poniedziałek, 29 lutego 2016

Wegańskie "przegrzebki"

Witajcie!
Przegrzebki to coś co przewija się w praktycznie każdym programie kulinarnym. Nie będą jeszcze weganką próbowałam ich, ale to stanowczo nie moja bajka. Nigdy nie lubiłam owoców morza, ich słodki posmak bardzo mi przeszkadzał, ale za to mój partner bardzo je lubił i to jedna z rzeczy, za którymi tęskni. Kiedy zobaczyłam przepis, wiedziałam więc, że koniecznie muszę go wypróbować. Oryginalny przepis pochodzi stąd. Jednak po zrobieniu wszystkiego tak jak w przepisie nie smakowało to zbyt dobrze, więc znacznie go zmieniłam. Przede wszystkim pominęłam sos octowy, bo niestety, ale on zepsuł totalnie smak "przegrzebków". Dodałam też trochę cukru, żeby uzyskać ten charakterystyczny posmak owoców morza. Efekt przerósł moje oczekiwania, bo całość smakowała praktycznie DOKŁADNIE jak oryginał. To aż przerażające, że taki smak udało się uzyskać z... grzybów. No właśnie, cały sukces przepisu to grzyby. Nie są to takie całkiem zwykłe grzyby, które spotkamy w każdym markecie, a szkoda, bo mają niesamowity potencjał. Mowa o boczniakach królewskich. Ja swoje kupiłam w Makro w Opolu(powinny więc być raczej w każdym). Po obróbce termicznej struktura grzybów staje się identyczna jak oryginalnych przegrzebków, taka mięsno-rybna, delikatną. Jeśli lubiliście owoce morza koniecznie spróbujcie! To też stanowczo przepis, którym możecie zrobić wrażenie na bliskich i pokazać, że weganizm naprawdę nie wiąże się z żadnymi wyrzeczeniami.

Jak widać na zdjęciu, boczniak królewski ma bardzo grube nogi. Kupując, najlepiej wybierać takie, których nogi są w miarę równe, ułatwi to przygotowanie tego dania.

Składniki:
Boczniaki królewskie (ja użyłam 3 sztuk, takich jak na zdjęciu)
1/3-1/2 kieliszka wina białego
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki estragonu
2/3 łyżeczki wędzonej papryki
1/2 łyżeczki cukru
Szczypta soli
Szczypta pieprzu
Olej
Chleb
Rukola(może być także szpinak, jarmuż, sałata)
Olej  
Ewentualnie trochę chilli
Boczniaki opłukać pod bieżącą wodą, odkroić kapelusze. Łodygę pokroić na plastry o wysokości około 2 centymetrów. W misce wymieszać około 3-4 łyżki oleju lub oliwy, paprykę, estragon i cukier. Obtoczyć "przegrzebki" w oleju, można zostawić na kilka minut lub od razu smażyć. Na patelnię wlać troszkę oleju lub oliwy, ułożyć pionowo nasze grzybowe kawałki, smażyć aż będą złote(około 5-7 minut). Zalać winem, poczekać aż prawie całe odparuje, obrócić "przegrzebki", na patelnie wrzucić bardzo drobno posiekany ząbek czosnku i ewentualnie chilli, posypać solą, pieprzem i smażyć z drugiej strony do uzyskania złotego koloru. W tym czasie pokroić chleb na grube kromki, posmarować przeciętym na pół czosnkiem i resztą oleju lub oliwy, smażyć z obu stron aż będą chrupiące. Grzankę ułożyć na talerzu, bezpośrednio na niej położyć sałatę i na górę "przegrzebki". Podawać ciepłe, najlepiej z winem :)


Smacznego!

poniedziałek, 22 lutego 2016

Wegańska kremówka wiedeńska lub tort kremówkowy

Witajcie!
Lubicie kremówki? Ja uwielbiam, jednak przechodząc na dietę wegańską musiałam(chciałam w zasadzie) z nich zrezygnować, bo w Opolu nie ma żadnego miejsca, które by takie wegańskie ciasta robiło. Myślałam, że zrobienie takiej domowej jest bardzo czaso- i pracochłonne, trudne i w ogóle, tyyyyyle kalorii. Och, jak bardzo się myliłam! :) Wykonanie takich kremówek lub tortu lub torcików zajmuje naprawdę mało czasu, jest proste i uwierzcie, że każdy sobie z tym poradzi. Jedna z mas to "tradycyjna" bita śmietana kokosowa, a druga to waniliowy pudding z kaszy jaglanej! Właśnie to sprawia, że moja propozycja jest choć trochę zdrowsza niż klasyczna wersja. Dodatku kaszy w ogóle nie czuć, smakuje jak normalna, budyniowa masa, ale oprócz mniejszej ilości kalorii i lepszych wartości odżywczych masa z kaszy ma jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę- nie rozpływa się. Przy wegańskich kremach właśnie to jest niekiedy problemem, bo nie są tak zbite, trzeba je czymś zagęścić, czasem się nie udaje, a tutaj? Nie ma takiego problemu! Dlatego właśnie można tę kremówkę wykorzystać do zrobienia tortu lub mini torcików. Można dodać owoce pomiędzy masy lub na wierzch. Wspaniale będą komponować się truskawki, maliny, jeżyny, marakuja, granat, borówki, jagody lub wedle uznania.



Składniki:
Ciasto francuskie
Kasza jaglana
Mleko waniliowe (zwróćcie uwagę, żeby nie było w nim tony białego cukru)
Mleczko kokosowe
Cukier puder
Ewentualnie ekstrakt waniliowy

Z ciasta francuskiego wyciąć dowolny kształt- w moim przypadku były to koła o średnicy około 10-13 cm. Piec według wskazówek na opakowaniu. W moim przypadku było to 15 minut w 180 stopniach. Próbowałam ciasto nakłuwać i nie nakłuwać, ale ciasto wyrosło dokładnie tak samo. Blaty z ciasta francuskiego pozostawić do wystygnięcia.

Kaszę wypłukać, przelać wrzątkiem i ugotować w mleku waniliowym. Po ostygnięciu ewentualnie dosłodzić i zmiksować na gładką masę. 

Mleczko kokosowe należy najpierw schłodzić tak, aby gęsta, stała część oddzieliła się od wody. Następnie białą część wybieramy łyżką tak, żeby nie wybrać też wody, bo wtedy mleko się nie ubije. Ubijamy jak zwykłą śmietanę, czyli do pożądanej konsystencji. Można dosłodzić do smaku.

Cukier puder zrobiłam miksując w blenderze do smoohtie brązowy cukier. 

Na talerzu ułożyć dolny blat, pokryć go masą jaglaną, później śmietaną kokosową, nałożyć na to górny blat, lekko docisnąć. Wierzch posypać cukrem pudrem. Do środka można włożyć owoce, wtedy będzie to jeszcze bardziej jak tort. 
Jeśli chodzi o proporcje- ja na dwa takie "torciki" użyłam 3/4 szklanki kaszy jaglanej i połowy puszki mleka kokosowe, a jeden torcik to mniej więcej tyle, co 1,5 standardowej kremówki. Choć tak naprawdę ilość obu kremów także zależy od Waszego uznania. Na jedną kremówkę przypadnie mniej więcej 1/4 szklanki kaszy jaglanej i mniej niż 1/4 puszki mleczka kokosowego. Wszystko można pomnożyć lub pójść za moim przykładem i zrobić takie mini torciki.
Ciasto najlepiej smakuje po nocy w lodówce.
 
Jakie są Wasze ulubione ciasta? Jaki najbardziej Wam brakuje?

