niedziela, 31 stycznia 2016

Domowa zupka "chińska"

Witajcie!
Uwielbiam zupki chińskie czyli zupki zalewajki! Są szybkie, a do tego bardzo smaczne, ale mają jedną zasadniczą wadę: skład. Pewnie, że od czasu do czasu nie zaszkodzi, ale uważam, że i tak lepiej zrobić swoją własną wersję, która jest równie smaczna i choć samo przygotowanie zajmuje troszkę więcej czasu to skład takiej zupki jest o niebo lepszy! Smak przy okazji też. 
Można do niej dodać dowolne warzywa, przyprawy, można pominąć tofu lub dodać go więcej, można dodać ulubiony makaron, a także dodatki dobrać według własnego gustu. Efekt jest wspaniały, a zupkę można zabrać wszędzie, bo tak jak oryginał będzie gotowa po zalaniu wodą i odczekaniu około 5 minut. Najlepiej przygotować ją w słoiku, ale można także w plastikowym pojemniku. Można ją ze sobą wziąć dosłownie wszędzie, bo w większości miejsc mamy dostęp do wrzątku. Nie musicie się już więcej obawiać, że na jakimś wyjeździe czy wycieczce w góry nie będziecie mogli zjeść niczego ciepłego i zdrowego!


Składniki:
Ulubiony makaron- ja użyłam pszennego Udon, ale można użyć ryżowego, sojowego
Kapusta czerwona
Kapusta pekińska
Marchewka
Sos sojowy
Liofilizowany szczypiorek
Tofu
Cynamon
Imbir
Sok z cytryny
Sól 
Pieprz
Chilli 
Papryka wędzona
Olej, na przykład kokosowy
Dowolne przyprawy
Coś słodzącego(użyłam syropu daktylowego)
Suszona mieszanka warzyw do rosołu
Ewentualnie kostka rosołowa

Każdy inny dodatek czyli: kukurydza, pomidory, groszek, fasola(ugotowana albo z puszki), ciecierzyca, papryka, por, cebula, grzyby(podduszone), kapusta biała, przecier albo koncentrat pomidorowy, ugotowane kotlety sojowe, orzechy, pestki, parówki, kiełbasę, seitan, generalnie wszystko, byleby dało się to zjeść na surowo(gorąca woda nie ugotuje warzyw całkowicie) albo byleby było już ugotowane.

Jeśli używamy makaronu, który wymaga gotowania dłuższego niż 5 minut zaparzamy go wrzątkiem lub gotujemy około 2 minut- tak żeby było w połowie surowy.  Odcedzamy, przelewamy obficie zimną wodą i kroimy makaron na mniejsze części lub zostawiamy w całości.
W miseczce mieszamy 2-3 łyżki sosu sojowego, trochę wody, łyżeczkę soku z cytryny, słodzik i przyprawy według uznania(ja użyłam pół łyżeczki cynamonu, pół łyżeczki imbiru, łyżeczkę syropu daktylowego, szczyptę soli, pieprzu, chilli i 3/4 łyżeczki papryki wędzonej słodkiej, ewentualnie trochę wody). Tofu kroimy na plasterki lub paseczki o grubości 4-5 mm, wkładamy do marynaty, można na chwilę odstawić, ale nie jest to konieczne, smażymy na oleju do takiego porządnego przysmażenia czyli uzyskania lekko chrupiącej skórki. Nie wylewamy reszty marynaty!
Do słoika wlewamy resztę marynaty, ewentualnie dodajemy więcej przypraw(ja dodałam wszystkiego jeszcze po szczypcie), opcjonalnie pokruszone pół kostki rosołowej(nie dodajemy wtedy już soli). Na to makaron i drobno pokrojone warzywa, grzyby, fasolę, orzechy, suszone warzywa rosołowe, tofu i całą resztę. Na wierzch dodać łyżeczkę oleju kokosowego.

Taką zupkę można przechowywać przez 1-2 dni w lodówce lub zrobić wieczorem i zjeść na przykład w pracy. To świetna alternatywa także na jakieś wycieczki, wyjazdy, bo w zasadzie wszędzie jest dostęp do gorącej wody, a niestety nie wszędzie można znaleźć wegańskie posiłki. Aby zupkę zjeść wystarczy zalać ją wrzącą wodą i poczekać około 5 minut. Ilość wody zależy od Was, możecie mieć typową zupę lub danie.

Jeśli chodzi o to czy makaron rozmoknie, z moim się nic nie stało przez 12 godzin, właśnie dlatego, że nie był do końca dogotowany, a "mokrego" w słoiku było bardzo mało, w sumie około łyżeczki, ale smaki były bardzo skoncentrowane(dość dużo przypraw na małą ilość płynu), a dodatkowo smaku dodały też zaparzane warzywa. Generalnie zupkę można zrobić o dowolnym smaku, wszystko zależy od dodatków, wielkości pojemnika i Waszych preferencji.

Smacznego!

Sposób na tłusty czwartek: owsianka o smaku pączka

Witajcie!
Lubicie pączki? Ile zazwyczaj jecie w tłusty czwartek? To jedyny dzień kiedy je jecie czy może w ciągu roku, do kawy też lubicie? 
Ja bardzo lubię, ale niestety pączki są dość kaloryczne i o ile raz w roku można sobie pozwolić na taką przyjemność tak przez pozostałą część roku już niekoniecznie. Poza tym naprawdę ciężko znaleźć dobrego pączka, zwłaszcza wegańskiego, bo na co dzień praktycznie nigdzie nie są dostępne. Można oczywiście zrobić je w domu, ale zajmuje to dużo czasu, pochłania dużo oleju, a w dodatku jeśli zrobimy je sami to później sami musimy zjeść, a robić porcji dla jednej osoby zwyczajnie się nie opłaca. A co gdyby tak móc zjeść pączka na śniadanie? Takiego, którego przygotowuje się ekspresowo, jest zdrowszy i zdecydowanie mniej kaloryczny niż oryginał? Jasne! Ja sama uwielbiam takie przepis- niestandardowe wersje, ciasto lub ciastko w innej, szybszej i mniej pracochłonnej formie, bo choć uwielbiam piec to zazwyczaj nie mam na to czasu, a też pieczenie ciast tylko dla mnie i P. trochę mija się z celem, bo czasem ma się ochotę tylko na kawałek ciasta, a dla dwóch kawałków średnio opłaca się w ogóle włączać piekarnik... Ale owsiankowa wersja pączka jest rewelacyjna! Naprawdę smakuje jak pączek, jest pyszna, słodka(ale nie za słodka!), różana, owocowa!


Składniki(na jedną porcję):
Pół szklanki płatków(najlepiej sprawdzą się owsiane lub jaglane)
3/4 szklanki mleka roślinnego
2 łyżeczki dżemu truskawkowego lub z dzikiej róży(lub więcej jeśli lubicie bardzo słodkie)+trochę na wierzch
2 łyżki wody różanej
Ewentualnie konfitura z płatków róży

Mleko wymieszać z dżemem, wodą różaną i konfiturą, dodać do płatków i zostawić na 10 minut. Na wierzchu można zrobić dowolny kształt z dżemu lub konfitury lub dżemu z dodatkiem wody różanej, który będzie służył za nadzienie pączka i dokładnie tak jak w pączku jemy nabierając na łyżeczkę trochę nadzienia i trochę płatków.

Smacznego!

piątek, 29 stycznia 2016

Bezsernik różany z czarną i czerwoną porzeczką

Witajcie!
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić przepis na jeden z lepszych serników jakie jadłam! Jest wegański, nie ma soi, glutenu, jest naprawdę prosty i w dodatku tani. Wodę różaną można zastąpić dowolnym aromatem, ekstraktem lub na przykład skórką pomarańczy i cytryny, kakaem, czym tylko chcecie. Zamiast porzeczek można dodać dowolne owoce lub pominąć ten krok, ale moim zdaniem sernik z owocami jest lepszy, ale zamiast nich można dodać na przykład kawałki czekolady albo rodzynki, można dowolnie modyfikować smak bezsernika, dodatki, a nawet spód! Mój akurat był bezglutenowy i kokosowy, ale można użyć dowolnych ciastek, ciasteczek, pierniczków(super wychodzi z tych miękkich pierników w lukrze). Zrobiłam wersję z wodą różaną, bo mam ją już od jakiegoś czasu i chciałam zobaczyć jak sprawdzi się w cieście(wcześniej używałam do aromatyzowania bitej śmietany i jako tonik). Porzeczki dodałam, bo uwielbiam kwaśny smak i uważam, że genialnie komponuje się ze słodkim, różanym bezsernikiem. Nie polecam jednak dodawać tak kwaśnych owoców do całego ciasta, najlepiej zrobić warstwę, dzięki temu też bezsernik zyskuje ciekawszy wygląd. Można go zrobić na zimno albo upiec- ja robiłam wersję pieczoną, ale nie jest to konieczne. Nie upiekłam go też tak całkowicie, środek pozostał bardzo kremowy i dosłownie rozpływający się w ustach. Połączenie orientalnego smaku róży, kwaskowatości porzeczek i słodkiej, kremowej kasy jest rewelacyjne! Jeśli do tej pory nie próbowaliście wegańskiego bezsernika to ten Wam bardzo polecam!

Przepis na ciecierzycowe tofu pochodzi z przepisu Weganona, nie dodawałam do niego żadnych przypraw, bo wiedziałam, że będzie na słodko i nie czekałam 24 h, tylko około 10, czyli przez noc.


