nikt nie został zabity. Kotlety sojowe po raz pierwszy w ogóle nie miały smaku soi, były soczyste, nie wysuszyły się, były przypieczone, lekko nawet przypalone(takie niestety lubię najbardziej), zyskały chrupiącą skórkę. Swoje szaszłyki przygotowałam na patelni grillowej, ale spokojnie możecie zrobić to na normalnym grillu. Najlepiej sprawdzi się tacka albo ruszt plus folia aluminiowa. Przepis jest naprawdę prosty, szybki, a efekt znakomity. 
Jest to też pierwszy przepis z nowej serii: Wegański/Wegetariański grill. Oczywiście wszystkie przepisy będą wegańskie. 

Jeśli chodzi o powody, dla których mimo weganizmu robię coś co smakuje jak mięso. Pisałam o tym już wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz: nie wszyscy weganie nie jedzą mięsa, bo im nie smakowało. Część nie je, mimo, że smakowało, ale nie chcą przyczyniać się do zabijania zwierząt. Część, jeśli nie większość, tęskni za niektórymi smakami i nie widzę nic złego w tworzeniu ich z roślin. Nikogo dzięki temu nie zabijamy, a mamy to, za czym tęskniliśmy. Poza tym, wierzę, że jeśli pokażemy ludziom, że nie muszą wcale z niczego rezygnować to więcej osób przestanie jeść mięso. Nie oszukujmy się, większość ludzi w takich względach jest egoistami, przedkłada swoje doznania smakowe ponad życie zwierzęcia, a jeśli zobaczy, że da się bez zabijania, w dodatku prościej (przy takich wegańskich szaszłykach nie musimy martwić się, że mięso będzie surowe w środku) może spróbuje? Jeśli przekonam choć jedną osobę, że dieta wegańska nie jest żadnym wyrzeczeniem to będzie mój sukces. Jeśli nie tęsknicie za mięsnymi smakami, obrzydza Was to, nie róbcie moich przepisów. 



Składniki:
Kotlety sojowe (u mnie jedna paczka)
Woda
Olej
Wybrane dodatki, u mnie: pieczarki i papryka, ale możecie dodać cokolwiek dodawaliście do "normalnych" szaszłyków

Kotlety sojowe zalewamy wrzątkiem, tak, żeby były zakryte, wsypujemy przyprawę bulionową(dodałam mniej więcej 2 łyżeczki), łyżeczkę miksu do mięs i mieszamy. Zostawiamy na około 20-30 minut. Po tym czasie wylewamy prawie całą wodę, zostawiamy na dnie około 1-3 łyżek, polewamy wszystko około 3-4 łyżkami oleju i posypujemy przyprawą do mięs(ja dodałam około 1-2 łyżeczek). Kotlety pokrywamy marynatą, zostawiamy na kilka godzin w lodówce. U mnie leżały w zasadzie 3 dni i nic się z nimi nie stało. 
Po tym czasie wyjmujemy kotlety z lodówki, kroimy na połówki i nabijamy na patyczki do szaszłyków razem z dodatkami. Najlepiej nabijać dwa kawałki, czyli jeden kotlet koło siebie, żeby było nieco grubsze. Grillujemy pod "przykrywką" z folii aluminiowej (nie ważne, czy na patelni czy na grillu, szaszłyki po prostu przykrywamy folią) obracając jak się zrumienią. 




Jeśli chodzi o przyprawy użyte w przepisie, jestem nimi zachwycona! Smaki są wspaniałe, składy krótkie, proste, póki co testowałam tylko przyprawy, trochę produktów do testowania mi jeszcze zostało, ale patrząc na składy mogę je Wam z czystym sumieniem polecić. Tutaj znajdziecie listę miejsc gdzie możecie je nabyć, można także skorzystać ze sklepu Internetowego. Firma oferuje wiele zdrowych "gotowców", mixów przypraw, mixów do wypieku chleba oraz miksów kasz i ziaren!

Smacznego!

piątek, 15 kwietnia 2016

Super proste ciasto z cukinią. Akcja WEGE TOGETHER: Cukinia

                    Witajcie!
Wspólnie z Agatą z bloga Wegesmaki i Konradem z bloga Blendman w ramach akcji WEGE TOGETHER postanowiliśmy przygotować dla Was trzy przepisy na dania z cukinii: zupę, drugie danie oraz deser. Mi przypadł deser, wydawałoby się, że to dość trudne zadanie, zwłaszcza, że nie chciałam robić ciasta czekoladowego... Jednak kiedyś, za czasów jeszcze niewegańskich, jadłam pizzę z cukinią i... cytryną. Bardzo mi to połączenie smakowało, postanowiłam je więc wykorzystać. Chciałam jednak, żeby ciasto miało jeszcze więcej smaku, dlatego dodałam maku. To, co wyszło to... najlepsze wegańskie ciasto jakie do tej pory jadłam! Do tego jedno z najładniejszych jakie udało się się stworzyć, coraz bardziej podoba mi się dekorowanie samymi naturalnymi produktami jak owoce i, w tym przypadku... warzywa! Tak, cukinia również jest dekoracją mojego ciasta. Może wydawać Wam się to dziwne- ciasto z cukinii, pewnie się spotkaliście, ale słodka cukinia jako dekoracja? Jest naprawdę smaczna, ma ciekawą teksturę, ponieważ nadal jest chrupiąca. Dekoracja oczywiście nie jest obowiązkowa, ale ja chciałam żeby ciasto było naprawdę wyjątkowe i mocno cukiniowe. Jest zdecydowanie przepyszne, wilgotne, nie za słodkie, a do tego wszystkiego jest jeszcze proste i samo przygotowanie ciasta, poza pieczeniem, zajmie Wam naprawdę mało czasu :)