Smacznego!

niedziela, 21 lutego 2016

Wegańskie kluski leniwe (cynamonki)

Witajcie!
Mówiłam już, że kocham cynamon? Jeśli bym mogła dodawałabym go do wszystkiego, od kawy i owsianki po dnia wytrawne. Uwielbiam jego smak i jak na prawdziwego miłośnika cynamonu przystało uwielbiam także pyszne, cieplutkie cynamonowe bułeczki! Jednak czasami robienie ich, czekanie aż ciasto wyrośnie jest mimo wszystko trochę zbyt pracochłonne. Wtedy z pomocą przychodzą... Leniwe! Te kluseczki zajmują w moim miejscu szczególne miejsce, bo nierozłącznie kojarzą mi się z przedszkolnym obiadem... Były wtedy podawane ze smażoną bułką tartą i marchewką i to połączenie smaku sera i marchewki właśnie tak uwielbiam. Jeśli jeszcze tego nie próbowaliście to koniecznie musicie! 
Kluseczki są miękkie, bardzo serowe(to za sprawą tego, że nie chciało mi się ich gotować i zostawiłam je na noc w chłodnym miejscu, ale nie w lodówce, tofu nie skwaśniało, ale smaki lepiej się połączyły i smakowały dokładnie tak, jak biały ser), a do tego nie są z ziemniaków(które lubię i są bardzo zdrowe, ale szczerze powiedziawszy bardziej odpowiadają mi w wersji wytrawnej), tylko z kaszy jaglanej. Nadzienie za sprawą oleju kokosowego po przekrojeniu wylewa się i tworzy bardzo smaczny sos. Całość połączona z marchewką smakuje jak cynamonowo-marchewkowe bułeczko-kluseczki. Taka wegańska hybryda kilka ulubionych smaków!
Przepis na leniwe można także wykorzystać bez cynamonu, jako normalne, najzwyklejsze leniwe, należy wtedy po prostu pominąć nadzienie.

 
 Składniki(na kluski):
 1,5 kubka ugotowanej kaszy jaglanej
100 g tofu
Sok z jednej cytryny lub kwasek cytrynowy do smaku
2/3 szklanki mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki mąki pszennej (lub gryczanej)
1/3 szklanki mąki orkiszowej(można dać tylko pszenną lub tylko grycznaną)

Kaszę i tofu zmiksować na gładko i powoli dosypywać mąk. U mnie wymagało to nieco większej ilości każdej z mąk ponieważ mój blender nie radzi sobie z takimi bardziej stałymi produktami, więc musiałam dodać około 1/2 szklanki wody, ale jeśli Wasz blender jest lepszy bez problemu poradzi sobie z miksowaniem kaszy. Ciasto powinno mieć konsystencję ciepłej plasteliny, czyli może się trochę kleić, ale powinno dać się je bez problemu formować. Jeśli tak nie jest najlepiej dodawać mąką ziemniaczaną i pszenną w proporcji 1:1, czyli na przykład jedna łyżka mąki ziemniaczanej i jedna pszennej. Jeśli chcemy zrobić normalne leniwe ciasto wystarczy uformować w wałek, pokroić i ugotować(wrzucać do wrzątku i gotować około 3-5 minut po wypłynięciu od czasu do czasu mieszając, żeby nic nie przywarło; jeśli macie trudności z uformowaniem wałka, najlepiej posypać blat mąką). Kluski można też zostawić na kilka godzin, żeby smaki się "przegryzły", wtedy smak twarogu będzie bardziej wyczuwalny. 

Składniki na nadzienie:
2 łyżki oleju kokosowego
2 łyżki cukru (użyłam kokosowego)
2 łyżeczki cynamonu (lub do smaku)

Olej kokosowy rozpuścić, wymieszać z cukrem i cynamonem. Połowę lub 1/3 ciasta na kluski rozwałkować lub rozpłaszczyć(nie musi być równo) na prostokąt lub kwadrat o grubości mniej więcej 1 centymetra. Ciasto posmarować masą cynamonową, zwinąć w rulon tak jak bułeczki cynamonowe i pociąć na plastry grubości mniej więcej 2-3 cm. Brzegi, tam gdzie kroiliśmy i gdzie kluski się stykały zlepić tak, żeby nadzienie nie wypłynęło(najlepiej łącząc górną krawędź z dolną). Takie kluski też można zostawić na kilka godzin, żeby nabrały bardziej twarogowego smaku lub wrzucić do wrzątku i gotować 3-5 minut od wypłynięcia, od czasu do czasu mieszając, żeby nic się nie przykleiło. 

Moja propozycja podania to zrumieniona na oleju bułka tarta z cynamonem, starta marchewka i rodzynki. 



Smacznego!





czwartek, 18 lutego 2016

Wegańskie/wegetariańskie "mięso" mielone i najlepszy sos boloński

Witajcie!
Lubicie makaron? Ja wręcz uwielbiam! Jednak oczywiście jak w większości potraw zanim przeszłam na weganizm przeszkadzał mi w makaronach wszelkiej maści smak mięsa, ale z drugiej strony bez mięsa to już nie to... Wtedy znalazłam granulat sojowy! Swój pierwszy kupiłam przez Internet, później po naprawdę długich poszukiwaniach znalazłam stacjonarnie, ale do tej pory zastanawiam się czemu to takie ciężkie... Granulat jest świetnym produktem, ale przygotowany tak, jak na opakowaniu niestety nie ma zbyt wiele smaku. Po próbie przygotowania go zgodnie z instrukcją i porażce znalazłam swój sposób, który dla mnie jest idealny i tak przygotowany produkt wygląda i smakuje jak mięso mielone, a w zasadzie lepiej! A wykonanie nie zajmuje zbyt wiele czasu, a już na pewno nie wymaga prawie żadnego nakładu pracy. Z takiego "mięsa" można zrobić kotlety mielone(wystarczy dodać "jajko", czyli zastępnik jajka i odrobinkę bułki lub na przykład ugotowaną, zmiksowaną kaszę), użyć do zapiekanki albo do sosu bolońskiego. Można go używać w zasadzie wszędzie tam, gdzie powinno być prawdziwe mięso. 


Składniki:
Granulat sojowy
Bulion warzywny domowy lub w kostce
Sos sojowy lub pasta miso
Cebula suszona lub drobno posiekana świeża
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki papryki (można użyć wędzonej)
 Ulubione zioła(może to być na przykład mieszanka do drobiu lub bazylia, oregano, pietruszka)
Pieprz
Ewentualnie inne ulubione przyprawy

Granulat sojowy wymieszać z przyprawami, podsmażać przez 2-3 minuty na patelni z minimalną ilością oleju, później zalać bulionem tak, żeby płyn był mniej więcej 1 cm ponad granulatem. Zdjąć z źródła ciepła, odstawić na 15 minut. Jeśli granulat będzie wciąż twardy dolać trochę wody lub bulionu i odstawić jeszcze na chwilkę. Później granulat nadaj się do dalszej obróbki.


Składniki na sos boloński:
Granulat sojowy przygotowany według instrukcji powyżej(ja zazwyczaj używam połowy opakowania na porcję dla dwóch osób)
1 mała, drobno pokrojona cebula
1 posiekany ząbek czosnku
1 marchewka
1 łodyga selera naciowego
1 puszka pomidorów
1 szklanka passaty pomidorowej(lub według uznania)
Sól
Pieprz
1 łyżeczka oregano
Ewentualnie 1 kieliszek wina białego i oliwa

Na oliwie lub oleju szklimy cebulę, dodajemy czosnek, marchewkę(startą na grubych oczkach lub drobno pokrojoną), pokrojony seler, wrzucamy granulat i smażymy kilka minut aż ewentualna woda z granulatu odparuje. Wlać wino i gotować około 15 minut, następnie dodać pomidory i passatę, gotować około 20 minut lub do uzyskania pożądanej konsystencji sosu. Podawać z makaronem lub kaszą. Najlepiej smakuje posypane obficie wegezanem.