Składniki(na małą tortownicę o średnicy 16 cm):
Tofu birmańskie(ciecierzycowe)- tyle co w przepisie weganona, ja użyłam mniej więcej 3/4, na formę o średnicy 16 cm- jeśli chcecie użyć większej to albo tofu robimy z 1,5 porcji albo bezsernik będzie niższy, bo mój wyszedł na wysokość formy
Sok z połówki lub całej cytryny(jeśli używacie kwaśnych owoców do całego bezsernika dajcie mniej soku, ale jeśli tylko to części masy to warto dodać sok z całej cytryny) 
7-10 łyżek mąki kukurydzianej(ciasto powinno mieć konsystencję bitej śmietany lub gęstego ciasta naleśnikowego- w wersji na zimno pomijamy), można zastąpić mąką pszenną lub inną skrobią(ziemniaczaną, z tapioki)
6-7 łyżek mleka roślinnego(plus 1/3 szklanki jeśli robimy wersję na zimno) 
cukier lub inny słodzik(ja na co dzień unikam, ale tutaj dałam około 5 kopiastych łyżek cukru pudru, ale Wy dodajcie do smaku, bo ja generalnie nie lubię bardzo słodkich rzeczy)
Aromat lub ekstrakt- u mnie około 6 łyżek wody różanej, ale może być też ekstrakt waniliowy, dowolny aromat, super będzie smakować skórka pomarańczy i rum, albo skórka z cytryny i pomarańczy plus piernikowy spód
Owoce lub inne dodatki(u mnie to około pół szklanki mieszanki czerwonej i czarnej porzeczki)
8-10 pokruszonych ciasteczek + łyżka oleju koksowego
w wersji na zimno 2-3 łyżeczki agaru

Pokruszone ciasteczka mieszamy z olejem, wykładamy nimi spód foremki. 
.
W wersji na zimno nie dodajemy w ogóle mąki, osobno mieszamy agar z 1/3 szklanki mleka i podgrzewamy ciągle mieszając, po zgnęstnieniu dodajemy do reszty składników i miksujemy dokładnie przez około 2 minuty. Do części masy możemy dodać owoce i zmiksować lub tylko pomieszać, można też dodać posiekanej czekolady, orzechów, wszystkiego na co tylko macie ochotę. Jedną lub więcej mas wylewamy do formy i odstawiamy do lodówki na minimum 1-2 godziny. 
Do sernika pieczonego nie dodajemy agaru i dodatkowego mleka. Pozostałe składniki poza owocami miksujemy na gładką masę. Do części masy można dodać owoce lub inne- wybrane dodatki. Ja wylałam 3/4 masy na blachę, do pozostałej masy dodałam garść czerwonych porzeczek, połowę wylałam na górę, do drugiej połowy dodałam czarnych porzeczek i wylałam na masę czerwoną, żeby uzyskać ładniejsze przejście kolorystyczne. Bezsernik pieczemy w 180 stopniach przez 30-45 minut, zależnie od tego czy chcemy uzyskać sernik bardziej kremowy czy taki zbity i twardszy.

Ja swoje ciasto przystroiłam dodatkową porcją porzeczek, które tylko rozmroziłam i posypałam bezsernik polewając też sokiem z rozmrażania.

UWAGA! W przepisie nie powinno się używać blendera z trzepaczką albo miksera do ubijania, bo tofu birmańskie jest zbyt zbite i galaretkowate żeby w taki sposób zrobić z niego gładką masę. Ja używałam blendera do shoothie i sprawdził się on rewelacyjnie. Najlepiej właśnie używać czegoś co ma noże, nie trzepaczki :)

Smacznego!






wtorek, 26 stycznia 2016

Wegańskie jajka sadzone

Witajcie!
Jajka sadzone... wydawałoby się, że to przepis nie do zweganizowania, a jednak! Smakują naprawdę podobnie, nie tak samo, nie oszukujmy się, w stu procentach nie odtworzymy smaku jajka, ale, co ciekawe, wegańskie dla mnie jest lepsze, bo nigdy nie lubiłam białka z normalnego jajka. To "jajko", dla mnie, zwyczajnie smakuje lepiej niż normalne, jest doprawione i nawet jeśli komuś smakiem nie będzie przypominało jajka to i tak powinno smakować. Dla mnie mimo wszystko jajko przypomina, za sprawą soli kala namak oraz tego, że podsmażone tofu też ma jajeczny posmak. 
Ta potrawa jest kolejną, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że z roślin można zrobić dosłownie wszystko i wydobyć w zasadzie każdy smak i z każdej potrawy to, co najlepsze, pomijając na przykład nieprzyjemny posmak. Weganizm jest naprawdę wspaniałą przygodą!
Do zrobienia żółtka użyłam tofu birmńskiego według przepisu Weganona, który znajdziecie tutaj, ale równie dobrze można zabarwić część normalnej masy kurkumą i też wyjdzie super, ja chciałam po prostu trochę poeksperymentować, a tofu jest naprawdę pyszne, jednak do tego przepisu zużyłam go naprawdę mało, głównie dlatego, że mniej więcej 3/4 było mi potrzebne do innego przepisu, wiec zrobiłam pożytek z resztek :)


Składniki:
180 g tofu
6-7 łyżek mleka roślinnego
1-2 łyżki mąki z ciecierzycy
szczypta czosnku granulowanego(lub do smaku)
szczypta białego pieprzu
2 łyżki oliwy z oliwek lub dowolnego oleju
2 łyżeczki płatków drożdżowych
3/4 łyżeczki soli kala namak

Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę. Część masy można odłożyć, dodać do niej kurkumę lub użyć wykrojonych z birmańsnkiego tofu "żółtek". Jajka najlepiej smażyć w ringu lub innym dowolnych kształcie, ale generalnie jakąś formę trzeba mieć, bo inaczej rozleje się na całą patelnię. Można też wziąć mniejszą patelnie, ułożyć na niej kilka żółtek i polać dookoła masą z tofu, ale tutaj mogą wystąpić trudności przy przewracaniu, dlatego najlepiej użyć foremki. 
Foremkę kładziemy na rozgrzanej patelni posmarowanej wybranych tłuszczem, na środku umieszczamy żółtko i zalewamy wszystko masą z tofu. Smażymy około 3-4 minut na średnim ogniu, delikatnie ściągamy foremkę, przewracamy i smażymy jeszcze około 2 minut. Jajka są dobre zarówno na ciepło jak i na zimno. Idealnie nadają się do kanapki, ale także do krojenia i jedzenia jak oryginał.

Inspiracją do przepisu był filmik https://www.youtube.com/watch?v=8_8UiFSZgjE 

Smacznego!

niedziela, 24 stycznia 2016

Sok bez sokowirówki? Przepis na sok pomarańczowy, lemoniadę i sok marchwiowy + Kilka rad odnośnie oszczędziania

Witajcie!
Dzisiaj oprócz przepisu chciałabym się z Wami podzielić kilkoma trikami, które pozwolą Wam zaoszczędzić, nie tylko pieniądze, ale i energię własną i elektryczną, a także jedzenie, wodę, no i czas. 

1 Każdy to wie, ale jednak powtórzę, nie chodźcie na zakupy głodni. To naprawdę sprawia, że kupujecie więcej, zwłaszcza niepotrzebnych rzeczy.
2 Nie bójcie się przecenionych produktów! Data ekspozycji warzyw i owoców to data, do której warzywa i owoce MUSZĄ być dobre i świeże, ale to nie znaczy, że po tym terminie od razu zgniją, spleśnieją i Was zabiją. Jeśli są poprawnie przechowywane będą dobre jeszcze przez wiele dni. Niestety tutaj właśnie jest problem, nie wiem jak w Waszych sklepach, ale w moim Tesco w Opolu przecenione warzywa i owoce, które normalnie były w lodówkach są z nich wyciągane i przecenione leżą poza nimi. Niestety to sprawia, że psują się szybciej, a więc mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś je kupi, bo spleśniałych malin czy borówek, nawet jeśli będą super tanie, to to zwyczajnie przestaje być okazja, bo przecież nikt z nas nie zamierza jeść pleśni. 
3 Planujcie zakupy. To chyba najlepsza rada jaką można dać- zaplanowane zakupy są tańsze, bo kupujemy tylko rzeczy, których rzeczywiście potrzebujemy, a nie takie, które są w promocji, kupimy je i wyrzucimy, wtedy nie tylko nie oszczędzimy, ale i stracimy. Jak najlepiej planować zakupy? Ja robię to tradycyjnie, na kartce i w aplikacji, ponieważ tam mogę zapisać z jakich promocji, w którym sklepie chcę skorzystać. Aplikacja, której używam to Blix- daje ona możliwość zapisywania danej strony z gazetki, która nas interesuje. Można w niej także wyszukać promocje na interesującą nas konkretną rzecz- na przykład banany, wpisujemy wybrane hasło i aplikacja pokazuje nam gdzie dana rzecz jest najtaniej.
4 Jeśli planujecie zakupy zaplanujcie także jadłospis, tak będzie łatwiej. My planujemy jadłospis na tydzień i według tego czego potrzebujemy planujemy zakupy. 
Produkty, które warto kupić w większych ilościach jeśli są w promocji to na przykład:
makarony, ryże, kasze, strączki, mrożonki(jeśli mamy zamrażarkę, która to zmieści), owoce, warzywa, które można mrozić(można też zrobić z nich zupę i zamrozić), tofu, które także można mrozić. mleka roślinne, które mają długą datę przydatności, przyprawy, przetwory, kiszonki. 
Jeśli chodzi o samo planowanie zakupów, warto zwracać uwagę na przykład na to, że jeśli coś jest w promocji w sklepie na drugim końcu miasta i to jedyna rzecz, po którą mielibyśmy tam jechać, to tak naprawdę nam się to nie opłaca, chyba, że poruszamy się na przykład na rowerze i drogę do sklepu potraktujemy jako ćwiczenia. Inaczej, niestety, nie opłaca się. 

Teraz przechodząc do praktyki- soki. Czy da się je zrobić bez sokowirówki i bez resztek? Owszem i to bardzo prosto!