 Składniki(miarką jest szklanka o pojemności 300ml):
1 średnia cukinia starta na tarce o dużych oczkach 
3/4 szklanki mąki tortowej
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 szklanki cukru brązowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżki siemienia lnianego 
6 łyżek gorącej wody
300 ml mleka roślinnego
7-8 łyżek maku
Sok i skórka z 2 cytryn
50-70 ml oleju (jeśli używacie mleka z niską zawartością tłuszczu dodajcie więcej oleju)

Siemię lniane mieszamy z wodą, odstawiamy na 3-5 minut. Mak, olej, mleko, glutek z siemienia, sok i skórkę z cytryny miksujemy przez około pół minuty. W misce mieszamy pozostałe składniki poza cukinią i dodajemy zawartość blendera. Mieszamy i dodajemy cukinię. Wylewamy do keksówki i pieczemy 45-55 minut w 170 stopniach Celsjusza. 

Do ozdoby:
Paski zrobione z cukinii obieraczką
1/2 szklanki cukru brązowego
1 szklanka wody
Sok i skórka z jednej cytryny
Plaster cytryny
Miechunka
Maliny
Kiwi
Lub inne, dowolne owoce

Wodę zagotowujemy z cukrem na patelni lub garnku z dnem o dużej powierzchni, dodajemy skórkę i sok z cytryny. Gotujemy około 10 minut, dodajemy paski cukinii, zmniejszamy gaz lub moc płyty na średni lub mały i gotujemy jeszcze około 10 minut. 
Wyjmujemy i przyklejamy do ciasta nadmiar zawijając pod spód. Ciasto można udekorować dowolnymi owocami.

Aby obiad był kompletny koniecznie zobaczcie także:

Smacznego!

wtorek, 12 kwietnia 2016

Wegański serek kanapkowy

Witajcie!
Jedną z niewielu rzeczy jakie z nabiału jakie lubiłam były smakowe serki reklamowane jako "puszyste". Bardzo mi tego brakowało, nawet jeszcze zanim przeszłam na weganizm, bo z tego co pamiętam... przeczytałam skład. Ale z drugiej strony ten smak "świeżo" mielonego pieprzu... To coś czego stanowczo mi brakuje i za czym tęsknię. Aaa! Tęskniłam! Zrobiłam swoją wersję, niby mogłabym kupić sklepowy i wymieszać sobie z pieprzem, ale niestety cena jest dla mnie trochę zbyt wysoka. Potrzeba matką wynalazku, więc dziś chcę Wam zaprezentować przepisy na zwykłe, kanapkowe serki. Koszt wykonania takiego serka to około 2-3 zł za całkiem spore opakowanie, możecie użyć dowolnego mleka, możecie użyć dowolnych dodatków!
Ja kupiłam sobie takie kolorowe pojemniczki, które może nie prezentują się najpiękniej na świecie, ale są wielorazowe, zamykane i mieszczą akurat tyle serka ile jesteśmy w stanie zjeść zanim się zepsuje. Dodatkowo dzięki robieni serków samodzielnie nie kupujemy tych w opakowaniach i redukujemy ilość śmieci!
 A czy mówiłam już, że serek jesteście w stanie zrobić w 10 minut plus około godziny na zastyganie? :)
Jeśli chodzi o smak serków, są kremowe(nieco mniej jeśli chcecie zrobić wersję bez tłuszczu, ale nie przeszkadza to w konsumpcji), serowe, a smak dodatków to kwestia tylko i wyłącznie Waszego wyboru. Ja przedstawię Wam kilka propozycji(niestety tylko dwie z nich mam na zdjęcia, bo ktoś postanowił zrobić sobie śniadanie zanim zrobiłam zdjęcia).


Składniki:
250 ml mleka roślinnego (najlepsze będzie sojowe, ale jeśli wolicie inne użyjcie dowolnego, ważne, żeby nie było słodzone, jeśli przygotowujecie wytrawną wersję serków)
2-4 łyżeczek płatków drożdżowych
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki soku z cytryny
1/2 łyżeczki agaru (u mnie producent zalecał użycie 1 łyżeczki na 300 ml płynu, użyłam mniej, bo nie chciałam galaretki tylko serek, więc jeśli Wasz producent zaleca użycie na przykład 1/3 łyżeczki na 200 ml płynu, dodajcie mniej)
Szczypta soli(w wersji słodkiej pomijamy)
Szczypta białego pieprzu (możecie użyć normalnego jeśli nie przeszkadzają Wam czarne kropeczki w serku)
Ewentualnie 70-100 ml oleju (według Waszych preferencji, im więcej tłuszczu dacie tym bardziej serek wyjdzie kremowy, brak tłuszczu sprawi, że w serku mogą pojawić się grudki, ale nie będzie to wpływało na jego smak, w wersji słodkiej pomijamy)
Dodatki