Smacznego!


poniedziałek, 15 lutego 2016

Wegezan, czyli wegański parmezan, najtańszy i najlepszy

Witajcie!
Ostatnio oglądając Kuchnię+ natknęłam się na program Jamiego Olivera. Bardzo go lubię, jego przepisy, sposób podawania dań, kiedyś bardzo chciałabym spróbować jednego z nich. Właśnie w tym programie Jamie robiła zapiekankę, którą posypywał zamiast Parmezanem czerstwym, zmielonym pieczywem. Wtedy pomyślałam sobie o wegańskim Parmezanie, którego już próbowała, który był zrobiony z orzechów, soli i płatków drożdżowym i... dlaczego by nie zastąpić stosunkowo drogich orzechów czymś tańszym, jak właśnie czerstwe pieczywo? Jak pomyślałam, tak też zrobiłam i efekt jest genialny! Dawno nie jadłam żadnego sera w typie Parmezanu, ale ten chlebowy odpowiednik to cudo! Jest serowy, lekko słony, idealny. Będzie pasował zarówno do posypania makaronu jak i do zapiekanki. Dobrze też smakuje wyjadany łyżeczką z miseczki :) Swoją rolę spełni też jako dodatek do panierki lub sama panierka. 


Składniki:
Bułka tarta lub czerstwe pieczywo
Sól
Płatki drożdżowe

Jeśli używamy bułki tartej składniki należy tylko wymieszać. Jeśli używamy pieczywa należy je najpierw zmielić, a później doprawić. Ja używałam bułek, które natarłam oliwą i wysuszyłam w piekarniku, ale szczerze powiedziawszy nie miało to wpływu na smak i tak samo dobrze smakował ten wegezan zrobiony z bułki tartej. Jeśli chodzi o proporcję, ja dałam około 3/4 szklanki okruszków(bułki tartej), 3 łyżki płatków drożdżowych i pół łyżeczki soli, ale to tak naprawdę zależy od Was, ile przypraw dodacie. 

Smacznego!

Wegańska Mozzarella 2

Witajcie!
To już trzeci przepis na Mozzarellę na blogu, ten jest czymś pomiędzy szybką Mozzarellą w 5 minut , a tą zwykłą, w kulkach, która jednak wymaga czekania. Wykonuje się są w zasadzie praktycznie identycznie jak Cheddar, tylko przyprawy są nieco inne. Oryginalny przepis zawiera karagen, dlatego mój jest zmodyfikowany. Sama Mozzarellą jest bardziej kremowa, ma konsystencję serka topionego, ale spokojnie można ją zamrozić i zetrzeć na tarce na pizzę czy zapiekankę. Ja używałam jej właśnie w taki sposób i wyszło super! Ser bez problemu się rozpuszcza, można go też używać na zimno na kanapki krojąc w plasterki lub rozsmarowywując. 


Składniki:
1/4 filiżanki namoczonych orzechów nerkowca
Woda z jednej puszki fasoli
2 łyżki płatków drożdżowych
Pół ząbka lub pół łyżeczki czosnku lub czosnku w proszku(ja dodałam łyżeczkę, bo lubię czosnek i w moim serze był on wyczuwalny, jeśli tego nie lubicie dajcie mniej)
1 łyżeczka suszonej lub granulowanej cebuli
Sól
Pieprz(najlepiej biały)
 3 łyżeczki mąki z tapioki
Sok z połowy cytryny
3-8 łyżek tłuszczu(ja dodałam oliwy z oliwek)
Ewentualnie 2-3 łyżeczki agaru, ale wtedy należy pominąć sok z cytryny
Orzechy miksujemy z wodą z fasoli ewentualnie dolewając trochę zwykłej wody, tak, żeby blender sobie poradził i żeby powstała gładka masa. Autor oryginalnego przepisu przecedzał, ale ja uznałam, że nie jest mi to potrzebne do szczęścia, więc tego nie zrobiła. Po zmiksowaniu dodajemy pozostałe składniki i miksujemy znowu na gładko. Następnie całość przelewamy na patelnię i cały czas mieszając doprowadzamy do wrzenia i gotujemy około 3-5 minut aż zgęstnieje i utworzy się kulka, która będzie swobodnie odchodzić od brzegów. Kulkę przekładamy do naczynia, które będzie naszą formą, chłodzimy i wkładamy do lodówki na godzinę. U mnie jednak nie było to konieczne i masa się zsiadła bez lodówki.
Smacznego!

Wegański ser Cheddar

Witajcie!
Niedawno przeglądając czeluści Internetu natrafiłam na ten przepis. Wydawał się bajką, jednak u nas karagen nie jest wcale tak łatwo dostępny. Czym właściwie różni się karagen od agaru? Obywa specyfiki to naturalne substancje żelujące, z tą różnicą, że agar niezbyt dobrze żeluje w środowisku kwaśnym, czyli jeśli dodamy kwasu mlekowego lub soku z cytryny to konsystencja będzie bardziej żelowa niż galaretowata. Oczywiście karagen można kupić w Inetrnecie lub pewnie też gdzie nigdzie stacjonarnie, ale ja go nie znalazłam, nie chciałam też póki co zamawiać, bo to też by zwiększyło koszty jest wytworzenia. Pomyślałam też, że pewnie podobnie pomyślelibyście Wy, moim czytelnicy, i mogłoby Was to powstrzymać przed zrobieniem tej wspaniałości. Tak, ser jest cudowny! Przez brak karagenu jest może nieco bardziej jak serek topiony, ale wciąż świetnie nadaje się do pizzy, na zapiekanki lub po prostu do jedzenia na zimno. Powiedziałabym, że na kanapce, ale... Jak spróbujecie to zrozumiecie, że do kanapek może nie dotrać, bo przecież przed położeniem go na kromkę chleba trzeba koniecznie spróbować czy jest dobry, a wtedy istnieje spore ryzyko, że na kanapki już nie wystarczy, bo jest naprawdę pyszny!


Składniki:
1/4 filiżanki namoczonych orzechów nerkowca
Woda z jednej puszki fasoli
2 łyżki płatków drożdżowych
1,5-2 łyżeczek słodkiej papryki wędzonej
1 płaska łyżeczka kurkumy
1,5 łyżeczki pomidorów w proszku lub 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
Pół ząbka lub pół łyżeczki czosnku lub czosnku w proszku
1 łyżeczka suszonej lub granulowanej cebuli
Sól
Pieprz
 3 łyżeczki mąki z tapioki
Sok z połowy cytryny
3-8 łyżek tłuszczu(ja dodałam oliwy z oliwek)
Ewentualnie 2-3 łyżeczki agaru, ale wtedy należy pominąć sok z cytryny

Orzechy miksujemy z wodą z fasoli ewentualnie dolewając trochę zwykłej wody, tak, żeby blender sobie poradził i żeby powstała gładka masa. Autor oryginalnego przepisu przecedzał, ale ja uznałam, że nie jest mi to potrzebne do szczęścia, więc tego nie zrobiła. Po zmiksowaniu dodajemy pozostałe składniki i miksujemy znowu na gładko. Następnie całość przelewamy na patelnię i cały czas mieszając doprowadzamy do wrzenia i gotujemy około 3-5 minut aż zgęstnieje i utworzy się kulka, która będzie swobodnie odchodzić od brzegów. Kulkę przekładamy do naczynia, które będzie naszą formą, chłodzimy i wkładamy do lodówki na godzinę. U mnie jednak nie było to konieczne i masa się zsiadła bez lodówki. 