1 SOK POMARAŃCZOWY
Do rzeczy, czyli jak je robię... Miksuję! Dlaczego miksowanie jest lepsze niż wyciskanie? Na przykład w pomarańczy, w białych skórkach jest mnóstwo błonnika, pektyn, witamina P, która pomaga obniżyć poziom "złego" cholesterolu. Dlaczego więc mielibyśmy to wyrzucać? No właśnie, dlaczego? Sok ze zmiksowanej pomarańczy jest tak samo dobry w smaku, ale posiada lepsze właściwości, więc dlaczego sami ich go pozbawiamy wyrzucając jednocześnie to, co w pomarańczy jest również bardzo cenne. Jak go zrobić? Obrać pomarańczę, dodać między 300-600 ml wody i miksować przez około minutę. Ja używam blendera do smoothie i sprawdza się on znakomicie, ale używałam także dość słabego blendera kielichowego i takiego zwykłego malaksera i wszystkie sprawdzały się dobrze, trzeba było tylko trochę dłużej miksować. Co można dodać do takiego soku? Ja najczęściej piję go z cytryną i melasą, ale można dodać również mięty, banana, marchwi, truskawek, malin, w zasadzie wszystkiego czego dusza zapragnie. Można także zmiksować pomarańczę z mniejszą ilością wody i później dodać do soku wody lekko gazowanej i syropu z agawy albo klonowego albo ksylitolu lub jakiegoś innego słodzika i będzie to genialna alternatywa dla słodzonych sklepowych napojów. 
2 LEMONIADA
Drugą, jeszcze lepszą alternatywą jest lemoniada, jak z Amerykańskich filmów, gdzie sprzedawana jest w największe upały. Kiedy byłam dzieckiem zawsze chciałam jej spróbować, ale te sklepowe to jednak nie to... A jak zrobić taką lemoniadę w domu? Zmiksować cytrynę z wodą! Tutaj postępuje się tak samo jak przy pomarańczy- obieramy cytrynę tylko z zewnętrznej, żółtej skórki i miksujemy z wodą. Można ją przecedzić przez sitko, żeby było bardziej klarowna, ale nie jest to konieczne. Ja najbardziej lubię ją z natką pietruszki- do blendera dodaję jedną, świeżą natkę i miksuję z cytryną. Świetnie smakuje także z herbatą miętową zamiast wody, ze świeżą miętą, imbirem. Można ją dosłodzić dowolnym słodzikiem. Jest też świetna dla dzieci, nie tylko w upały, ale także w zimie, wtedy w wersji z imbirem i na przykład melasą. Są także wspaniałe dla kobiet w ciąży, które mają poranne mdłości, także w wersji z imbirem. Można dodać świeży korzeń i także zmiksować albo dodać suszony lub napar z imbiru albo syrop imbirowy, wtedy od razu posłodzimy. 
3 SOKI MARCHWIOWE
Czyli alternatywa dla sklepowych Kubusiów, Pysiów i tym podobnych. Wystarczy pokroić jedną dużą albo dwie marchewki, dodać od 300-600 ml wody i zmiksować. W taki sposób stworzymy gęsty, marchwiowy sok, do którego możemy dodać banana, maliny, jabłko(nie obieramy ze skórki), gruszkę(także nie musimy obierać), brzoskwinię, kaki, mango, pomarańczę, także wszystko co tylko chcecie. Można go także przecedzić, ale nie jest to konieczne, bo sok jest dość gładki, są wyczuwalne malutkie grudki, ale nie przeszkadza to w niczym, smakuje jak przecierowy, prawdziwy sok.
4 Z CZEGO JESZCZE MOGĘ ZROBIĆ SOK?
Bez problemu z jabłek, gruszek, porzeczek, truskawek, maliny, wiśni, śliwek, rabarbaru. Każdy z nich można przecedzić przez sitko lub gazę, ale naprawdę, nie jest to konieczne. Jabłek i gruszek nie trzeba obierać, wystarczy wyciąć gniazda nasienne. 

Dlaczego nazywam to sokami, a nie koktajlami? Nie używam tutaj mleka, jogurtu i mimo wszystko dla mnie daleko temu do koktajlu, dużo bliżej do soku, pomarańczowy smakuje jak "normalny", świeżo wyciskany sok, a kosztuje jakieś 3-4 razy mniej, no i niczego nie wyrzucamy, nie marnujemy. 

Smacznego!

sobota, 23 stycznia 2016

Owsianka o smaku makowca w 5 minut!

Witajcie!
Pewnie po treści mojego bloga zauważyliście już, że uwielbiam ekspresowe ciasta w innej formie i to jest kolejne, tym razem w wersji śniadaniowej. Smakuje jak makowiec, wygląda jak makowiec, a nie ma w nim ani ciasta, ani jajek, ani cukru? A do tego w 5 minut? I zdrowo? Da się lepiej? :)
Mak zawiera dużo wapnia, żelaza, a także witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, dlatego do tego przepisu szczególnie polecam mleko kokosowe, bo zawiera ona właśnie sporo tłuszczu i dzięki niemu bardziej korzystamy z właściwości maku. I rozwiewając wszelkie możliwości, jeśli nie ma indywidualnych przeciwwskazań mak można jeść bez problemu na surowo! 


Składniki(na jedną, dużą porcję):
2-5 łyżeczek maku(zależy jak bardzo go lubicie, nie musi być ani zmielony, ani namoczony, ale może)
7-8 łyżek dowolnych płatków(ja użyłam owsianych i żytnich)
Szklanka mleka kokosowego(lub innego bogatego w tłuszcz)
Rodzynki, daktyle, owoce kandyzowane, skórki pomarańczy, cytryny kandyzowane lub suszone, orzechy lub jakiekolwiek inne bakalie, które lubicie(ja polecam jednak suszone, żeby nie dodawać cukru razem z kandyzowanymi)
U mnie do ozdoby gruszka(tak, to paski to gruszka :) ) i jagody goji
Ewentualnie syrop klonowy, daktylowy lub inny słodzik

Jeśli używanie niemielonego maku należy go połączyć z mlekiem i przez około minutę zblendować, później dorzucić resztę bakali i miksować pulsacyjnie(można też pokroić). Ja użyłam kilku orzechów włoskich, rodzynek, jednego daktyla i szczypty skórki z cytryny. Połączyć wszystko z płatkami i zagotować normalnie lub w mikrofalówce albo zostawić na noc w lodówce. Przed podaniem całość można przystroić paskami z gruszki, jagodami goji, syropem, pomarańczą lub według własnego uznania.

Smacznego!

Smacznego!

Kotlet schabowy (seitan)

Witajcie!
Dzisiaj przedstawiam Wam zdecydowaną gwiazdę w tradycyjnej kuchni polskiej, mianowicie pysznego, soczystego schabowego w chrupiącej panierce! Seitan czy w ogóle gluten to wciąż produkt mało "oswojony". Niektórzy myślą, że robi się go długo, że jest skomplikowany, ale tak naprawdę wszystko to tylko mity. Owszem samo przygotowanie go trochę trwa, ale to głównie czekanie, samej roboty jest przy nim tyle co przy prostszym cieście. Wystarczy wymieszać, ugotować, ostudzić i można smażyć! Sam seitan jest w swojej strukturze i smaku dość podobny do mięsa, jeśli nieco bardziej "gąbczasty", ale dzięki odpowiedniemu przygotowaniu jest to w zasadzie niewyczuwalne i schabowe naprawdę smakują jak schabowe. Do tego można zrobić nawet ogromnego schaba na cały talerz!


Składniki:
Szklanka glutenu(jeśli nie mamy samego glutenu to mniej więcej 700 g mąki pszennej)
2 cebule
1 ząbek czosnku
2 łyżeczki tahiny
1 łyżka pasty miso(można pominąć)
Bulion warzywny (może być z kostki lub domowy) z zielem angielskim, pieprzem i liściem laurowym
2 łyżki oleju
Sól
Pieprz
Papryka słodka
Ewentualnie przyprawa do schabu lub jakaś do wieprzowiny

Jeśli używamy mąki pszennej to wlewamy do niej 1-1,5 szklanki wody i wyrabiamy, tak, żeby było mniej więcej w konsystencji ja ciasto na makaron, czyli dość twarde. Odstawiamy na około 20 minut, żeby odpoczęło. Po tym czasie do miski z ciastem nalewamy zimnej wody lub kładziemy ciasto na sitku pod bieżącą zimną wodą i wyrabiamy do momentu aż woda stanie się czysta. W misce należy wodę wymieniać do momentu aż będzie przeźroczysta- czyli do momentu kiedy wpłuczemy całą skrobię i zostanie nam gluten. Zazwyczaj trwa to około 15 minut, w tym czasie, na pewnym etapie ciasto może rozpadać się na małe grudki, ale nie przejmujcie się to normalny proces i jeśli będziecie wyrabiać dalej wszystko się połączy i będzie przypominać taką szaro-żółtą gąbkę. Z takiego seitana formujemy kotlety, najlepiej je rozwałkować, pamiętajcie jednak, że kotlety sporo "urosną" tzn nasiąkną bulionem i można je rozwałkować nieco bardziej. Nie polecam ubijać ich tłuczkiem- idzie to niby lepiej, ale włókna glutenu się rozwalają i później cały kotlet się rozpada. Na tym etapie należy także pokroić lub zmiksować obie cebule z bulionem i przyprawami oprócz liścia, ziela i ziarenek pieprzu z bulionu. Wszystkie składniki smakowe wlewamy do garnka(cebule, przyprawy, olej, miso, tahini), dopełniamy bulionem i wrzucamy jeden liść laurowy, jedno ziele angielskie i 3-4 ziarenka pieprzu. Wkładamy kotlety i gotujemy około 40 minut na średnim ogniu.
Jeśli używamy gotowego glutenu odmierzamy do miski dwie szklanki. Do blendera wrzucamy 1 cebulę, olej i wszystkie przyprawy(szczypta soli, szczypta pieprzu, 1/2 łyżeczki papryki słodkiej, ewentualnie przyprawa do wieprzowiny- także około 1/2 łyżeczki, miso, tahini), dodajemy około 3/4 szklanki bulionu(bez liścia, ziela i pieprzu) i miksujemy na gładką masę. Wlewamy całość do glutenu i wyrabiamy ciasto, powinno mieć konsystencję gąbki. Tutaj ciasto także należy zrobić kotlety, najlepiej wałkując. Kroimy lub miksujemy cebulę, wrzucamy ją do bulionu, dorzucamy 1 liść laurowy, jedno ziele angielskie i 3-4 ziarenka pieprzu czarnego, wrzucamy kotlety i gotujemy około 40 minut na średnim ogniu. 

W obu przypadkach ilość bulionu, w którym gotujemy zależy od wielkości garnka/ilości kotletów, bo z tego przepisu możecie zrobić zarówno dwa ogromne kotlety jak i 3 średnie, albo 4-5 małych, ale generalnie powinno go być tyle, żeby kotlety były w całości przykryte. Garnek powinien być też na tyle duży, żeby kotlety nie były upchane, bo się nie ugotują należycie, powinny pływać dość swobodnie. Kotlety mogą się dotykać- nie zlepią się, ale nie powinny być na przykład przyciśnięte do dna, ponieważ mogą się przypalić. Gotujących się kotletów nie trzeba mieszasz, można je przykryć i zostawić na 40 minut, ewentualnie dolewając bulionu jeśli kotlety zaczną wystawać.
Po ugotowaniu przed dalszą obróbką kotlety należy wyciągnąć z bulionu i dać im ostygnąć, dzięki temu będą smaczniejsze, bo gluten się uformuje i nie będzie taki gąbczasty, można wstawić na noc do lodówki. Gdy będą już całkowicie zimne należy panierować je w zamienniku jajka(gotowym lub na przykład z siemienia lnianego wymieszanego z wodą w proporcji 1:2- jedna miarka zmielonego siemienia na dwie miarki wody) i bułce tartej. Do panierki można dodać jeszcze pieprz i sól lub dowolne przyprawy, ale u mnie się tego nie robiło, więc ja nie dodawałam. 