Wszystkie składniki mieszamy bardzo dokładnie, najlepiej zrobić to w blenderze. Następnie podgrzewamy i gotujemy około 5-7 minut, dodajemy dodatki i przelewamy do pojemniczka. Odstawiamy do zastygnięcia.
Jeśli chodzi o dodatku ja używałam:
- grubo zmielonego kolorowego pieprzu
- startego chrzanu
- pomidorów w proszku i bazylii/oregano
- suszonej cebuli i przyprawy BBQ
- cukru z prawdziwą wanilią
- cukru + wybranych owoców pokrojonych dość drobno
- masła orzechowego
-masła orzechowego i chilli
- rozpuszczonej czekolady(około 1-2 łyżek) lub kakao
-wiórków lub mąki kokosowej
- czosnku lub czosnku niedźwiedziego
- ziół
- mięty i pokrojonych owoców
- skórki z cytrusów
- 1-2 łyżki zblendowanych owoców
- curry
- papryki wędzonej
- przyprawy rosołowej
i wiele, wiele innych, bo można użyć naprawdę wszystkiego.



Na zdjęciu wersja z kolorowym pieprzem, z mleka sojowo-ryżowego bez tłuszczu.

Smacznego!

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Idealna sałatka na imprezę, czyli sałatka taco (jak przemycić warzywa)

Witajcie!
Kojarzycie ten efekt, że nawet najlepsze, najpyszniejsze danie nie zostanie nawet spróbowane, bo jest wegańskie? Ja mam to szczęście mieć wegańskiego partnera, wyrozumiałą, otwartą na smaki rodzinę, ale mam też kilku znajomych, którzy śmieją się, że weganie jedzą tylko trawę, czyli sałatę, a w ogóle to jakiś rodzaj postu, rezygnacji z przyjemności jedzenia, więc nawet nie spróbują, bo z góry zakładają, że wegańskie równa się niesmacznemu i złemu. Nie da się im przetłumaczyć, że jest inaczej, bo to słowo przeciwko słowu. Stąd moja propozycja, sałatka idealna na imprezę. Są w niej prawie same warzywa "przemycone" tak, że w zasadzie ich nie czuć. Sałatkę można wspólnie jeść z miski używając nachosów jako sztućców, można nadkładać na talerzyki, można także do tortilli, zwijać i jeść. Każdy sposób spożycia tej sałatki jest bardzo integracyjny :) A sama sałatka... jest pyszna! Ostra, jest na czym zawiesić zęby, jest bardzo treściwa. Jedzą ją czuje się, że je się zwyczajne danie, nie sałatkę. Oczywiście nie mam nic przeciwko sałatom, uwielbiam je, ale wydaje mi się, że wszystkożercy uważają, że tylko to jemy. Przecież jemy tylko rośliny, a jak nimi można się najeść? Są co najwyżej dodatkiem. Jeśli macie znajomych, którzy tak uważają, zaproście ich na sałatkę :) Zwłaszcza, że przeprowadzałam testy tego sosu serowego, w mojej wersji to sos mocno wędzony i mimo, że jest bardzo wybredny nie zauważył, że nie ma w nim sera. Do tego ostre "mięso", kremowe awokado, kwaskowate pomidory, treściwa fasola. To chyba najlepsza sałatka świata!
To sałatka warstwowa, więc wydaje się, że zajmuje dużo czasu i wymaga dużo pracy, ale tak nie jest. Jej przygotowanie to około 20 minut.


 Składniki:
2 puszki czerwonej lub białej fasoli
2 awokado
2-3 garści pokrojonej niedbale sałaty (mniej więcej 1/2 główki)
2-3 pomidory
1/2 puszki kukurydzy
2-3 ziemniaki, ugotowane
2-3 cebule, zeszklone na oleju lub wodzie
1-2 marchewki, ugotowane z ziemniakami
Opakowanie tofu mielonego Polsoi
1 łyżeczka mielonego kminku
3-4 łyżeczki papryki wędzonej słodkiej
1/3-1 łyżeczki chilli w proszku
1-2 łyżeczki soli
Sok z połówki cytryny
2-6 łyżek mleka roślinnego lub wody
3-6 łyżeczek płatków drożdżowych
1/3-1/2 łyżeczka pieprzu mielonego
1-2 ząbki czosnku, posiekane
1/2 łyżeczki nasion kolendry
 

Dodatki typu nachosy, tortille, sos chilli lub wegańska śmietanka, kolendra  

Fasolę z puszki rozdrobnić widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków(można dodać do niej sos chilli lub przecier pomidorowy z chilli, solą, pieprzem i odrobiną octu), wyłożyć na dno miski. Jedno awokado rozdrobnić widelcem, wymieszać z czosnkiem, polać sokiem z połowy cytryny, doprawić solą i pieprzem, nałożyć na fasolę. Posypać sałatą. Tofu mielone podsmażyć na patelni z dodatkiem kminku, kolendry, chilli, 2 łyżeczek płatków drożdżowych, 2 łyżeczkami papryki wędzonej oraz z solą i pieprzem do smaku. Wyłożyć na sałatkę. Posypać wszystko pokrojonymi pomidorami, kukurydzą. Zmiksować ziemniaki, marchewkę i cebulę z dodatkiem mleka roślinnego (tylko tyle, żeby blender dał radę), doprawić solą, pieprzem, dodać 1-2 łyżeczek papryki wędzonej, płatkami drożdżowymi (ja zawszę daję więcej, w tym przypadku około 4 kopiastych łyżeczek). Sosem polać sałatkę. Ozdobić pozostałym awokado, nachosami, sosem lub śmietaną.
 