Smacznego!

piątek, 12 lutego 2016

Wegańskie maseczki, oczyszczanie twarzy i malinowe, gładkie usta

Witajcie!
Dziś już drugi z serii wpisów o wegańskich, domowych kosmetykach. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić sposób między innymi na odświeżoną, napiętą skórę twarzy, piękne, lśniące włosy, dobrze oczyszczoną cerę oraz większe, gładkie usta. Chcę pokazać też, że domowe kosmetyki są tak naprawdę bardzo proste do wykonania, a ich działanie jest dużo, dużo lepsze niż tych sklepowych. No i wiemy dokładnie co nakładamy na swoją skórę, na włosy. 

Pierwszym, dość obszernym tematem są maseczki. Jest ich naprawdę wiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że maseczki możemy nakładać na twarz, dłonie, stopy, włosy...
Dziś chciałabym przedstawić Wam dwie maseczki: jedną do twarzy i jedną do włosów.  
Obie maseczki są bardzo łatwe i dają natychmiastowe, bardzo satysfakcjonujące rezultaty! 
Maseczka do twarzy to w zasadzie spirulina i woda różana. Aby ją wykonać na talerzyk wysypuję około 1-1,5 łyżeczki spiruliny i po kropelce dodaję wodę różaną, do momentu aż uzyskam konsystencję pasty. Maseczkę należy nałożyć na twarz, szyję i dekolt i zmyć po około 20 minutach. Efekt jaki daje to gładka, napięta, nawilżona skóra. Będzie idealna do każdej cery, ale najbardziej spektakularny efekt daje na cerze dojrzałej. 
Drugą maseczką jest maseczka do włosów. Przepis pochodzi z tego bloga, a efekty są naprawdę bardzo dobre! Włosy robią się proste, lśniące, wydają się gęstsze, w taki sposób można zużyć też odżywkę czy maskę, która samodzielnie się nie sprawdza.

Kolejny kosmetyk to pasta migdałowa do twarzy z tego filmiku, czyli domowa wersja kultowego produktu z Lush'a. Ja swoją zrobiłam z "odpadków" po mleku migdałowym i oliwy z oliwek. Jakie efekty daje? Wspaniale oczyszcza, sprawia, że pory są mniej widoczne. To najlepszy kosmetyk do oczyszczania twarzy jakiego używałam :)


Ostatni kosmetyk to malinowy, cukrowy peeling do ust, który dodatkowo może sprawić, że usta będą pełniejsze. To również domowa wersja kosmetyku Lush'a, który jednak niestety trochę przeraża ceną. Jeśli chodzi o jego wykonanie- użyłam mniej wiece 1,5 łyżki cukru, troszkę syropu malinowego, trochę rozpuszczonego oleju kokosowego. Generalnie powinno to mieć konsystencję takiej gęstej pasty. Peeling nakładamy na usta, czekamy około minuty i pasujemy je przesz 1-2 minuty. Później możemy kosmetyk albo zjeść albo spłukać. Aby otrzymać efekt pełniejszych i bardziej czerwonych ust do peelingu należy dodać małą szczyptę chilli. Można go też przygotować w mniejszej porcji, takiej na raz, ale większa ilość świetnie nadaj się na prezent!



środa, 10 lutego 2016

Wegański wosk do brody, balsam do brody oraz kawowe żelki do mycia twarzy

Witajcie!
To pierwszy post tutaj tego typu, chcę zobaczyć jak to się przyjmie, bo oprócz gotowania kosmetyki naturalne i ich samodzielne wykonywanie są moją ogromną pasją. Oprócz tego takie kosmetyki są tańsze i lepsze, pod względem działania, składu, a przy okazji możemy personalizować ich zapach, a także składniki dopasowując je do swoich preferencji. 


Na pierwszy ogień pójdzie wosk do brody lub wąsów dla Panów. Broda czy wąsy pokryte takim woskiem są dużo miększe, błyszczące, ślicznie pachną, są bardziej nawilżone i łatwiejsze do ułożenia, ale także są chronione przed zewnętrzynmi czynnikami, które mogłyby włosy uszkodzić. Również skóra jest bardziej nawilżona i zdrowsza, a co za tym idzie broda i wąsy rosą lepiej. Wykonanie wosku jest dziecinne proste!
Składniki:
2 części wosku(ja użyłam kandelilii, który można bez problemu kupić w internecie)
1 część wybranych olejów( ja użyłam 1/3 oleju kokosowego, 1/3 oleju rycynowego i 1/3 oleju ze słodkich migdałów, ale można użyć dowolnych olejów na przykład oleju arganowego, jojoba, konopnego, oliwy z oliwek, w lecie używam również oleju z pestek malin, bo zawiera on filtr, ale praktycznie można użyć dowolnego oleju, który akurat mamy pod ręką)
1/2 miarki wazeliny lub parafiny
Kilka kropelek olejku eterycznego(zwróćcie uwagę, żeby to był prawdziwy olejek, taki, który można stosować na skórze)
Ewentualnie masło shea, kakaowe lub inne(nie, zwykłe masło do smarowania chleba się nie nadaje:))

Wszystkie składniki poza olejkiem eterycznym rozpuścić w kąpieli wodnej(na przykład miskę ustawić na garnku z gotującą się wodą, w taki sposób, żeby miska nie dotykała wody). Do rozpuszczonych składników dodać olejek i przelać do pojemniczka. Ja jako miarki używałam łyżki. 
Jeśli chodzi o zapachy:
- waniliowy będzie słodki, przyciągający uwagę
- lawendowy będzie ułatwiał zasypianie 
- goździkowy będzie odstraszał komary
- cytrusowy będzie odświeżający
- miętowy i eukaliptusowy będą miały działanie chłodzące (idealne na lato!)
- olejek z drzewa sandałowego jest dość neutralny, bardzo męski
- różany i wszystkie kwiatowe także będą przyciągać uwagę, mimo, że są zazwyczaj delikatne
- olejki cedrowy i jałowcowy także są bardzo męskimi zapachami
- olejki imbirowy i cynamonowy będą idealne na zimę, są to zapachy, które dają poczucie bezpieczeństwa, ale trzeba z nimi uważać, bo mogą podrażniać, należy najpierw wypróbować olejek i rozetrzeć minimalną ilość na skórze, na przykład za uchem
- olejki bazyliowy i rozmarynowe również są bardzo intrygujące, ponieważ stosunkowo rzadką są spotykane w perfumach 
i wiele innych.

Jak wybrać zapach wosku?
Wszystko zależy od osobistych preferencji, zapachy można mieszać, jednak starajcie się nie używać więcej niż trzech. Dobrym sposobem jest także sprawdzenie jakie główne nuty mają Wasze ulubione perfumy i użycie takich właśnie zapachów. 

Jeśli do wosku nie dodacie wosku powstanie balsam, który także ma wspaniałe właściwości pielęgnujące. 

Aby użyć zarówno wosku jak i balsamu należy nabrać niewielką ilość(mnie więcej wielkości groszku), rozsmarować na rękach i wmasowywać w skórę pod brodą i wąsami i w same włosy. Masować kilka minut. 

Drugi kosmetyk jest bardziej uniwersalny, ma bardzo ciekawą formułę i uwielbiam go używać rano, ponieważ wspaniale budzi nie tylko cerę, ale i całego człowieka, że tak powiem, bo cudownie pachnie kawą!


Mowa o kawowych żelkach do mycia twarzy. Oczywiście można też normalnie wymieszać kawę z żelem do mycia twarzy, ale wtedy nie będą mieć już takie ciekawej konsystencji! Właśnie dzięki konsystencji to wspaniały pomysł na prezent, można je włożyć do słoika, ozdobić, bo czegoś takiego nie ma w swojej ofercie żadna znana mi firma. Żelek można używać kiedy tylko mamy na to ochotę, najlepiej przechowywać je w lodówce. Są banalnie proste i szybkie. Kawa pobudza krążenie, dodatkowo fusy spełniają rolę lekkiego peelingu, olejek nawilża, a żel myje.