Smacznego!

piątek, 22 stycznia 2016

Wegańska sałatka z tuńczyka/makreli / Vegan tuna/mackrele salad

Witajcie!
Dzisiejszy przepis jest bardzo ciekawy i robiąc tą sałatkę próbowałam jej chyba prze godzinę, bo nie wierzyłam, że smakuje aż tak rybą mimo, że nie ma w niej nawet nori. Drugim powodem mojego zdziwienia było to, że nie czuć w niej selera naciowego, w zasadzie w ogóle. Jest naprawdę niesamowita i bardzo polecam Wam spróbować, bo jest też dziecinnie prosta. Jeśli chodzi o nazwę, nie mogłam się zdecydować, bo oryginalny przepis to sałatka tuńczykowa i mojemu partnerowi smakowała ona tuńczykiem, mi jednak smakowała makrelą, pyszną wędzoną makrelą, ale może to dlatego, że tuńczyka nigdy nie lubiłam, zwłaszcza przez to w jaki sposób są one zabijane. 
Taka sałatka będzie idealna na śniadanie, do pracy, szkoły, kolację, jest naprawdę niesamowita i cały czas zastanawiam się jak ona może aż tak rybnie smakować jeśli nie ma w niej totalnie nic rybnego!
Wciąż nie wierzę, że ona naprawdę smakuje rybą, a jednak...
(English version below)


Składniki:
2 szklanki ugotowanej ciecierzycy, zblendowanej lub rozgniecionej tłuczkiem do zmieniaków
2 ogórki kiszone/konserwowe, drobno pokrojone(mogą być na przykład z chilli, jakie tylko lubicie) + około 5-6 łyżek soku z ogórków
1 czerwona cebula, drobno pokrojona(może być też zwykła, ale czerwona ma łagodniejszy smak)
1 łodyga selera naciowego, drobno pokrojona
5-6 łyżek wegańskiego majonezu lub pół szklanki mleka sojowego, 1/4 szklanki oleju, łyżeczka octu
Sól
Pieprz
Papryka wędzona
Sok z cytryny
Ewentualnie płatki drożdżowe

Jeśli nie używacie gotowego majonezu to mleko sojowe miksujemy przez minutę z łyżeczką octu, dodajemy olej i miksujemy jeszcze minutę. Wszystko razem mieszamy, dodajemy sól, pieprz, paprykę(ja dałam 3/4 łyżeczki słodkiej, wędzonej papryki), sok z całej cytryny, ewentualnie płatki drożdżowe, można też dodać kukurydzę. Sałatkę przechowujemy w lodówce przez maksymalnie 2-3 dni. 

Ingridients:
2 glasses of cooked chickpea, mashed
2 pikeles + 5-6 teablespoons of pikle juice
1 red onion, chopped
1 celery rib, chopped
5-6 tablespoons od vegan mayonnnaise or 1/2 glass of soy milk, 1/4 glass of vegetable oil, 1 teaspoon of vinegar
Salt
Pepper
Smoked paprika
Lemon juice
Optionally nutritional yeast

If you're not using mayo, add your milk and vinegar to the blender and blend 1 minute, than add oil and blend antoher minut. Mix evertyhing in the bowl: veggis, mayo, chickpea, salt, pepper, smoked paprika(I used 3/4 of teaspoon), juice of one lemon or optionally nutritional yeast. Store the salad in the frigde not longer than 2-3 days. 


I was suprised but it's really taste like tuna, I don't have any idea why, but it truly is. And, what's importnat to me, I don't feel the celery in this salad, cause I hate celery very much. 

Smacznego!

Bon Apetit!




czwartek, 21 stycznia 2016

Mleko kokosowe/ Homemade coconut milk

Witajcie!
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam przepis na moje ulubione mleko kokosowe, gdzie wiórki nie wymagają całonocnego namaczania, wystarczy tylko około pół godziny. Czy to dużo? Zazwyczaj to tyle, ile zajmuje pójście do sklepu i kupienie takiego mleka. A czym jeszcze się różni? Zawiera tylko kokos i wodę, nie wymaga niczego więcej, żadnych słodzików, dodatków. Tylko kokos i woda. No i jest jakieś dziesięć razy tańsze, bo litr kosztuje około 3-5 złotych, zależy za ile nabędziecie wiórki. Przepis jest bardzo prosty, a do niego proponuję Wam także sposób podania- z lawendą. Kokos i lawenda to trochę nieoczywiste połączenie, ale zapewniam Was, pyszne! Wystarczy wsypać do szklanki gorącego mleka pół łyżeczki suszonej lawendy. To napój idealny na noc, nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci!
(English version below)


Składniki:
Wiórki kokosowe
Woda

Wiórki kokosowe zalewamy wrzątkiem w proporcji 1:2 lub 1:3(na przykład szklanka wiórków i dwie lub trzy szklanki wody, to zależy czy chcecie gęste, kremowe mleko czy bardziej wodniste) i czekamy około 20 minut. Po tym czasie podgrzewamy mleko przez około 2-3 minuty tak, żeby znowu było ciepłe, ale nie gorące. Miksujemy całość lub w partiach po około 2 minuty. Później przecedzić przez gazę i mleko jest gotowe. Aby zrobić odtłuszczoną wersję(tak, osoby na diecie też mogą pić takie mleko) wystarczy włożyć mleko na noc do lodówki i zebrać warstwę tłuszczu z góry. Mleko można przechowywać w butelce lub słoiku w lodówce do czterech dni.

Hi! 
Today I want to share with you my recipes for cocnut milk. It's my favourite milk, because it's sweet and creamy and it don't need any sweetener. It's really easy to do at home and if you do it by yourself you're sure there is only cocnut and water and it's all you need. It's not only healthier than the stor one, it's also cheaper! Have you ever tried it with lavender? It's really good, aspecially before sleep and it could be drinking by kids too. To make lavennder milk you should warm up your milk and add about tsp dried lavender and stir. 
Coconut milk is perfest for shoothie, otmeals and currys or stuff like that. 

Ingridients:
Coconut shareds
Water


Boil your water and pour it into the pot with coconut shareds(two or three cups of water for one cup of cocnut), wait about 20 minutes. After that, warm up your "milk" for 1-2 minutes, it should be warm but not burning hot. Blend it on high speed for 2 minutes and using chesechloth or nut bag strain it into the bowl, bottle or mason jar. Give it a good squeeze to press the remaining liquid throught. If you're on the diet and you want to make lighter version of cocnut milk, just  store it in the refrigerator ovenight and after it became solid remove the fat from top.

Smacznego!

Bon Apetit!


środa, 20 stycznia 2016

Co zrobić z okarą? Czyli, kokosowe kuleczki "kurczakowe" + sos a la chiński Wsiowgar

Witajcie!
Od roku, czyli od kiedy trwa moja przygoda z weganizmem, tęskniłam tylko za jedną mięsną potrawą tak naprawdę bardzo. Były to kurczakowe kuleczki smażone w cieście kokosowym z Baru Orientalnego na Starowiślnej w Krakowie. Były delikatne w środku i bardzo chrupiące na zewnątrz. Do tego cudownie słodko-ostre dzięki kokosowi i dodatkowi chilli. Nie myślałam, że uda mi się ten smak odtworzyć, a jednak- udało się! Oprócz tego zrobiłam sos Wsiodogara czyli wrzuć do garnka wszystko co masz pod ręką, serio, kapustę, marchewkę, pietruszkę, selera, grzyby, kukurydzę, fasolkę szparagową, selera, jakieś chińskie warzywa, może być dosłownie każde warzywo/grzyb.


Składniki na kuleczki "kurczakowe":
Okara
7-8 łyżek kokosa(może być po produkcji mleka kokosowego i ja takiego użyłam)
Łyżka miso lub sosu sojowego jasnego(ale sos sojowy trochę zmieni kolor)
Łyżka tahiny
Sól
Pieprz
Chilli
Papryka słodka
Czosnek i cebula granulowane
Mąka pszenna
Mąka kukurydziana
Skrobia(może być ziemniaczana, może być z tapioki)
Olej do smażenia

Okarę wymieszać z przyprawami, miso, tahiną, połową kokosa. Wszystko powinno mieć konsystencję ciastoliny/masy solnej, czyli dać zlepić się w kulkę i tylko trochę rozpadać, jeśli jest za suche można dodać trochę mleka na przykład kokosowego. Jeśli chodzi o przyprawy- ja dodałam 3/4 łyżeczki papryki słodkiej, szczyptę soli, sporą szczyptę pieprzu, po pół łyżeczki cebuli i czosnku na około 1,5 szklanki okary, z której wyszło mi około 18 kuleczek. Ale możecie użyć więcej lub mniej, to zależy od tego ile mleka robicie i ile okary macie, wtedy zwiększcie albo zmniejszcie proporcje. Masę należy włożyć do lodówki na przynajmniej godzinę żeby trochę stężała. Później należy uformować kuleczki, rozgrzać olej i zrobić ciasto: bardzo zimną, najlepiej gazowaną wodę wymieszać z 3 łyżkami mąki pszennej, 2 łyżkami mąki kukurydzianej i 1 łyżką skrobi oraz chili, szczyptą soli, szczyptą pieprzu i pozostałym kokosem, konsystencja powinna być taka jak ciasta naleśnikowego. Kuleczki obficie obtaczać w cieście i smażyć na rozgrzanym tłuszczu z każdej strony do zarumienienia. Aby sprawdzić czy temperatura oleju jest właściwa można wylać na niego odrobinkę ciasta, jeśli od razy zobaczymy bąbelki, można zaczynać smażenie. Nie należy wkładać zbyt dużo kuleczek na raz, żeby temperatura oleju zbytnio się nie obniżyła. 

Składniki na sos:
Dowolne warzywa i grzyby (ja użyłam mrożonej mieszanki "rosołowej" czyli marchewki, pietruszki, pora, do tego dodałam kilka pieczarek, jarmuż, kapustę pekińską oraz fasolkę szparagową- żółtą i zieloną)
Sos sojowy
Chilli 
Czosnek i cebula granulowane 
Szczypta mielonego kminku
Odrobina czegoś słodkiego(cukru, syropu)
2 łyżki koncentratu pomidorowego
Łyżka mąki ziemniaczanej
Woda(około 3/4 szklanki)
Olej do smażenia

Warzywa i grzyby podsmażyć na patelni, na początku dodać grzyby, później warzywa mrożone, na koniec warzywa świeże. W miseczce lub blenderze wymieszać sos sojowy, wodę, mąkę, przyprawy i słodzidło, wylać na warzywa i gotować jeszcze 2-3 minuty do zgęstnienia sosu. 

Smacznego!