Smacznego!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Wegeńska wołowina/kaczka w azjatyckim stylu (jak u "chińczyka", czyli tofu dla początkujących)

Witajcie!
Kto z Was zastanawiał się jaki jest fenomen azjatyckich barów i tego niezwykłego smaku tofu, w którym ani trochę nie czuć charakterystycznego posmaku soi? Ja zastanawiałam się całkiem długo, razem z P., który w końcu podrobił smak, tyle, że nie tofu, a... wołowiny lub kaczki, w zależności od przypraw. Kiedy jadłam to pierwszy raz to dosłownie, odebrało mi mowę. Danie jest fenomenalne, pełne smaku i co dla mnie ważne, w ogóle nie czuć w nim tofu! Dla początkujących to idealne, bo chyba każdemu na początku wegańskiej czy wegetariańskiej drogi nieco przeszkadzał posmak tofu. Jeśli należycie do tej grupy, nie martwcie się, przyzwyczaicie się i po pewnym czasie przestaniecie go wyczuwać albo nie będzie Wam już przeszkadzał. Koniecznie spróbujcie! 
Jeśli jesteście fanami mięsnych smaków, ale nie lubicie za bardzo kombinować na przykład z glutenem, lubicie proste, szybkie przepisy to to coś dla Was.



 Składniki:
Kostka tofu (180 lub 200 gram, ja użyłam tofu bio Polsoi)
2 łyżki sosu sojowego ciemnego (lub 4 jasnego)
2 łyżki oleju
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka startego imbiru
1/2 łyżeczki cynamonu 
2 łyżki octu ryżowego
1 łyżeczka słodkiej, wędzonej papryki
1-2 rozgniecione na proszek goźdździki
Szczypta pieprzu

Do kaczki dodatkowo:
2-4 łyżeczek syropu klonowego lub daktylowego

Do wołowiny:
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka syropu klonowego lub daktylowego
1/3-1/2 łyżeczki chilli świeżego lub w proszku do smaku

Olej do smażenia

Tofu kroimy na plastry grubości mniej więcej 1 centymetra. Wylewamy na patelnię 2 łyżki oliwy i podsmażamy tofu z obydwu stron. Następie posypujemy papryką wędzoną, smażymy chwilę, dodajemy resztę przypraw, sos sojowy, syrop i ocet. Gotujemy około 5 minut i pozostawiamy na 10-15 minut, żeby smaki się przegryzły- w tym czasie możemy ugotować ryż. Następnie na patelnię wylewamy olej, tak, żeby przykrył dno i smażymy tofu po około 2-3 minuty na stronę.
Podajemy z ryżem i warzywami lub na przykład ze smażonymi pieczarkami lub surówką z kapusty kiszonej.





 Smacznego!



wtorek, 5 kwietnia 2016

Przewodnik po zamiennikach mięsa mielonego: Wegańskie Spaghetti Bolognese- tofu mielone Polsoja vs. granulat sojowy

Witajcie!
Dziś po raz pierwszy mam dla Was recenzję wegańskiego "półproduktu". Dzięki uprzejmości Polsoi miałam możliwość spróbowania mielonego tofu, które ma zastąpić mięso mielone. Aby nie była to tylko recenzja typu "lubię/nie lubię" postanowiłam porównać tofu mielone z granulatem sojowym. Zaczynajmy więc! 


Tofu mielone szczerze powiedziawszy... zaskoczyło mnie. Nie za bardzo lubię takie gotowe produkty, które można zrobić samemu, ale... To tofu jest naprawdę dobre! W opakowaniu jest 180 g (czyli tyle samo co kostka tofu Polsoi) i zapłacimy za nie 11,99 zł, czyli całkiem sporo. 