Składniki na około 12-15 sztuk:
1/3 szklanka mocnej kawy
2-3 łyżki fusów
3-4 łyżki żelu do mycia twarzy
Ewentualnie 1-2 łyżeczki dowolnego olejku(ja użyłam 1 łyżeczki migdałowego)
2 łyżeczki agaru

Całość podgrzać do momentu aż zacznie gęstnieć, przelać do foremek na przykład na czekoladki. Ja wlewam do 1/2-1/3  wysokości, bo wtedy porcja jest idealna na jeden raz. 
Aby użyć żelków wystarczy nalać na dłoń odrobinkę ciepłej wody i rozdrobnić żelkę pocierając dłońmi, jakby było nam zimno. Twarz myć i masować, aby peeling zadziałał. Zmyć letnią wodą.


Jaglane kluski potrójnie czekoladowe

Witajcie!
Kolejna propozycja z użyciem kaszy jaglanej, tym razem na słodko. Potrójnie czekoladowe kluseczki, które w zasadzie wyglądają i smakują jak ciastka, takie wilgotne, mocno czekoladowe, cudowne, deserowe... Czekolada jest w cieście, w środku i jako polewa. Więcej czekolady już chyba nie mogłam użyć :) Z ciasta można uformować dowolny kształt, jednak serce jest jednym z najprostszych, wbrew pozorom. Zwłaszcza, że przy takiej ilości czekolady nikt nie zauważy, że serce jest nierówne! Same kluseczki są miękkie, ładnie i bezproblemowo się gotują, nie rozwalają się, nie sklejają, wykonanie zajmuje maksymalnie 10 minut plus czas gotowania. To wspaniałe danie nie tylko na walentynki! Do środka zamiast czekolady można włożyć owoce lub dżem. 


Składniki(na 15 dużych serc):
150 g suchej kaszy jaglanej
2-4 łyżek kakao
1-3 łyżeczek cukru
1/3-1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
5-10 łyżek mąki pszennej lub gryczanej
15 kostek czekolady lub kawałki owoców lub dżem

Kaszę ugotować według wskazówek na opakowaniu, odcedzić, poczekać aż trochę ostygnie i zblndować na gładką masę, dodać pozostałe składniki, oprócz mąk i kostek czekolady. Dodawać mąkę porcjami, najpierw pszenną lub gryczaną, później ziemniaczaną, tak, żeby ciasto miało konsystencję ciastoliny, u mnie wymagało to więcej mąki, bo musiałam do kaszy dodać trochę wody, żeby się zblendowało.
Z ciasta formować placki na dłoni(mniej więcej wielkości denka szklanki), na środek położyć kostkę czekolady lub owoc lub łyżeczkę dżemu, brzegi skleić razem, uformować kulkę i albo gotować w taki sposób albo uformować w dowolny kształt. Aby zrobić serduszko należy delikatnie rozgnieść kulkę, żeby powstał placek, z jednej strony uformować ostry koniec serca, a z drugiej palcem zrobić wcięcie pomiędzy dwoma zaokrąglanymi kawałkami serca. Serce można jeszcze udoskonalić palcami :) Wrzucać do wrzącej wody po 3-4 sztuki, gotować około 5-7 minut po wypłynięciu od czasu do czasu mieszając, żeby kluski nie przywarły. 



Sos to u mnie rozpuszczona czekolada wymieszana z dżemem malinowo-miętowym oraz z odrobiną mleka. 

Kluseczki najlepiej smakują na ciepło. 

Smacznego!

wtorek, 9 lutego 2016

Kopytka jaglane szpinakowe z sosem pizzowym

Witajcie!
Druga odsłona kopytek jaglanych to odsłona bardziej słoneczna, trochę włoska. Jest równie pyszna, dużo lżejsza, pomidorowo-serowa z oliwkami, suszonymi pomidorami. Kopytka są wspaniałe, niesamowicie sycące i bardzo plastyczne pod względem nadawania im różnych smaków. Mogą być doprawione na milion różnych sposobów i podane z różnymi dodatkami co sprawia, że można z nimi zrobić naprawdę ogromną ilość potraw. Bazowy przepis jest banalny, zajmuje bardzo mało czasu, można przygotować więcej i później podsmażyć. 


Składniki(na około 20 sporych kopytek)
130-150 g suchej kaszy jaglanej
1/3-1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
6-12 łyżek mąki pszennej lub gryczanej
Sól
Pieprz
Pomidory suszone z czosnkiem
100 g szpinaku
Ewentualnie przyprawa do Pizzy po sycylijsku Kamis

Kaszę ugotować według wskazówek na opakowaniu, odcedzić, poczekać aż trochę ostygnie i zblndować na gładką masę, dodać przyprawy i zblendowany szpinak. Dodawać mąkę porcjami, najpierw pszenną lub gryczaną, później ziemniaczaną, tak, żeby ciasto miało konsystencję ciastoliny, u mnie wymagało to więcej mąki, bo musiałam do kaszy i do szpinaku dodać trochę wody, żeby się zblendowało.  Z masy robimy wałki, lekko spłaszczamy, tniemy pod skosem. Wrzucamy do wrzącej wody w 2-3 porcjach, gotujemy przez około 3-6 minut po wypłynięciu, od czasu do czasu mieszając żeby nie przywarły do dna.
Sos to zblendowana puszka pomidorów z dodatkiem czosnku, cebuli, soli, pieprzu i bazylii. Wszystko posypujemy płatkami drożdżowymi i jest pyszne!

Smacznego

Kopytka jaglane z azjatyckim akcentem

Witajcie!
Żałuje, że nie mogę Wam przesłać tego smaku, pierwszy raz żałuję aż tak bardzo... Jest rewelacyjny! Nie myślałam, że połączenie kopytek ze skwarkami, nori, sezamem i azjatyckimi sosami może być tak wspaniałe. A stanowczo jest! To chyba jedno z najlepszych dań jakie jadła zarówno ja jak i P. nie tylko na diecie wegańskiej. Smaki, które pozornie do siebie nie pasowały stworzyły integralną całość, przepyszną. To jest stanowczo danie, które zabierze Was w kulinarną podróż w świat smaków, bo choć ciężko sobie wyobrazić połączenie smaku skwarków i nori to jednak ono jest cudowne, dosłownie smakuje idealnie. 


Składniki(na około 20 sporych kopytek):
130-150 g suchej kaszy jaglanej
1/3-1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
3-6 łyżek mąki pszennej lub gryczanej
Sól
Pieprz
Opcjonalnie imbir, cynamon, szczypiorek, miso

Kaszę gotujemy według instrukcji na opakowaniu, czekamy aż trochę ostygnie, blendujemy na gładką masę, dodajemy przyprawy, mąkę pszenną lub gryczaną i porcjami ziemniaczaną. Masa powinna mieć konsystencję jak ciastolina, powinna się tylko trochę lepić. U mnie wymagało to więcej mąki, bo musiałam dodać trochę wody do blendowania kaszy. Z masy robimy wałki, lekko spłaszczamy, tniemy pod skosem. Wrzucamy do wrzącej wody w 2-3 porcjach, gotujemy przez około 3-6 minut po wypłynięciu, od czasu do czasu mieszając żeby nie przywarły do dna.