Jaglanka bounty + Oszczędny weganizm- Blix

Witajcie!
 Kiedyś, zanim zostałam weganką, nienawidziłam śniadań. Były dla mnie prawdziwą męką bo nienawidzę smaku mleka krowiego, więc owsianki, płatki z mlekiem(nigdy nie jadłam), odpadały. Sery białe, żółte(w gre wchodził tylko rozpuszczony, zwykłego sera żółtego też nigdy nie jadłam, próbowałam parę razy, ale nie byłam w stanie przełknąć), wszelkie serki wiejskie, kanapkowe, wszystko odpadało. Z produktów nabiałowych lubiłam tylko jogurty, więc przez długi czas jadłam je codziennie przez co miałam problemy, bo podejrzewam, że jak większość dorosłych mam nietolerancję laktozy. Szynek też nie lubiłam, pasztetów, past rybnych, jajecznych... Nie lubiłam praktycznie nic. Wyobrażacie sobie ten horror kiedy jako dziecko jechałam na obóz lub kolonie? Przez dwa tygodnie codziennie na śniadanie dżem, w dodatku bez masła, bo jego też nie lubiłam. Dlatego dla mnie śniadania od zawsze był problem i nie lubiłam tego posiłku niesamowicie bardzo, najczęściej po prostu go pomijałam co skutkowało skokami wagi i trzęsącymi się koło południa rękami. Na diecie wegańskiej śniadanie pokochałam. Nie ma mleka krowiego, nie ma szynek, okropnych pasztetów, są za to cudowne owsianki, koktajle, jogurty, warzywne, pachnące pasztety, pasty, żyć nie umierać! A moimi ulubionymi śniadaniami są śniadanie na słodko albo owoce. Uwielbiam tak rozpoczynać dzień, dlatego dzisiaj chcę z Wami podzielić jednym z moich ulubionych przepisów- jaglanką o smaku kokosowo-czekoladowego batonika bounty! A to wszystko w dwie minuty, bez cukru, bez glutenu i oczywiście wegańsko!


Składniki:
Około 200 ml mleka kokosowego
2-3 łyżki wiórków kokosowych(mogą być z produkcji mleka)+1-2 łyżki do posypania
5-6 łyżek płatków jaglanych
Łyżeczka kakao

Mleko, wiórki i płatki wymieszać, do połowy masy dodać łyżeczkę kakao, drugą część posypać wiórkami. Można odstawić na noc do lodówki lub jeść od razu. 
Ja swoją jaglankę zjadłam z gruszką Nashi i jagodami goji. Jeśli chodzi o jedzenie, nabierałam na łyżeczkę obie masy, dzięki temu rzeczywiście smakowało jak bounty w gorzkiej czekoladzie(chyba była kiedyś taka wersja)

Teraz kwestia oszczędnego weganizmu: czym on w ogóle dla mnie jest? Moim zdaniem składają się na to dwie rzeczy, pierwsza to oszczędność pieniędzy, druga to oszczędzanie jedzenia i naszej planety. W tym pierwszym aspekcie korzystam z promocji, o których wiem głównie dzięki aplikacji na system Android Blix. Jest to zbiór gazetek promocyjnych większości sklepów, w aplikacji możemy tworzyć własną listę zakupów, a także szukać promocji po słowach kluczach. Czyli w wyszukiwarce w aplikacji wpisujemy na przykład "banany" i aplikacje pokazuje nam wszystkie strony z różnych gazetek, na których to słowo występuje. To bardzo wygodne, dlatego serdecznie polecam Wam tą aplikację(to nie jest w żadnym wypadku sponsorowany post, sama używam tej aplikacji już bardzo długo i zdecydowanie się sprawdza). Jeśli chce skorzystać w promocji w więcej niż jednym sklepie najpierw sprawdzam czy to na pewno okazja, tj. czy opłaca mi się jechać po ten produkt, czy taniej będzie kupić go na przykład złotówkę drożej, ale zaoszczędzić na paliwie. Zakupy robimy zazwyczaj w weekend, wtedy objeżdżamy sklepy i korzystamy z promocji, które wcześniej wyszukaliśmy. Zawsze też sprawdzamy działy z krótką datą przydatności do spożycia i w tym momencie dochodzi drugi aspekt. Bardzo, ale to bardzo często przecenione są produkty PEŁNOWARTOŚCIOWE. Najczęściej są to warzywa z kończącą się datą ekspozycji lub produkty suche, są też często jogurty, pasty i tak dalej. Ja jednak najczęściej kupuję warzywa, owoce i właśnie produkty suche, bo kupując na przykład jogurt mam mniejszą możliwość sprawdzenia czy produkt nadal jest zdatny do spożycia czy nie. Dlaczego lubię kupować takie produkty? Uważam, że jeśli mogę zaoszczędzić i przy tym nie zmarnować jedzenia to jest to najlepsza opcja. Zauważyłam, że często ludzie boją się kupować takie przecenione produkty, dlaczego? Szczerze, nie mam pojęcia, bo często są to naprawdę duże okazje, a produkty są świeże. Kiedyś robiłam test- kupiłam przecenioną rukolę w Tesco. Kosztowała chyba około 50 gr, czyli mniej więcej 3 zł mniej niż normalnie. Rukola była dobra dwa tygodnie po dacie ekspozycji. Później ją zjadłam, bo zaczęła więdnąć. I ostatnia kwestia, dlaczego w moim projekcie o tani weganizmie używam produktów w promocji? Bo takie kupiłam i nie widzę sensu podawania pełnych cen, wolę udowodnić, że da się jeść pozornie "drogie" rzeczy, które można znaleźć taniej i nawet stereotypowego studenta na nie stać :)

Smacznego!

wtorek, 19 stycznia 2016

Surowa zupa wegańska

Witajcie!
Drugim przepisem dzisiaj jest przepis na zieloną, surową zupę wegańską, która idealna będzie także na kolację. Zawiera sporo różnych warzyw, przypraw, dzięki którym jest naprawdę pyszna. Jest to także genialny sposób na przemycenie kilku nielubianych warzyw jak jarmuż, seler naciowy, bo dzięki dodatkowi cytryny kompletnie nie czuć ich smaku. Zupa jest solidną porcją witamin, a do tego jest pyszna! Sama długo nie mogłam przekonać się do surowych zup, bo w zupie lubiłam właśnie to, że była ciepła. Kojarzycie to uczucie jak takie cudowne ciepełko spływa do brzucha? Uwielbiam to! Ale właśnie ta zupa przekonała mnie, że na zimno takie danie także może dobrze smakować. A myślałam, że to nigdy nie nastąpi, bo nie cierpię warzywnych soków, a już na pewno pomidorowych i do tego jeszcze się nie przekonałam, ale wszystko przede mną! Dzisiaj zjadłam selera naciowego, którego jeszcze pół roku temu nie byłam w stanie nawet powąchać, więc może w końcu wypiję także sok pomidorowy. Wspominałam już, że tę zupę robi się w 2 minuty? :)


Składniki(na dwie porcje):
Łodyga selera naciowego
2 garści jarmużu 
Obrana z żółtej skórki zewnętrznej cytryna
1/2 jabłka
Ząbek czosnku
Pieprz
Kurkuma
Papryka słodka
Ewentualnie 1 płaska łyżeczka przyprawy naturalnej do rosołu(suszone warzywa i zioła)
Szklanka wody
Ewentualnie inne ulubione przyprawy na przykład curry, chilli, kolendra
2-3 łyżki pestek słonecznika do posypania
1/2 awokado(przyznaję się bez bicia, że przypomniałam sobie, że miałam je dodać dopiero jak zupę zjadłam, z awokado na pewno zupa byłaby jeszcze lepsza, ale jeśli nie macie, to też jest super!)

Jabłka nie obieramy, cytrynę możemy trochę obkroić, ale tylko jeśli ma dużo białej skórki, jeśli skórka jest cienka nie jest to konieczne. Składniki można trochę pokroić, jeśli Wasz blender, podobnie jak mój, nie jest wysokoobrotowy. Później wystarczy tylko zmiksować na gładko, posypać pestkami i gotowe! Zupę można oczywiście podgrzać, ale wtedy straci ona część ze swoich właściwości.

Inspiracją do przepisu był ten filmik, jednak zmodyfikowałam go i zrobiłam zupę z tego, co akurat miałam. 

Smacznego!

Co zrobić z okary? Czyli wegańskie kotleciki rybne

Witajcie!
Dzisiaj chcę Wam przedstawić przepis na kotleciki a la rybne. Są one delikatne, mięciutkie, smakują jak zmielona ryba, trochę jak rybne kotleciki z przedszkola. Dodatek nori nie jest tutaj praktycznie wyczuwalny, ale to także dlatego, że użyłam nori o smaku wasabi. Czuć tylko delikatnie smak białej, mielonej ryby. Są po prostu pyszne! A do tego super tanie, bo wyprodukowane z okary. My zjedliśmy je z kiszoną kapustą i frytkami z piekarnika.


Składniki:
1-1,5 szklanki okary
Pół arkusza nori lub 4 małe arkusze Kimmy o smaku wasabi lub kimchi lub naturalne(dostępne w Auchan)
Sól
Pieprz
1 łyżeczka miso lub sosu sojowego 
1 łyżeczka tahiny
1-2 łyżeczki posiekanego szczypiorku(może być suszony)
Szczypta czosnku i cebuli w proszku(można użyć bardzo drobno pokrojonych świeżych)
1/2 łyżeczki kolendry(rozgniecionej) 
Ewentualnie natka pietruszki, około 1/4 pęczku, drobno pokrojona
Ewentualnie skórka z cytryny(odrobinkę)
Ewentualnie przyprawa do ryb
2-3 łyżki mąki kukurydzianej
Olej do smażenia

Nori pociąć na malutkie kawałeczki(najlepiej złożyć arkusz i zrobić to nożyczkami), wszystko poza mąką wymieszać i formować kotleciki. Można włożyć je do lodówki, wtedy nie będą się rozpadać, na około godzinę, dwie, ale nie jest to konieczne, po prostu musimy wtedy bardziej uważać przy smażeniu. Smażyć z obu stron do zrumienienia lub jeśli używamy surowej okary wtedy smażymy je pod przykryciem na średnim ogniu/mocy około 4-5 minut z każdej strony. Dlatego lepiej robić mleko z tego przepisu, wtedy jest po prostu łatwiej. 

Swój przepis nieco zmodyfikowałam, pominęłam ziemniaka, ale oryginalny przepis znajduje się tutaj, ale dla mnie kotlety z tego przepisu były zbyt mdłe i mało rybne. 