Skład: tofu 94,5% (woda, ziarno soi*, substancje wiążące - siarczan wapnia i chlorek wapnia), aromat naturalny*, sól, zioła* i przyprawy* 0,75% (czosnek* w proszku, pieprz*, chili*), regulator kwasowości - kwas mlekowy, *z upraw ekologicznych


Zalety: 
- tofu jest słabo przyprawione, co sprawia, że jest bardzo uniwersalne
 - nie rozpada się podczas gotowania
- ma fakturę prawdziwego mięsa mielonego
- nie czuć smaku soi
- szybko się je przygotowuje
- wspaniale pasuje do makaronu, do farszy, do sałatek

Wady:
- cena
- dostępność (tylko Tesco)

Podsumowując, tofu ma zdecydowanie więcej zalet niż wad, dla mnie jest takim produktem na specjalne okazje, jestem pewna, że jeśli użyłabym go w jakiekolwiek potrawie zamiast mięsa mielonego to nikt nie zauważyłby, że to danie wegańskie, więc jeśli chcecie na kimś zrobić wrażenie lub kogoś "oszukać" to stanowczo polecam bardziej tofu niż granulat, ponieważ tofu w fakturze bardziej przypomina mięsa. Jest lekko gumowate, wyraźnie czuć kawałki "mięsa". Ja robiłam je w wersji sosu bolońskiego z tego przepisu(używając tofu zamiast gotowego granulatu) oraz w wersji meksykańskiej, na którą przepis ukaże się jutro. Jeśli chodzi o to czy takie tofu można przygotować samemu w domu, moim zdaniem nie bardzo, a przynajmniej mi się nigdy nie udało uzyskać takiej faktury, zawsze tofu lekko się rozpadało, a to trzyma się w całości, nie ma w sosie białych kawałków.




Granulat sojowy to zdecydowanie tańsza wersja, jest prawie równie dobra co tofu, ale właśnie "prawie". Wcześniej, zanim spróbowałam tofu, wydawało mi się, że to najlepszy zamiennik mięsa mielonego, a teraz już nie jestem o tym przekonana. Smak jest bardzo dobry, ale faktura nieco inna, przez co jeśli chcecie kogoś "oczarować", mimo wszystko radzę Wam wybrać tofu. Granulat moim zdaniem jest dobry na co dzień, także do makaronu, zapiekanek, dań meksykańskich, ale jeśli ktoś je mięso lub bardzo je lubił poczuje różnicę. W granulacie odrobinkę bardziej też czuć smak soi.

Zalety:
- niska cena
- łatwość przygotowania
- uniwersalny smak (można doprawić po swojemu, granulat nie ma smaku)
- nie rozpada się podczas gotowania
- pasuje do wielu rzeczy, można z niego przygotować także kotlety mielone

Wady:
- tekstura nieco różni się od mięsa mielonego
- dostępność (znalazłam tylko w Almie i Internecie)

Jeśli chodzi o to, który produkt jest według mnie lepszy... Ciężko tak naprawdę powiedzieć. Jeśli zależy Wam na jak najlepszym podrobieniu mięsa mielonego w potrawie wybierzcie tofu, jeśli natomiast nie tęsknicie aż tak za mięsem lub nie chcecie żeby Wasza potrawa była praktycznie identyczna jak mięsna lepszy będzie granulat. Jeśli mam być szczera, jak nie tęsknie za mięsem, tak za spaghetti się zdarza i o ile na co dzień nie potrzebuję substytutów mięsa tak tutaj... Naprawdę jestem pod wrażeniem, choć tak jak już pisałam, praktycznie nie korzystam z półproduktów, wolę wszystko robić sama (z fasoli i selera :) ), nie myślałam, że kiedykolwiek coś takiego napiszę, ale całkowicie szczerze jestem pod wrażeniem. Jedyną taką istotną wadą, dla mnie, jest cena, bo biorąc pod uwagę gramaturę jest stosunkowo wysoka, ale raz na jakiś czas można sobie na to pozwolić.

A Wy próbowaliście już tofu mielonego albo granulatu? Co jest Waszym faworytem? A może macie jakieś inne zamienniki mięsa mielonego?

Smacznego!

piątek, 1 kwietnia 2016

Wegański, bezglutenowy tort owocowy, który wyjdzie każdemu

Witajcie!
Odkąd założyłam bloga chyba jeszcze żadnym przepisem nie byłam tak podekscytowana... A dlaczego jestem akurat tym? Bo ten tort to po prostu poezja! Patrząc na niego z zewnątrz totalnie nie wiemy co czeka w środku, a czeka... arbuz! Tak, arbuz zamiast biszkopta! Przepis podejrzałam kiedyś chyba na BuzzyFeed, ale nie był on chyba wegański, więc postanowiłam zrobić swoją wersję. Nie trzeba piec, nie trzeba martwić się, że nie wyjdzie, że będzie zakalec, nie trzeba sprawdzać czy wszystko dodaliśmy, wystarczy kupić arbuza i wykroić z niego blaty. Uwierzcie mi, że moje zdolności do krojenia są naprawdę kiepskie, a dałam z tym sobie radę, dlatego każdy da! Tort jest zachwycający, smakuje latem, jest lekki, choć kremy są jak "prawdziwe" mimo, że jest w nich dużo mniej tłuszczu i prawie nie ma cukru. Jeśli lubicie słodkie smaki musicie dodać go więcej, ponieważ mi słodycz z owoców wystarczy, ale wiadomo, każdy lubi coś innego. Tort jest naprawdę prosty, nie potrzeba dużo czasu, żeby go zrobić, większość składników także jest ogólnodostępna. Dodatkowo tort to w zasadzie sałatka owocowa, nie ma w nim glutenu, nie ma sztucznych barwników, ozdób, wszystko to rośliny. Wnętrze to cytrynowa pianka, mocno orzeźwiający miętowy oraz waniliowo-truskawkowy krem z kaszy jaglanej. Ten tort to świetny przykład na to jak bardzo natura jest wspaniała, jak wielobarwny jest świat wokół nas i jakim bogactwem są rośliny.
Przy okazji tego przepisu chciałam jeszcze kilka słów napisać o cukrze WANILIOWYM, to znaczy z prawdziwą wanilią. Wcześniej używałam już takiego cukru, innego niż w tym przepisie, był w porządku, ale odkryłam coś znacznie lepszego! Dzięki uprzejmości Sylwii mogłam spróbować tego cukru i jestem pod wrażeniem. To powinno nazywać się wanilia z cukrem, a nie odwrotnie, bo jest stosunkowo mało cukru, a bardzo dużo wanilii, także jeśli będziecie mieli okazję to koniecznie spróbujcie!