Skwarki:
Tofu wędzone
Sos sojowy
Papryka wędzona słodka
Czosnek

Tofu kruszymy, mieszamy sos sojowy z papryką(ja wymieszałam dwie łyżki ciemnego sos sojowego z 4-5 łyżkami wody, łyżeczką papryki i połową ząbka czosnku), wylewamy na tofu. Całość możemy zostawić na chwilę, ale nie jest to konieczne. Tofu z całym płynem wylewamy na patelnie z rozgrzaną łyżką oleju(uwaga na pryskający tłuszcz!). Smażymy około 10 minut na średniej mocy/ogniu aż większość płynu wyparuje. Skwarki smakują dokładnie jak "normalne".

Na talerz wylewamy sos chilli, układamy na nim kopytka. Posypujemy uprażonym na suchej patelni sezamem, skwarkami oraz pociętym w paski nori (ja użyłam nori Kimmy o smaku wasabi- dwa małe arkusze, czyli mniej więcej 1/4 normalnego płata nori). Do takich kopytek można podać także warzywa pokrojone w słupki i ulubiony sos, u nas był to sos imbirowy.


Smacznego!

poniedziałek, 8 lutego 2016

Probiotyk: zakwas imbirowy i piwo imbirowe(bezalkoholowe), czyli alternatywa dla słodkich napojów

Witajcie!
Tak jak obiecałam dodaję przepis na zakwas imbirowy i przy okazji piwo imbirowe. Oba napoje są probiotykami, czyli posiadają w swoim składzie między innymi bakterie kwasu mlekowego, które wpływają na poprawę flory bakteryjnej w jelitach, a co za tym idzie wpływają one na lepsze trawienie, obniżenie poziomu "złego" cholesterolu we krwi, wspomagają układ immunologiczny. Poza tym to zakwas imbirowy, więc posiada także wszystkie właściwości imbiru, czyli jest to skuteczny lek na przeziębienie, mdłości, także ułatwia trawienie, ma działanie antybakteryjne, rozgrzewa, poprawia krążenie, działa przeciwobrzekowo, wspomaga także odchudzanie i ułatwia dbanie o jamę ustną. Jak na jeden prosty napój to całkiem sporo, prawda? A do tego wszystkie napój jest naprawdę pyszny, mogą go pić także dzieci, jest słodki, gazowany i z powodzeniem może zastąpić sklepowe napoje. Można przygotować wiele wersji smakowych, można zrobić go przy użyciu gotowych bakterii lub zakwasić samodzielnie(wtedy trwa to dłużej), a kiedy już zakwas będzie gotowy możemy go karmić i produkować już bez przerwy. Wykonanie nie jest trudne, ale pamiętajcie NIE MOŻNA używać żadnych metalowych elementów, łyżeczek, sitek, zakrętek, kompletnie niczego. Butelki najlepsze będą szklane.
Jeśli chodzi o cukier, przeczytałam na jakimś blogu bardzo mądrą rzecz odnośnie tego- cukier nie jest dla nas, cukier jest dla bakterii, które się nim żywią i dzięki temu może zajść proces fermentacji. Ja mimo wszystko zrobiłam zakwas dodając rodzynki, sprawdzą się także daktyle, ale ma on nieco inny smak niż ten z użyciem cukru. Niemniej można użyć rodzynek lub daktyli, jednak najprościej użyć cukru, smak dzięki temu też jest najlepszy. Nie potrafię powiedzieć ile cukru zostaje w napoju, a ile jest rozkładanego przez bakterie- ja użyłam minimalnej ilości cukru i napój w ogóle nie jest słodki.
 Post nie jest w żadnym wypadku sponsorowany, polecam Wam Kwas ze strony Zakwaski, ponieważ to nie jest pierwszy produkt kupowany od nich. Wszystkie bakterie były super, także kontakt z firmą jest bardzo dobry, odpisują szybko, rzeczowo, chcą pomóc, dlatego serdecznie polecam. Swoje bakterie kupiłam stacjonarnie w Opolu w sklepie Green Peas, który również bardzo serdecznie Wam polecam, bo ceny są więcej niż w porządku, asortyment także jest super!

Jeśli chodzi o smak, ten napój smakuje dokładnie jak piwo imbirowe dostępne w niektórych sklepach z tą różnicą, że to domowe zawiera dodatkowo bakterie. My pijemy po pół szklanki zakwasu dziennie. 


Składniki na zakwas(3l):
3 litry wody
6-10 łyżeczek startego, świeżego imbiru
6 łyżek cukru

1 litr wody zagotowujemy, ściągamy ze źródła ciepła, dodajemy starty imbir i cukier. Wlewamy 2 litry wody mineralnej niegazowanej(w normalnej temperaturze, pokojowej) i Kwas(do buteleczki nalewamy trochę wody, mieszamy i wlewamy tak, żeby proszek nie został w buteleczce). Zakwas zostawiamy na 16-24 godzin w ciepłym, ciemnym miejscu. Butelkę najlepiej zakryć gazą lub filtrem do kawy i gumką recepturką. Nie wolno używać metalowych zakrętek. Po tym czasie zakwas możemy przechowywać w lodówce. Jeśli zużyjemy część kwasu i będziemy chcieli kontynuować jego produkcję uzupełniamy zużytą wodę, dodajemy 5-6 łyżek cukru i 3-6 łyżeczek startego imbiru. Zostawiamy na 16-24 godzin w ciepłym i ciemnym miejscu. Jeśli chcemy przez dłuższy czas przechowywać zakwas w lodówce musimy raz w tygodniu dodawać do niego łyżkę cukru i trochę imbiru. Nie mam pojęcia czy zakwas ma jakiś termin przydatności do spożycia, bo u mnie jest już dość długo i nic się z nim nie dzieje, bo bakterie go konserwują.

ALBO

1 litr wody
8-10 łyżeczek imbiru
0,5 (+ 7-10 łyżek) szklanki cukru(może być brązowy)

Szklankę wody zagotować, zdjąć ze źródła ciepła, wrzucić połowę imbiru, cukier, wymieszać dopełnić wodą mineralną do litra(w temperaturze pokojowej). Trzymać w ciepłym, ciemnym miejscu przez około 5-7 dni codziennie dodając łyżeczkę imbiru i łyżkę cukru. Ten zakwas można tak samo trzymać w lodówce i wykorzystać do produkcji następnych porcji zakwasu. 

Aby przygotować piwo imbirowe wystarczy odlać około szklanki zakwasu, dodać do niego cukier, syrop daktylowy, syrop klonowy, z agawy lub inny dowolny słodzik do smaku i dopełnić do litra gazowaną wodą. 

Smacznego!

Butterbeer, czyli kremowe piwo z Harrego Pottera

Witajcie!
Tak jak już wcześniej wspominałam, kremowego piwa chciałam spróbować w zasadzie odkąd je zobaczyłam w filmie. Wydawało mi się, że będzie super smaczne i wcale się nie pomyliłam! Piwo jest bezalkoholowe jednak bez problemu można dodać do niego ulubiony alkohol, ale moim zdaniem samo w sobie jest pyszne. Idealne na wieczór filmowy z czarodziejami z Hogwartu lub po prostu jako ciekawostka do spróbowania. 
Napój jest kremowy, lekko imbirowy(użyłam zakwasu imbirowego, choć w oryginale był to kremowy napój waniliowy, który w Polsce jest trudno dostępny) i po prostu pyszny! Ciężko do czegokolwiek porównać jego smak, bo j niczego podobnego nie próbowałam, to coś pomiędzy słodkim, gazowanym napojem a likierem typu adwokat.
Przepis na zakwas imbirowy i piwo imbirowe pojawi się wieczorem.