Jeśli jesteście fanami morskich smaków stanowczo też polecam Wam glony Kimmy wasabi, są genialne do jedzenia tak samopas, uwielbiam je i jak była na nie promocja(były po 1 zł normalnie cena to ponad 2 zł) to kupiłam kilka paczek. 

Smacznego!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Co zrobić z okary? Czyli wegańskie "pączki" pieczone

Witajcie!
Dzisiaj chciałabym przedstawić przepis na zdrowszą wersję wegańskich pączków z wykorzystaniem okary, czyli puply powstałej przy produkcji mleka sojowego, z którą tak naprawdę czasem nie wiadomo co zrobić, często ją wyrzucamy, bo mamy już dość pasztetów, kotletów, zwykłych ciasteczek. Stąd moja propozycja- pączki są pyszne, zdrowsze, mogą być bez cukru(jedyny cukier jest w czekoladzie, ale spokojnie można użyć czekolady słodzonej stewią lub innym słodzidłem), można wykonać je także z mąki pszennej, wtedy będą bardziej puszyste i trochę mniej "mięsiste". Tak czy siak, połączenie ciasta, kwaśnej, owocowej galaretki i lekko gorzkiej czekoladowej polewy z dodatkiem lekko słonego masła orzechowego jest genialne. A co najlepsze, wykonanie pączków nie zajmie Wam dłużej niż 30 minut plus 10 minut na ich ostygniecie pomiędzy pieczeniem a pokrywaniem galaretką i czekoladą. 


Składniki na pączki(około 15 sztuk):
200 g mąki pełnoziarnistej(lub pszennej)
120 g okary
2 łyżeczki proszku do pieczenie
2 łyżki dowolnego oleju w postaci ciekłej
Łyżeczka mielonego siemienia lnianego
2 łyżeczki wody
3-10 łyżek mleka roślinnego
1 płaska łyżeczka stewii (lub inny słodzik do smaku)

Wodę wymieszać z siemieniem, poczekać chwilkę, żeby zrobił się "glutek". Wszystkie składniki wymieszać w misce. Ilość mleka  zależy od tego jak dobrze wycisnęliście okarę- ja potrzebowałam około 3 łyżek, ciasto powinno być zbite i nie lepić się do rąk, mniej więcej jak ciasto kruche. Z ciasta uformować donaty lub inny dowolny kształt. Piec w piekarniku rozgrzanym do 190 stopnii przez 10-15 minut. 

Galaretka owocowa:
Pół szklanki dowolnych owoców(ja użyłam czarnych i czerwonych porzeczek)
Pół szklanki lub 3/4 szklanki wody(zależnie od tego jak soczyste owoce wybraliście, konsystencja zmiksowanej całości powinna być taka jaka soku przecierowego, na przykład marchwiowego)
Łyżeczka agaru

Wszystkie składniki zmiksować, zagotować i gotować około 2-3 minut do zgęstnienia.

Polewa czekoladowo-orzechowa:
Pół czekolady gorzkiej
 Łyżka oleju kokosowego
Łyżka masła orzechowego solonego lub około 1,5 łyżki orzeszków ziemnych i szczypta soli

Wszystkie składniki roztopić w kąpieli wodnej. Jeśli używamy orzeszków należy je najpierw zmiksować i doprawić szczyptą soli

Pączki wystudzić, wrzucać do garnuszka z galaretą, obtaczać, przekładać na talerz. Ja pokryłam je podwójną warstwą galaretki, kiedy skończyłam pokrywać pączki jedną warstwą były już całkiem zastygnięte, więc zrobiłam to od razu. Później obtaczałam je w czekoladzie i wstawiłam do lodówki na godzinę, żeby stężały.


Smacznego!

Najlepsze mleko sojowe

Witajcie!
Wiem, że przepisów na mleka sojowe jest mnóstwo, ja też mnóstwo ich wypróbowałam, ale ten, który dzisiaj chce Wam przedstawić jest dla mnie tym jedynym. Mleko, które dzięki niemu otrzymałam było najlepszym mlekiem jakie piłam w życiu. Jest kremowe, słodkie, mimo braku jakiejkolwiek substancji słodzącej, jest kremowe, smakuje praktycznie jak krowia śmietanka tylko nie zawiera tyle tłuszczu oraz co dla mnie najważniejsze- nie czuć w nim ani trochę fasoli, nie jest ani trochę gorzkie. Ten przepis jest dla mnie idealny także dlatego, że nigdy nie wyrzucam okary- pulpy sojowej powstałej po produkcji mleka, a dzięki sposobie przygotowania jej w tym przepisie można z niej zrobić znakomite kotlety, o których "surowość" nie musicie się martwić. U mnie często właśnie to było problemem- okara jest idealna na kotlety, ale samo jej smażenie zazwyczaj sprawiało, że była ugotowana tylko na zewnątrz, a w środku pozostawała surowa. Ten przepis gwarantuje, że okara surowa nie będzie. A wierzcie mi, z okary można zrobić cuda. U mnie będą to kotleciki rybne, kokosowe kuleczki "kurczakowe", które kiedyś uwielbiałam jeść w orientalnym barze, to stanowczo był jeden z niewielu sposobów przygotowania mięsa kiedy jego smak mi nie przeszkadzał. Z okary przygotowałam także pieczone pączki gotowe w 20 minut z polewą czekoladową z masłem orzechowym i owocową galaretą. A wszystko to w zasadzie z odpadków. Z samego mleka zrobiłam bitą śmietanę i kwaśną śmietanę do pierogów. Przepisy będą teraz pojawiać się codziennie lub dwa razy dziennie ze względu na wyzwanie, które podjęłam i na które serdecznie Was zapraszam https://www.facebook.com/events/1700227380221309/ . I tak, to wszystko mieści się w przedziale 7 zł dziennie. 


Składniki:
Soja
Woda

Soję można, ale nie trzeba namaczać, jeśli decydujecie się na namaczanie najpierw przepłukajcie soję pod bieżącą wodą i to zalejcie wieczorem soję wodą i wstawcie do lodówki(tak dla pewności, biorąc pod uwagę sezon grzewczy) na noc. Jeśli nie decydujecie się na namaczanie to po prostu przepłuczcie soję(później mleko może wymagać gotowania), dalej w obu przypadkach postępujemy już tam samo. Soję zalewamy wodą w garnku i gotujemy około 20-30 minut. Następnie soję odcedzamy i pozostawiamy żeby trochę wystygła lub polewamy zimną wodą, żeby ten proces przyspieszyć. Po ostygnięciu przekładamy soję do blendera i zalewamy pitą wodą(czyli przegotowaną albo źródlaną) w proporcjach jedna miarka soi na w sumie 4-5 miarek wody w zależności od tego czy chcecie otrzymać mleko bardziej kremowe, nieco gęstsze czy bardziej podobne go krowiego(wtedy dodajcie 5 miarek wody), ale proponuję zacząć od mniejszej ilości ody i później ewentualnie mleko rozcieńczyć. Miarkę soi należy miksować z 1,5-2 miarek wody od 1 do 2-3 minut, w zależności od blendera, generalnie miksujemy do czasu aż nie będzie dużych kawałków ziarenek, a wszystko stanie się kremowe z malutkimi grudkami. Później mleko należy przecedzić przez gazę mocno odciskając pulpę, która powinna mieć konsystencję jak masa solna albo ciastolina. Ja miksowałam każdą porcję dwukrotnie, to znaczy okarę wrzucałam do blendera i miksowałam jeszcze raz z 1,5-3 miarek wody. Mleko można jeszcze zagotować, ale nie jest to koniecznie, jest dobre od razu.  Jeśli jednak nie moczyliście soi, a mleko ma gorzkawy posmak trzeba je pogotować około 15 minut.

A wieczorem zapraszam Was na ekspresowe, zdrowe pączki pieczone z okary i przepis na domową, sojową bitą śmietanę. Serdecznie zapraszam też do dołączenia do mojego wydarzenia, dzięki któremu razem możemy promować dietę roślinną. 

Smacznego!

wtorek, 12 stycznia 2016

Wegańska Mozzarella w 5 minut + Sos serowy

Witajcie!
Na blogu był już przepis na Mozzarellę, ale to przepis, na który trzeba czekać, a czasem potrzebne jest nam coś na szybko, na już, bo już chce się nam zapiekanek, pizzy, sery gotowe nie wszędzie są dostępne, a do tego są dość drogie(choć nie do końca, bo w zasadzie są w cenie trochę lepszych żółtych, krowich serów). Tak czy siak każdy z nas czasem ma ochotę na ciągnący się, pyszny ser, który dodatkowo możemy zapiec i często to właśnie ser jest tym, za czym najbardziej tęsknimy jedząc wegańsko. 
Dlatego właśnie chcę Wam przedstawić przepis na ekspresową Mozzarellę, taką którą może zrobić każdy, nie potrzeba do tego szczególnych umiejętności kulinarnych, nie trzeba czekać. Ser jest od razu roztopiony, nie tężeje, można go używać na ciepło lub na zimno. Można zapiekać, używać do zapiekanek, pizzy, jako sos do makaronu, generalnie wszędzie tam gdzie potrzebujemy sera, który będzie się ciągnął, będzie kremowy i po prostu pyszny. 


Składniki:
 Szklanka mleka roślinnego(ja używałam sojowego)
2 łyżki mąki z tapioki
Sól
Pieprz
Czosnek
Ewentualnie olej i kilka kropli octu

Jeśli chcemy zrobić tłustszą wersję do blendera wlewamy mleko z kilkoma kroplami octu, miksujemy około minuty, dodajemy olej, miksujemy jeszcze minutę. Następnie dodajemy przyprawy i mąkę, miksujemy tak, żeby nie było grudek(jeśli robimy wersję bez oleju to ten krok pomijamy i miksujemy mleko z mąką i przyprawami). Jeśli chodzi o ilości, ja dodałam wszystkiego po szczypcie i użyłam czosnku granulowanego, bo nie chciałam, żeby w serze były cząstki czosnku, ale jeśli Wam to nie przeszkadza to możecie użyć świeżego. Po zmiksowaniu wszystko przelewamy na patelnię(szybciej zrobi się na patelni, ale możecie zrobić to w garnku) i gotujemy, cały czas mieszając około 5 minut, aż całość zgęstnieje. Generalnie wygląda to tak, że na początku zaczynają tworzyć się grudki, które dzięki mieszaniu po chwili zaczynają tworzyć gładki, ciągnący się ser. 