Składniki na mały tort dla około 6 osób:

Na "ciasto":
1 mały/średni arbuz (nie mogłam znaleźć całego więc kupiłam dwie połówki)

Na piankę cytrynową:
500 ml mleka sojowego
100 ml oleju
Sok i skórka z jednej dużej cytryny lub 2 małych (lub według uznania, bo krem wychodzi dość kwaśny)
1/2 łyżeczki cukru z wanilią 
1,5 łyżeczki agaru
1,5 łyżeczki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka kurkumy (lub do uzyskania właściwego koloru)

Na krem miętowy:
1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej
1 łyżeczka oleju kokosowego
3-4 torebki miętowej herbaty
1-1,5 szklanki wody
Ewentualnie świeża lub suszona mięta
1/2-1 łyżeczka spiruliny
1/2-1 łyżeczki kurkumy
4-5 łyżek mleka sojowego
Ewentualnie wybrane słodzidło

Na krem truskawkowo-waniliowy:
1/2 szklanki kaszy jaglanej 
1 łyżeczka oleju koksowego
1-1,5 szklanki wody
Kilka truskawek
4-5 łyżek mleka sojowego
Reszta torebki cukru z wanilią

Aby zrobić cytrynową piankę najpierw mieszamy mleko sojowe z 1 łyżeczką soku z cytryny, odstawiamy na kilka minut. Następnie miksujemy całość z olejem, cukrem, agarem i mąką kukurydzianką. Przelewamy do garnka, gotujemy około 3-5 minut aż zgęstnieje do konsystencji budyniu i odstawiamy do ostygnięcia. W tym czasie należy kilka razy przemieszać masę dokładnie, tak, żeby nie do końca się zżelowała i żeby później łatwiej było utworzyć piankę. Po około 30 minutach masa powinna zastygnąć, wtedy dodajemy skórkę i sok z cytryny i ubijamy, najlepiej mikserem, przez około 2 minuty. 

Aby zrobić krem miętowy należy zagotować wodę, wrzucić do niej herbatę miętową. W czasie parzenia wypłukać kaszę jaglaną pod bieżącą wodą lub w garnku aż woda będzie przeźroczysta i podprażyć kaszę na łyżeczce oleju. Po około 4-6 minutach wlać napar (bez torebek) i gotować około 15 minut w razie potrzeby dolewając trochę wody. Zostawić do ostygnięcia. Gdy kasza ostygnie w blenderze zmiksować mleko z dodatkiem spiruliny i kurkumy aż kolor będzie odpowiedni. Dodać do tego kaszę i zmiksować na gładką masę. Można dodać słodzidła lub świeżej lub suszonej mięty aby masa była jeszcze bardziej miętowa. 

Aby zrobić krem truskawkowy należy wypłukać kaszę pod bieżącą wodą lub lub w garnku aż woda będzie przeźroczysta i podprażyć kaszę na łyżeczce oleju. Po około 4-6 minutach dodać wodę i gotować około 15 minut w razie potrzeby dolewając wody. Pozostawić do wystygnięcia. W tym czasie zmiksować mleko, truskawki i cukier, dołożyć wystudzoną kaszę i zmiksować na gładki krem. 

Pociąć arbuza na plastry o grubości jaka będzie Wam pasować, u mnie było to około 1,5-2 cm, bo tylko na tyle starczyło mi arbuza. Z plastrów wyciąć koła, najlepiej przy pomocy dna tortownicy lub talerza, wytrzeć arbuza ręcznikiem papierowym do żywności (taki zwykły bardziej się będzie kleił) dociskając papier do arbuza.. Plastry układać na talerzu lub paterze, nakładać krem zostawiając około 1/2 cm miejsca przy brzegach, nakładać kolejny arbuzowy blat i dociskać. Kolejność nakładania kremów jest dowolna. Całość arbuza, na zewnątrz pokryłam kremami, które mi zostały tworząc taki kolorowy misz masz, ale jeśli zalezy Wam aby tort był bardziej elegancki podwójcie ilość wybranej masy i pokryjcie nią cały tort. Polecałbym do tego użyć jednak, którąś z jaglanych mas, bo pianka może być trochę zbyt "lekka" i owoce mogą się odklejać. Masa jaglana nieco odkleja się od arbuza, ale nie przeszkadza to zbytnio w jej nakładaniu, trzeba po prostu robić to delikatnie. Jako dekoracji użyłam pozostałych kawałków arbuza, kiwi, borówek i truskawek. Owoce bez problemu przyklejają się, raczej nie odpadają- odpadła tylko jedna borówka w czasie przenoszenia tortu, ale to raczej wina tego, że za słabo ją wcisnęłam w krem. Jeśli chodzi o krojenie- kawałki nie rozpadają się bardziej niż przy zwykłym torcie, utrzymują kształt jednak polecam kroić wbijając nóż z góry (jakbyście kogoś dźgali:) ), a dopiero później przeciągnąć nożem po całości kawałka. 