(Na zdjęciu tego nie widać, bo piwo jest wymieszane, ale generalnie na górze jest bita śmietana, a pod nią napój)

Składniki:
3/4 szklanki piwa imbirowego
1-2 łyżki mleczka kokosowego
3-6 łyżek bitej śmietany kokosowej
1 łyżeczka cukru z wanilią (cukier wanilinowy nie da takiego smaku, ale też można go użyć, jednak osobą z Opola stanowczo polecam kupienie cukru z wanilią w Rybexie- kosztuje 1,30 zł i naprawdę czuć różnicę w porównaniu do wanilinowego)
Ewentualnie kieliszek alkoholu 

Cukier rozpuścić i poczekać aż nabierze złotego koloru, wlać do niego piwo imbirowe i mleczko kokosowe, zdjąć ze źródła ciepła i dobrze wymieszać. Przelać do szklanki, ewentualnie dolać alkohol i wymieszać, i albo na wierch dać bitą śmietanę i podawać na ciepło albo schłodzić i wtedy udekorować śmietaną. 

Smacznego!


Perfekcyjne, wegańskie latte malinowe z kardamonem + Czy kawa z ekspresu kapsułkowego może kosztować kilkanaście groszy? Czyli jak zrobić domowe kapsułki do ekspresu

Witajcie!
Na początku muszę się Wam do czegoś przyznać... Nie lubię kawy z mlekiem. Uwielbiam zapach, uwielbiam kawę w kosmetykach, uwielbiam espresso, ale nienawidzę kawy z mlekiem. A raczej nienawidziłam dopóki nie spróbowałam tej. 
Od kilku dni miałam ogromną ochotę na kawę, ale jakoś nie mogłam jej wypić. A to bo brak czasu albo brak kawy. Co prawda mamy ekspres kapsułkowy, ale nie mieliśmy ani jednej kapsułki(o tym będzie niżej, bo nie kupujemy kapsułek- odkryliśmy sposób jak można mieć pyszną kawę bez nich). W końcu dziś rano chciałam sprawdzić czy aby na pewno nie ma kapsułki w ekspresie i była! Zrobiłam więc kolejną propozycję na walentynki i tak naprawdę każdy inny dzień, bo kawa jest po prostu rewelacyjna i powala smakiem. To najlepsza kawa jaką w życiu piłam! Ma idealną piankę, nie czuć w niej okropnego posmaku krowiego mleka, nie przeważa smak kokosa i nie jest zbyt tłusta ani zbyt słodka! Dla mnie jest naprawdę idealna! 


Składniki:
Mocna kawa
Szczypta kardamonu
3/5 szklanki mleka sojowego(po prostu trochę więcej niż połowa)
2-3 łyżeczki mleczka kokosowego
1-3 łyżeczek  syropu malinowego

Do kawy dodajemy kardamon. Mleko kokosowe i sojowe podgrzewamy do temperatury mniej więcej 40 stopni, tak żeby było tylko leciutko ciepłe i aby mleko kokosowe całkowicie się rozpuściło, dodajemy syrop malinowy i ubijamy ubijaczką do powstania piany lub spieniamy za pomocą pary. Całe mleko z pianką wlewamy do szklanki. Do ścianki szklanki od wewnątrz przykładamy łyżeczkę, tak, żeby dotykała szklanki i delikatnie, po łyżeczce wlewamy kawę.




Jeśli chodzi o oszczędzanie na kapsułkach- jest na to naprawdę banalny sposób, który wcale nie kosztuje więcej pracy. Mianowicie, z zużytej kapsułki ściągamy folię. Bezpośrednio pod nią powinno być jedno sitko, które odkładamy na bok. Pozbywamy się kawy(można użyć w celach kosmetycznych- dziś będzie przepis) uważając żeby drugie sitko znajdujące się pod kawą nie wpadło nam do śmieci, to sitko również wyciągamy. Myjemy oba sitka i kapsułkę. Wkładamy dolne sitko, wsypujemy kawę i uklepujemy ją(ilość kawy zależy tak naprawdę od Waszych preferencji, to też czas kiedy możemy do kawy dodać przyprawy na przykład cynamon albo ziarenko kardamonu, kawałek imbiru, goździki), nakładamy górne sitko i folię aluminiową. Możemy ją złożyć, żeby była grubsza, jednak folia powinna być dość dobrze dopasowana, żeby kapsułka zmieściła się w ekspresie. Dalej postępujemy tak samo jak przy oryginalnej kapsułce. Sposób ten testujemy od pół roku i nie zauważyliśmy żeby cokolwiek złego działo się z ekspresem, trzeba tylko uważać, żeby nie zapomnieć o sitkach, żeby ziarenka kawy nie dostały się nam do kubka. 

A wy korzystacie z ekspresów na kapsułki? Jakie mleko najbardziej lubicie do kawy?

Smacznego!

czwartek, 4 lutego 2016

Zielone batony energetyczne makowe- zdrowe słodycze

Witajcie!
Dzisiejszy post jest chyba postem, na którym pracowałam najdłużej w całej mojej, wciąż jeszcze krótkiej, historii bloga. Specjalnie wypisałam, policzyłam wszystkie wartości odżywcze, witaminy, minerały... Trochę mi to zajęło, ale myślę, że efekt jest zadowalający! Stworzyłam własne energetyczne batoniki, które są prawdziwą bombą smakową oraz odżywczą. Nie czuć w nim spiruliny, choć jest jej tam dość dużo, batonik smakuje trochę jak słodki makowiec, jest pyszny. Nadaje się do szkoły, pracy, dla dzieci i dorosłych. Jest mięciutki, i naprawdę smaczny, choć jest chyb jednym z najbrzydszych batoników jakie widziałam. A zrobienie go zajmuje tylko kilka minut!
Jest też wspaniałym prezentem dla kogoś bliskiego, bo dzięki temu nie tylko dbamy o jego kubki smakowe, ale także o zdrowie. A przy okazji prezentuje jakich to strasznych "niedoborów" można się dorobić na diecie wegańskiej i jaki to mamy z dostarczeniem sobie odpowiednich składników :)
Pod przepisem będą podane wartości odżywcze, które wyliczyłam przy pomocy danych z Internetu. Nie jestem dietetykiem, nie wgłębiałam się w wchłanialność danych substancji.



Składniki(na około 5 sztuk)
150 g daktyli (mniej więcej taka spora garść albo 1,5 garści)
6 łyżek maku mielonego
garść orzechów włoskich
0,5 garści orzechów nerkowca(około 10-12 sztuk)
20 g spiruliny (u mnie po prostu tyle miało opakowanie- można dodać mniej lub więcej)
3 łyżki świeżo zmielonego siemienia lnianego

Opcjonalnie inne orzechy jak brazylijskie, ziemne, owoce, nasiona lub pestki

Daktyle namoczyć przez noc, zmiksować z odrobiną przegotowanej lub mineralnej wody tak, żeby Wasz mikser dał radę. Do pasty z daktyli dodać pozostałe składniki i zmiksować. Wyłożyć do naczynia wysmarowanego tłuszczem lub wyłożonego papierem do pieczenia i wstawić na kilka godzin do lodówki. U mnie batoniki miały grubość mniej więcej 1-1,5 cm i były wielkości mniej więcej 1,5 pudełka zapałek. Batoniki najlepiej zawinąć w papier do pieczenia i zawiązać sznurkiem. Można także dodać na wierzch orzechy, żeby były bardziej zachęcające. Jeśli chodzi o smak- moja propozycja jest mocno makowa- smakuje jak makowiec, spirulina jest praktycznie niewyczuwalna, jeśli ktoś bardzo będzie chciał to ją poczuje, ale P. nienawidzi spiruliny i batonów z nią, a te mu smakują. Specjalnie też nie dodawałam innych owoców i pestek o wyraźnym smaku, bo chciałam utrzymać ten makowy smak. Zamiast spiruliny można też dodać chlorellę. można dodać więcej owoców suszonych, część daktyli zamienić na inne owoce, dodać nasion chia, to bardzo uniwersalne batony, jednak mi smakuje właśnie wersja makowa. Dodatkowo dzięki makowi mamy w naszym batonie całkiem sporo wapnia.