Jeśli chodzi o zdjęcie powyżej- to moja wersja sosu serowo pomidorowego. Powstała z połączenia Mozzarelli(wersji z olejem) z puszką pomidorów. Przepis jest banalnie prosty- 1,5 porcji Mozzarelli z przepisu powyżej pod koniec gotowania połączyłam z puszką pomidorów, bazylią i suszonymi pomidorami dla podbicia smaku.

Smacznego!

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Ciasto w koktajlu: Delicje pomarańczowe + Projekt "Czy weganizm jest drogi? Czyli weganizm za 7 zł dziennie"

Witajcie!
Dzisiaj chcę przedstawić Wam kolejne ekspresowe ciasto w postaci koktajlu- tym razem padło na delicje. Ja robiłam delicje pomarańczowe, ale tak naprawdę możecie przygotować dowolny smak dodając swoje ulubione owoce, na przykład maliny czy truskawki. 
Osobiście uwielbiam połączenie lekko kwaśnej pomarańczy ze słodko-gorzkim kakao, a najlepiej jeśli do tego wszystkiego jeszcze można wypić kawę. Dlatego połączyłam te rzeczy w koktajlu- u mnie jest właśnie dodatek kawy, ale nie jest to dodatek konieczny, jednak ja taką kawę delicjową uwielbiam!
Chciałabym Was także zaprosić na pewne wydarzenie, projekt- o szczegółach napiszę pod przepisem :)


Składniki:
3/4 szklanki mleka roślinnego
1 pomarańcza
2 łyżeczki kakao
Ewentualnie zaparzona, mocna kawa
Daktyle, syrop daktylowy lub klonowy albo inny słodzik, którego używacie

Pomarańczę obieramy ze skórki, normalnie, tak jakbyśmy chcieli ją zjeść, tylko z zewnętrznej-tej pomarańczowej, wszystkie białe błonki zostawiamy w spokoju, nie potrzeba ich usuwać. Jeśli chcemy użyć kawy to musimy też dać trochę mniej mleka, tak, żeby zmieściło się do szklanki. Wszystkie składniki(pomarańczę także) miksujemy na gładką masę i przelewamy do szklanki. 

Jeśli chodzi o mój projekt, chciałabym pokazać, że weganizm nie jest drogi. Często spotykam się z wątpliwościami "czy mnie na to stać?" ze strony nie tylko mięsożerców, ale także i wegetarian lub początkujących wegan. Wiadomo, że pieniądze są bardzo ważnym czynnikiem jeśli chodzi o wybór diety, bo często jest tak, że to one decydują o tym co jemy. Czasem ciężko kogoś przekonać do swoich racji, bo większość wegan zdaje sobie sprawę, że taka dieta jest mniej więcej na poziomie kosztów diety mięsnej, w lecie jest zdecydowanie tańsza, bo warzywa i owoce w przeciwieństwie do mięsa tanieją. Mimo wszystko weganizm jest kosztowo bardzo porównywalny z dietą mięsną, nawet biorąc pod uwagę suplementy, które najczęściej zażywają weganie. To tyle z teorii, ale jak to ma się do praktyki? Są przeróżne akcje typu zostań wege na 30 dni, ale jak to jest z kosztami? Niektórzy może i by spróbowali, ale... właśnie, pojawia się "ale". Bo co ja mam gotować? Nie wiem jak, nie wiem co, nie wiem od czego zacząć i właśnie, nie mam pieniędzy żeby jeść zdrowo czy wegańsko(nie, to nie są synonimy, wegańska dieta nie jest tym samym co zdrowa dieta, samo niejedzenie mięsa, mleka i innych rzeczy nie czyni z naszej diety zdrowej). Warto by wtedy zapytać czy taką osobę stać na problemy jakie może mieć w związku ze spożywaniem hormonów czy nabiału, który większości ludzi szkodzi, ale zazwyczaj takie argumenty nie są zbyt dobrze przyjmowane. Co więc zrobić żeby przekonać kogoś, że weganizm nie jest ani drogi ani trudny? Zastanawiałam się nad tym i przyszedł mi do głowy pewien pomysł: jakiś czas temu(dawno raczej) głośno było o chłopaku, który podjął wyzwanie przeżycia jednego miesiąca za 30 zł, czyli jak łatwo wyliczyć za złotówkę dziennie. To przypadek ekstremalny, raczej miał mało wspólnego ze zdrowym odżywianiem, ale zainspirował mnie do stworzenia projektu "Weganizm za 7 zł dziennie". Kwota nie jest ekstremalnie niska, bo mamy zimę, warzywa, owoce są droższe, a chciałabym pokazać, że można jeść zdrowo i dobrze, za w zasadzie połowę tego co na diecie mięsnej. Miesięcznie to maksymalnie 210 zł na osobę. Statystyczny Polak wydaje dwa razy tyle na "zwykłą" dietę, więc myślę, że to naprawdę mało, biorąc pod uwagę, że u mnie musi być jeszcze względnie zdrowo. Względnie, bo nie jestem dietetykiem, nie mam wykształcenia związanego z żywieniem, ale to nie znaczy, że będę jeść samą chemię. 
Podsumowując: wyzwanie podejmuje ze mną partner, więc w sumie planujemy w miesiącu wydać 420 zł na jedzenie. Do jedzenia nie wliczają się przyprawy(bo już je mam i ciężko byłoby mi wyliczyć ile kosztowała szczypta czegoś), oczywiście woda, suplementy(każdy kupuje inne, ja nie chce żadnych polecać, każdy też ma inne problemy, więc co innego bierze), prąd, woda z kranu i tym podobne rzeczy. Zakupu już częściowo zrobiliśmy, bo przy okazji tego projektu chcę Wam trochę odpowiedzieć o promocjach, tańszym jedzeniu i planowaniu zakupów. 
Jednak zanim zaczniemy to wyzywanie chciałabym zapytać Was, gdzie najłatwiej byłoby je śledzić? 
Jeśli chodzi o samą formę, planuję wrzucać codziennie zdjęcia i przepisy na to, co będziemy jedli, czyli przynajmniej trzy posiłki dziennie dlatego zastanawiam się pomiędzy Instagramem a Facebookiem, jak myślicie, gdzie Wam byłoby najwygodniej? Chciałabym, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o tym projekcie, bo dzięki temu nie tylko możemy propagować weganizm, ale od razu serwujemy argument, że weganizm nie jest ani drogi ani trudny. 
Dajcie znać co wy o tym myślicie i myślę, że za okoły tydzień powinniśmy zacząć, dlatego już teraz, serdecznie Was zapraszam :)

Smacznego!

piątek, 8 stycznia 2016

Wegański Big VMac

Witajcie!
Skoro mamy już bułki potrzebujemy jeszcze: kotletów, sosu i dodatków i możemy stworzyć swojego własnego Big VMaca! Jest pyszny, bułeczka jest mięciutka, kotlety smakiem i wyglądem przypominają te oryginalne, sałata(u mnie akurat rukola) jest cudownie chrupiąca, cebulka nadaje ostrości, a ogórek i sos wszystko dopełniają.Ciężko tak naprawdę powiedzieć cokolwiek więcej, bo to kultowa kanapka, jest naprawdę smaczna, a dodatkowo dużo zdrowsza, no i oczywiście jak wszystko na blogu, bez krzywdy innych. 
Jeśli chodzi o bardziej etyczny temat kanapki, wiem, że fast food, z którego pochodzi z pewnością nie jest wegański, daleko mu do etycznego postępowania, ale chciałabym Wam wytłumaczyć czemu zrobiłam akurat takiego burgera i czemu wybrałam takie, a nie inne dodatki. Mianowicie, uważam, że w każdym fast foodzie powinno być coś dla wegan(a zatem i dla wegetarian). Dlaczego? Część z osób, które nie jedzą mięsa nigdy nie wejdzie nawet do fast fooda gdzie podawane jest głównie mięso, a wegańskie burgery w takim miejscu to dla nich coś niedopuszczalnego i szanuje takie zdanie, ale sama uważam, że wprowadzenie choć jednej takiej pozycji to krok w dobrą stronę, nie tylko dla nas, ale i dla mięsożerców, bo oni nie są aż tak zamknięci na nowe, bezmięsne smaki jakby się mogło wydawać. Pewnie, są przypadki gdzie mięcho jest najważniejsze w życiu i nie ma opcji, żeby zjeść coś innego, ale znam dużo osób, które zjadły by taką wegańską kanapkę, zamiast mięsnej z wielką chęcią, a co za tym idzie spróbowałyby wegańskiego jedzenia. To trochę takie oswajanie z kuchnią wegańską metodą małych kroczków, bo przecież mięsożercy też czasem jedzą, często nawet nieświadomie, wegańskie czy wegetariańskie posiłki. Poza tym czasem także nas, wegan i wegetarian, spotyka taka sytuacja kiedy jest święto, wszystko zamknięte, jesteśmy na trasie, głodni, pewnie, można wziąć kanapki, ale nie zawsze to wychodzi i wtedy taki fast food byłby jakąś alternatywą. 
Doskonale zdaję sobie sprawę jak wygląda hodowla przemysłowa, zatem taka jaką wykorzystuje się do produkcji mięsa do takich "restauracji", ale nie sprawimy, że to zniknie, nie sądzę, choć bardzo bym chciała, żeby kiedykolwiek doszło do tego, że wszystkie sieci się zamkną, bo nie będzie popytu. Dlatego uważam, że lepiej pokazać, że można inaczej, że na wegańskie kanapki też będzie popyt, bo przecież weganie też jedzą fast foody, raz zdrowsze, raz mniej zdrowe, ale każdemu chyba się to czasem zdarzy, tym bardziej, że może to przekonać także innych do choćby ograniczenia mięsa i pokazania, że weganizm nie jest ani nudny, ani bezbarwny, jest smaczny i powinien być bardziej ogólnodostępny. 