 Mam nadzieję, że już nigdy nie będziecie się zastanawiać jaki tort zrobić, zwłaszcza jeśli jesteście bezglutenowymi weganami, to najprostsza opcja! 



Smacznego!

czwartek, 31 marca 2016

Bezglutenowy pudding/deser miętowo-czekoladowy

Witajcie!
 Dziś mam dla Was przepis, który powstał w zasadzie całkowicie przypadkiem, dzięki mojej miłości do połączenia czekolady i mięty... Robiłam krem do tortu przedurodzinowego (w końcu trzeba wypróbować przepis, żeby później klapy nie było, prawda? :) ) i spróbowałam jednego z kremów i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie stworzyć tego deseru. Jest pyszny, jeśli lubicie czekolady i czekoladki czekoladowo-miętowe to coś dla Was! Można też nie dodawać czekolady i stworzyć wspaniały, orzeźwiający deser miętowy. Można spokojnie nadać mu zielonego koloru używając spiruliny z odrobiną kurkumy. Jeśli wybierzecie wersję czekoladową kaszy nie trzeba barwić, bo i tak nabierze brązowego koloru. Deser to w zasadzie tylko cztery składniki i woda, wykonanie to w sumie tylko kilka minut.. Nic tylko robić! 


Składniki:
Kasza jaglana
 Woda
1 łyżeczka oleju kokosowego
Herbata miętowa lub listki świeżej mięty
Kakao
Ewentualnie syrop klonowy, z agawy, daktylowy, ksylitol, stewia lub inne słodzidło

Miarką może być cokolwiek, szklanka, kubek, filiżanka, zależy od tego ile deseru chcecie uzyskać, jedna średnia porcja to mniej więcej 1/3 szklanki suchej kaszy jaglanej.
Miarkę kaszy jaglanej wypłukać pod bieżącą wodą aż woda będzie przeźroczysta(zazwyczaj robię to w garnku). Do garnka dodać olej kokosowy, podprażyć kaszę przez około 5-7 minut. W tym czasie zagotować 2,5 miarki wody i dodać do nich herbatę. Moc naparu zależy od Waszych preferencji smakowych, ja bardzo lubię smak mięty, więc na 1 szklankę wody (250 ml) użyłam trzech torebek mocnej, miętowej herbaty (w zasadzie naparu, bo herbaty jako takiej tam nie ma). Po około 5 minutach wyciągnąć torebki i zalać kaszę naparem, Gotować około 15 minut, pozostawić do ostygnięcia. Gdy kasza będzie już chłodna zmiksować ją z minimalną ilością wody lub mleka roślinnego. Jeśli robimy deser miętowy na tym etapie do mleka, z którym miksujemy kaszę należy dodać spirulinę i kurkumę do uzyskania jasnozielonego koloru. Jeśli chcemy deser czekoladowo-miętowy do kaszy należy dodać kakao- ilość także według uznania, ja na 1/3 szklanki suchej kaszy dodałam 1,5-2 łyżeczki. Na tym etapie można także deser dosłodzić, ale nie jest to konieczne. Można też część masy zabarwić na zielono, a część zmiksować z kakaem. Później na talerzyku kub w miseczce zrobić kleks z masy kakaowej, na środek nałożyć kasę zieloną i pokryć kakaową i tym samym zrobić deser z nadzieniem. Można układać go też warstwowo z owocami na przykład w szklance. Deser nie wymaga chłodzenia. 

Smacznego!

piątek, 25 marca 2016

Słodkie "jajeczka" w 5 minut! (Wegańskie szyszki bez dodatku cukru)

Witajcie! 
Kto nie jadł w dzieciństwie słodkich, lepkich szyszek ręka do góry! Każdy kto ich próbował wie, że są przepyszne, słodkie, maślano-mleczne. Dla mnie to stanowczo smak dzieciństwa! Jednak teraz, w dorosłym, zwłaszcza wegańskim życiu, kiedy bardziej zwracam uwagę na to, co jem, nie chciałam robić szyszek jak w oryginalnym przepicie, czyli z dużą ilością białego cukru. Nie za bardzo również chciało mi się gotować wegański kajmak (choć jest pyszny to jednak trochę czasu trzeba mu poświęcić), więc zrobiłam swoją, ekspresową, zdrowszą wersję. Do jej zrobienia możecie tak naprawdę użyć dowolnego ziarna ekspandowanego, u mnie akurat była to kasza jaglana, ale równie dobrze sprawdzi się ryż preparowany, pszenica czy żyto. Szyszki wychodzą bardziej miękkie niż ich oryginalna wersja, ale w smaku są... boskie! Z tego właśnie powodu nie jestem w stanie podać Wam ile szyszek wyjdzie z tego przepisu, bo sporą część masy zjadłam zanim zrobiłam szyszki. Choć nie ma w nich masła ani cukru są słodkie, karmelowe, maślane i naprawdę cudowne. A ich wykonanie zajmuje dosłownie 5 minut! Będą także idealne jako słodka przekąska dla dzieci (i dorosłych) w okresie wielkanocnym, bo bez problemu można uformować masę w kształt jajeczek.