Wartości odżywcze jednego batonika:
Białko 8,98 g
Tłuszcz 13,28 g
Błonnik 6,22 g
Węglowodany 30,24 g
Kcal 260,7

W nawiasach podany będzie średni procent dziennego zapotrzebowania dla dorosłego człowieka
Witamina K 4,23 mg (105%)
Witamina B1 0,56 mg (33%)
Witamina B6 0,22 mg (10%)
Witamina B3 1,49 mg (12,7%)
Wapń 241,84 mg (21%)
Żelazo 3,59 mg (25,6%)
Magnez 122,32 mg (34,9%)
Fosfor 234,52 mg (29,3%)
Potas 481,72 mg (10,2%)
Cynk 1,96 mg (98%)
Miedź 0,85 mg (33,8%)
Mangan 1,57 mg (52,2%)
Selen 5,09mg (7%)
Omega 3 2565,76 mg
Omega 6 8304, 76 mg

I to TYLKO w jednym małym batoniku. 

Smacznego!

środa, 3 lutego 2016

Prawie gołąbki, czyli "orkiszotto" z kapustą, grzybami i sosem pomidorowym

Witajcie!
Robiliście kiedyś gołąbki? Ja tak naprawdę, wstyd się przyznać, ale nie. Głównie dlatego, że nie przepadałam za gołąbkami, zawsze odwijałam je z kapusty... Stwierdziłam więc, że po co zawijać skoro i tak odwinę? Dodatkowo jakiś czas temu nabyłam kaszę orkiszową i zastanawiałam się co z nią zrobić, padło więc na niezawijane gołąbki! Są naprawdę pyszne, łatwe i szybkie. Kasza orkiszowa genialnie komponuje się z pieczarkami i kapustą, a sos pomidorowy wszystko tak cudownie dopełnia!
Kasza orkiszowa jest również bardzo zdrowa, zawiera sporo białka, błonnika, dzięki któremu poprawia trawienie. Ma również właściwości rozgrzewające, a do tego jest naprawdę pyszna!
 
 

Składniki:
200 g suchej kaszy orkiszowej
Spora garść posiekanej kapusty białej lub czerwonej
2 szklanki soku pomidorowego
Kilka pieczarek
Papryka wędzona słodka
Sól, pieprz
Szczypta tymianku
Ewentualnie płatki drożdżowe 


Kaszę ugotować al dente(około 10-15 minut), odcedzić. W tym czasie pokroić pieczarki i kapustę, dusić na patelni kilka minut, dodać kaszę, sok pomidorowy i przyprawy gotować jeszcze około 10 minut od czasu do czasu mieszając. Przed podaniem można posypać płatkami drożdżowymi jednak nie jest to konieczne.

wtorek, 2 lutego 2016

Pączki do pieczenia i smażenia

Witajcie!
Już prawie Tłusty Czwartek więc pora na pączki oczywiście! Moje są w odchudzonej wersji bez cukru i z trochę niestandardowymi dodatkami. Nie mogło oczywiście zabraknąć klasycznego z różą, ale w mojej wersji nie jest ani z lukrem ani z cukrem pudrem tylko z różano-wiśniową glazurą. Są też pączki z konfiturą z pomarańczy z musem z mango, z masłem orzechowym i solonym karmelem(mój faworyt!) oraz z czekoladą i pudrem wiśniowym. Są miękkie, puszyste, ale przy tym dość zbite. W wersji pieczonej trochę bardziej przypominają bułeczki albo pączki bez posmaku tłuszczu, w wersji smażonej są nieco bardziej puszyste, ale i, wiadomo, cięższe. Aczkolwiek ciasto jest na tyle uniwersalne, że można dobrać metodę wykonania pączków do swoich potrzeb. Ja same, klasyczne pączki piekłam, ale w ramach prób czy da się smażyć robiłam placuszki, oponki, nadziewane oponki, nadziewane zawijasy. 


Składniki na ciasto(na około 15-20 sztuk małych pączków):
700-800 ml mąki pszennej(czyli 3,5-4 szklanki o pojemności 200 ml- nie mam wagi, a każdy może używać innej miarki, stąd podaję objętość, a nie wagę)
200 ml mleka roślinnego
2/3 kostki drożdży świeżych
100 ml cukru(pół szklanki)
3/4 szklanki wody z gotowania fasoli/ciecierzycy lub woda z jednej puszki
Szczypta soli

Mleko lekko podgrzać, mniej więcej do temperatury ciała, tzn. jak włożymy palec do mleka czujemy, że jest ciepłe, ale nie parzy. Do mleka pokruszyć drożdże, dodać łyżkę cukru i łyżkę mąki. Odstawić na 15 minut. Drożdże powinny zacząć pracować, tj. powinna wytworzyć się piana. Jeśli tak się stało dosypujemy cukier, sól, wlewamy wodę z fasoli lub ciecierzycy, połowę mąki i mieszamy. Ja odkryłam ostatnio metodę mieszania, z której jestem bardzo zadowolona- mieszam chińskimi pałeczkami, które są super, bo ciasto się do nich zbytnio nie klei, a świetnie mieszają. Później dodaję jeszcze szklankę mąki, mieszam pałeczkami, a później ręką. Na tym etapie musimy ciasto trochę powyrabiać, jeśli bardzo się klei dodać jeszcze mąki. Pod koniec ciasto powinno być puszyste i bardzo miękkie, dlatego trzeba uważać, żeby nie dodać za dużo mąki, bo ciasto wciąż powinno się lepić i nie powinno być oblepione mąką. Ciasto można zwilżyć z wierzchu wodą, przykryć ściereczką i odłożyć w ciepłe miejsce na godzinę. Po tym czasie można się wyżyć uderzając w ciasto lub po prostu je wyrobić i odstawić jeszcze na 15 minut. Następnie formować placki, rękami lub wałkiem, na środek dawać wybrane nadzienie(o tym będzie niżej), i zlepiać w kuleczkę. Można także zrobić wałek i skleić w okrąg lub rozpłaszczyć i posmarować dżemem, zakleić brzegi i także zlepić(to dłuższe, tak żeby zrobić oponkę z nadzieniem w środku). Można użyć także kremu czekoladowego, polewy czekoladowej, masła orzechowego. Smażyć na złoty kolor po około 1-2 minuty z każdej strony- w zależności od wielkości pączków lub piec 15-20 minut w 200 stopniach Celcjusza. 

Jeśli chodzi o nadzienia i polewy
:

Nadzienie to masło orzechowe, a polewa to karmel z daktyli czyli namoczone i zmiksowane daktyle posypane solą gruboziarnistą. 


Tutaj nadzienie to dżem pomarańczowy, a polewa to zmiksowane mango i trochę liofilizowanych wiśni.
Dżem pomarańczowy:
Skórka z jednej pomarańczy i cytryny
Sok z jednej cytryny
Pół zmiksowanej pomarańczy(bez zewnętrznej skórki)
3-4 łyżki cukru
1-2 łyżeczki mąki ziemniaczanej(można pominąć, ale wtedy trzeba dłużej gotować)

Wszystko poza mąką gotować razem około 15 minut na najmniejszej mocy, później dodać mąkę i gotować mieszając jeszcze przez około 2 minuty. 


Tutaj nadzienie to konfitura różano-owocowa, a polewa to wiśnie liofilizowane z łyżeczką wody różanej plus marcepanowa różyczka.




Nadzienie to kostka czekolady gorzkiej, a posypka to liofilizowane wiśnie zmiażdżone w moździerzu.

A wy, jaki smak pączków lubicie najbardziej? Stawiacie na klasykę czy lubicie eksperymenty?

Smacznego!