Składniki(na około 3 podwójne hamburgery i 3 normalne):
150 g suchej, czarnej fasoli(można użyć innej, ja użyłam czarnej ze względu na kolor)
1,5 łyżki ciemnego sosu sojowego lub 2-2,5 łyżki jasnego
1,5 łyżeczki pasy miso(można pominąć)
2 łyżeczki tahiny
2-3 łyżki oleju lub oliwy
Pieprz
Drobno posiekana lub zmiksowana mała cebula
Pół szklanki otrębów(ja użyłam owsianych)

Sos:
2-3 łyżki majonezu(lub 150 ml mleka sojowego, 1 łyżeczka octu i 75 ml oleju)
1 łyżka musztardy
1-2 pokrojone drobno ogórki kiszone
1-2 łyżeczki cebuli drobno posiekanej
0,5 łyżeczki papryki słodkiej w proszku
0,5 łyżeczki czosnku granulowanego lub 0,5-1 ząbek drobno posiekanego świeżego
Łyżeczka octu winnego lub jabłkowego
Szczypta cukru
Szczypta soli i pieprzu do smaku

Dodatkowo:
Drobno posiekana cebula
Sałata 
Plasterki ogórka
Ser wegański(ja użyłam Cheddara Vitolife

Bułki, najlepiej domowe, z tego przepisu

Fasolę namoczyć na przynajmniej 12 godzin, później ugotować do miękkości co zajmuje około 40 minut do godziny. Po ugotowaniu można trochę poczekać aż ostygnie, ale nie jest to konieczne. Połowę fasoli musimy zmielić w blenderze, drugą połowę ugnieść, tak, żeby były różne faktury, żeby kotlety nie były takie jednolite. Obie masy fasolowe wymieszać, dodać pozostałe składniki i także wymieszać. Smażyć na patelni na oleju po około 2 minut z każdej strony. jeśli chcemy zrobić kotlety jak z McDonalda najlepiej formować z nich wcześniej okrąg na przykład na talerzu i tak smażyć. 

Sos
Jeśli nie używamy gotowego majonezu to w blenderze miksujemy mleko z octem przez około 1 minutę, dodajemy olej i cukier i miksujemy jeszcze 2-3 minuty. Przelewamy do miseczki i mieszamy z pozostałymi składnikami. Jeśli używamy gotowego majonezu to tylko mieszamy z resztą składników sosu.

Bułki najlepiej, w tak zwanym między czasie, zgrillować, będą wtedy chrupiące z wierzchu i mięciutkie w środku.

Jeśli chodzi o kolejność jak w oryginale to jest tak(od dołu): bułka, sos, cebulka, sałata, ser, kotlet, bułka, sos, cebulka, sałata, ogórek, kotlet, bułka. 



Smacznego!


Idealne bułki do hamburgerów

Witajcie!
Postanowiłam zrobić wegańską wersję kanapki Big Mac, ale czym jest hamburger bez dobrego pieczywa? Musi być miękkie, nie może mieć chrupiącej skórki, która jest oczywiście niesamowita, ale niekoniecznie w przypadku hamburgera. Najpierw wybrałam się więc do sklepu w poszukiwaniu gotowców, ale skład przestałam czytać po napotkaniu w nim "środków do przetwarzania mąki". Niestety, jak zresztą można się było spodziewać, podobne świństwa były we wszystkich bułkach do hamburgerów. Po powrocie do domu i upewnieniu się, że mam wszystkie składniki zaczęłam więc tworzyć swoją wersję. Od razu chcę Was uprzedzić, że ja trochę oszukiwałam, stwierdziłam, że skoro już mam robić domowe to zrobię i zdrowsze, więc moje bułki nie są pszenne, ale pszenno-żytnie, ale bez obaw, wciąż są bielutkie i totalnie nie czuć, że jest w nich inną mąka(to tak jakbyście mieli w domu kogoś kto akceptuje tylko i wyłącznie białe pieczywo). Przepis zatem jest mojego autorstwa, szperałam wcześniej w czeluściach Internetu, ale wszędzie była tylko mąka pszenna albo jajka, więc rzeczy, których chciałam tutaj uniknąć. 
Moje bułki są w pierścieniach z folii aluminiowej, bo chciałam z nich zrobić Big Macki, ale to nie jest konieczne. Zrobiłam to po to, żeby bułki urosły mi w górę, żeby spokojnie dało się je przekroić na trzy części, ale oprócz tego piekłam też zwykłą bułkę i ona też wyszła super, więc nie musicie robić takich wysokich, normalne też wyjdą :)


Składniki:
100 ml lekko ciepłej wody(mniej więcej w temperaturze ciała)
20 dkg świeżych drożdży(czyli 1/5 kostki, nie musi być idealnie tyle) lub 1,5 torebki (około 12 g) suchych
100-130 g mąki pszennej
150 g mąki żytniej(można użyć pszennej)
Łyżka cukru
2 łyżki oliwy
Pół lub jedna łyżeczka soli
Woda z jednej puszki fasoli lub ciecierzycy
2 łyżki syropu klonowego wymieszanego z 2 łyżkami wody
Sezam lub inne ziarno do posypania

Drożdże rozpuszczamy w wodzie, dodajemy cukier i 2-3 łyżki mąki, odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce- w tym czasie powinny się pojawić bąbelki lub piana, jeśli się tak nie dzieje oznacza to, że nasze drożdże są martwe i nic z tego nie wyjdzie, więc lepiej zacząć od nowa. Jeśli nasze drożdże "ruszyły" możemy do nich dodać oliwę, wodę z fasoli, sól, pozostałą część mąki i wyrabiać około 10-15 minut, aż ciasto będzie gładkie i sprężyste. Powinno lepić nam się do rąk, co niestety utrudnia trochę zagniatanie, ale jeśli macie mikser z hakiem spokojnie możecie go użyć, bo właśnie w tej "lepkości" tkwi cały sekret, dzięki temu skórka nie staje się chrupiąca, ale pozostaje miękka, więc nie dodawajcie więcej mąki i jeśli miksera nie posiadacie najlepiej ciasto wyrabiać w misce, bo z blatu trudniej nam będzie później je zeskrobać. Po wyrobieniu ciasto odstawić na około godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie, jeśli chcecie piec wysokie bułki, możecie zrobić ringi- wystarczy uciąć kawałek odpowiedniej długości- zależy jaką średnicę bułek chcecie, ja używałam małej miseczki, zaznaczałam sobie miejsce, turlałam ją po foli tak, żeby zrobić pełny obrót i ucinałam z zapasem, po czym zwijałam wzdłuż dłuższego boku i formowałam kółko na miseczce. Żeby się trzymało można użyć zszywacza albo jeden koniec folii włożyć w drugi. 
Po godzinie nastawić piekarnik na 220 stopni Celsjusza i podzielić ciasto na 3-5 bułek(zależy jakiej wielkości chcecie, żeby były, ja zrobiłam 3 naprawdę spore bułki i jedną mniejszą) i zostawić na 15 minut. Po tym czasie należy bułeczki jeszcze chwilę pougniatać i  włożyć do ringów i ułożyć na blasze wyłożonej papierem(lub zrobić to samo bez ringów). Zostawić na jeszcze 10 minut lub do czasu aż piekarnik się nagrzeje. Piec około 6-12 minut. Kroić dopiero jak ostygną.

Smacznego!


czwartek, 7 stycznia 2016

Masło wegańskie

Witajcie!
Do robienia masła wegańskiego miałam już trzy podejścia: pierwsze dwa zakończyły się porażką, choć "masło" i tak dało się zjeść. Jednak konsystencja nie była zadowalająca- albo się rozwarstwiało albo były grudki. Dlaczego tak się działo i dlaczego było to takie trudne skoro w Internecie już są przepisy jak uzyskać kremowe, pyszne masełko? Bo uparłam się, że zrobię je bez lecytyny sojowej- chciałam, żeby masło mógł zrobić każdy z produktów, które ma w domu, bez konieczności zamawiania specjalnie jakiś specyfików. I udało się- zrobiłam domowe, wegańskie masło, bez oleju palmowego, nie wydałam przy tym nawet zbyt dużo pieniędzy, zwłaszcza w porównaniu z gotowymi masłami wegańskimi, które można kupić. Masło jest wspaniałe, kremowe, maślane, można dodawać do niego przypraw, mrozić i smarować nim pieczywo- ma tylko jedną wadę: nie nadaje się do smażenia i pieczenia, ale wciąż można go używać na ciepło, na przykład dodać pod koniec do tofucznicy, żeby uzyskać efekt smażenia na maśle albo do pieczywa czosnkowego, które zapiekamy w piekarniku. Wtedy pięknie się rozpuszcza i wciąż dobrze smakuje. Niestety to właśnie przez brak lecytyny masło podczas bezpośredniego kontaktu ze źródłem ciepła się rozwarstwia i nie nadaje się do takiego używania. Postanowiłam mimo wszystko zamówić lecytynę i spróbować masła z lecytyną, a efekty przedstawie Wam na blogu i dam znać czy warto kupować takie rzeczy.
Niemniej jednak masło jest pyszne, zwłaszcza jeśli dodamy czosnku. Jest idealne na kanapkę, kremowe, miękkie. Nie twardnieje tak bardzo jak normalne masło, więc jest zawsze gotowe do użycia. Można je mrozić, więc można zrobić więcej i potem tylko wyciągać na kilka godzin przed użyciem i wstawiać do lodówki. Ja zamroziłam też kilka kosteczek w foremce do lodu czy tam czekoladek- będą idealna do tofucznicy, tego nie trzeba nawet rozmrażać tylko położyć na porcji gorącej tofucznicy i poczekać aż się rozpuści. Po rozmrożeniu masło może być trochę grudkowate, ze względu na zamarzniętą i później rozpuszczoną wodę, ale wystarczy je wymieszać albo rozsmarować na pieczywie i grudki znikają, więc nie ma powodu się tym martwić. 
Tak czy siak, choć masło nie jest idealne to wciąż jest do zrobienia tylko z użyciem rzeczy, które macie w kuchni. Jest zdrowe, smaczne, kremowe, bez chemii, oleju palmowego i polepszaczy. 





Składniki(na mniej więcej 1,5 standardowej kostki):
150 ml mleka sojowego
150 ml oleju(rzepakowego, słonecznikowego, oliwy z oliwek lub innego, poza kokosowym)
150 ml rozpuszczonego oleju kokosowego(około 8-10 łyżek w postaci stałej)
Łyżeczka soku z cytryny
Pół łyżeczki kurkumy
Łyżeczka lub więcej soli
Ewentualnie czosnek, cebula, koperek, ulubione zioła, przyprawy


Mleko i sok z cytryny wlać do miksera i miksować około 1-2 minut. Po tym czasie dodać resztę składników i miksować około 1 minuty. Gotowy produkt powinien mieć konsystencję miękkiego masła. Można przełożyć go do mniejszych foremek i zamrozić(ja wykorzystałam foremki do lodu i pojemnik po Skvarkovej), a jeśli nie chcemy mrozić to możemy przechowywać nasze masło w lodówce na pewno do 7-10 dni- czy dłużej nie wiem, bo zużywałam szybciej. 

A jutro zapraszam Was szczególnie serdecznie- będzie coś ekstra! Przy okazji to dość kontrowersyjne, bo znowu to odpowiednik czegoś mięsnego, tym razem wybitnie mięsnego i niezdrowego, w wersji w zasadzie zdrowej i dużo lepszej niż oryginał.  


Smacznego!