Składniki (na około 5-10 sztuk, zależy ile masy zużyjecie na "próbowanie czy na pewno dobre" oraz jakiego ziarna użyjecie):
Szklanka dowolnego ziarna ekspandowanego
3-4 łyżki syropu z daktyli, klonowego, z agawy (syrop z daktyli doda karmelowego posmaku, klonowy lekko orzechowego, z agawy będzie najbardziej neutralny)
3-4 łyżki oleju kokosowego
2-3 łyżki mleka roślinnego
1/3 łyżeczki soku z cytryny

Do rondelka wlać syrop, zagotować. W tym czasie rozpuścić olej kokosowy, do mleka dodać sok z cytryny i zmiksować lub dobrze wymieszać, dodać olej i wymieszać do połączenia się składników. Dodać mleko z olejem do syropu, gotować około 1-2 minut. Do masy wsypać ziarno, wymieszać. Szyszki można formować od razu lub włożyć masę do lodówki żeby nieco stężała i wtedy formować. Gotowe szyszki także można odstawić do stężenia, ale nie jest to konieczne, ponieważ są pyszne także bez tego.

Smacznego!

wtorek, 22 marca 2016

Surowy (raw) mazurek czekoladowy w 5 minut! (wegański, bez dodatku cukru, bez glutenu, bez pieczenia)

Witajcie!
Dieta surowa, czyli witariańska to dieta, która opiera się na jedzeniu tylko i wyłącznie surowych produktów. Osobom, które nigdy tej diety nie próbowały ani nie miały z nią styczności może wydawać się, że to dość monotonna dieta, tylko warzywa, owoce, pestki, orzechy... I to prawda, te produkty są spożywane przez witarian, ale czy tylko w takiej "zwykłej" formie? Oczywiście, że nie! Dodatkową zaletą jest to, że takie przepisy najczęściej są bardzo proste, szybkie, nie trzeba niczego piec, gotować, co ogranicza ryzyko zrobienia nieudanej potrawy. Także mazurek, który chcę Wam dziś przedstawić jest bardzo łatwy, szybki, a dodatkowo dużo zdrowszy niż jego "tradycyjni" koledzy. 
Jeśli chodzi o smak tego "ciasta", jest ono mocno czekoladowe, dość słodkie, ale pyszne! Ma warstwę "ciasta", które nie smakuje jak tradycyjne, jest jednak lekko chrupiące i wyraźnie czuć różnicę pomiędzy nim, a nadzieniem, które z kolei jest bardziej kremowe, mocno czekoladowe i nieco mniej słodkie. 



 Składniki(na małą tortownicę o średnicy 16 cm):
Ciasto:
3/4 szklanki owoców suszonej morwy białej
 4-8 daktyli (najlepiej świeżych, ale mogą być także suszone daktyle namoczone przez noc w wodzie)
1 łyżka nasion konopii
1 łyżka nasion chia
2 łyżki mielonego siemienia lnianego

Na nadzienie:
1 szklanka zmielonych orzechów (ja użyłam laskowych po produkcji mleka i ziemnych, w proporcji mniej więcej 8:2, można użyć laskowych, ziemnych, włoskich, migdałów, można użyć także mąki orzechowej lub kokosowej, orzechy można dowolnie mieszać)
1-2,5 łyżki surowego kakao (jeśli nie zależy Wam aby ciasto było surowe możecie użyć zwykłego)
100-150 ml mleka roślinnego (zależy od tego jakich orzechów używacie, zwłaszcza czy są to orzechy suche czy jak w moim przypadku po produkcji mleka czyli namoczone)
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
Ewentualnie coś do posłodzenia (syrop z agawy, stewia, syrop daktylowy lub najprościej 2-5 daktyli)

Składniki na ciasto zmiksować aż będą w konsystencji przypominać plastelinę (zajmuje to około minuty). Ciastem wyłożyć dno tortownicy(najlepiej pokryte papierem do pieczenia lub folią). Składniki nadzienia wymieszać lub zmiksować(nadzienie powinno mieć konsystencję ciastoliny lub masy solnej, jeśli jest zbyt wilgotne dodajcie więcej orzechów, jeśli zbyt suche więcej mleka), wyłożyć na spód.  Ciasto można ozdobić owocami morwy, orzechami, pestkami, owocami. Ja użyłam morwy, migdałów, czerwonej porzeczki oraz plasterka karamboli. Ciasto można włożyć do lodówki do schłodzenia, wtedy trochę stężeje, ale nie jest to konieczne- można podawać od razu.


Smacznego!