środa, 27 kwietnia 2016

Najlepsza kanapka: Szarpana cukinia w stylu pulled pork

Witajcie!
Od bardzo dawna chciałam spróbować kanapki pulled pork, oczywiście w wersji wegańskiej. Potrzebny był do niej owoc chlebowca, czyli jackfriut, ale albo o nim zapominałam albo nie było w magazynie... Ostatnio jednak po cukiniowym projekcie została mi surowa cukinia, pomyślałam więc: dlaczego nie! Efekt był zdumiewająco dobry, na tyle, że P, który normalnie nie zje surowej cukinii, tę zjadł ze smakiem. Kanapka jest wspaniała, słodko-ostra, cukinia jest jednocześnie lekko chrupiąca i rozpływająca się w ustach... Dodatkowo wykonanie zajmuje naprawdę mało czasu, zwłaszcza, że odkryłam, że w Tesco można kupić wegańskie bajgle! Są naprawdę smaczne, choć składem nie powalają, ale są idealnym uzupełnieniem smaku cukinii. 
Oryginalny przepis trochę przerobiłam, bo nie chciałam używać cukru, chciałam też żeby sos miał więcej aromatu, bo sama cukinia jako tako smaku wyraźnego nie ma, a do tego nie jest poddawana żadnej obróbce termicznej, więc cały smak tworzy właśnie sos.


Składniki:
1 średnia cukinia
3 łyżki soku buraczanego lub owocowo-buracznego(można pominąć, ja dodałam dla słodyczy i koloru, więc można dodać po prostu więcej syropu)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 łyżka syropu klonowego
1/2 łyżeczki chilli (lub do smaku, bo z taką ilością wychodzi dość ostre)
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka suszonej cebuli
1 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
Sól
Pieprz


Dodatki:
Opieczone bajgle
Kapusta biała z marchewką
Wegański majonez
Ocet, syrop klonowy

Cukinię zetrzeć na tarce z grubymi oczkami, lekko odcisnąć wodę. Składniki sosu wymieszać, doprawić do smaku, wymieszać z cukinią. Można odstawić na kilka godzin, ale nie jest to konieczne.

Jeśli chodzi o dodatki, ja użyłam sałatki colesław z kapusty, marchewki, majonezu i odrobiny octu. Majonez zrobiłam na szybko z mleka sojowego, do którego dodałam ocet i zmiksowałam z olejem w proporcji 2:1, doprawiłam musztardą, solą, pieprzem, czosnkiem, odrobiną syropu klonowego. Wszystko wymieszałam i ułożyłam na opieczonym bajglu.

Bajgle, których użyłam to dokładnie te.

Smacznego!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wegański/Wegetariański grill: proste szaszłyki z "kurczakiem"

Witajcie!
Zaczyna się robić ciepło, dodatkowo już za tydzień wypada długi, majowy weekend, a to oznacza sezon na... grilla oczywiście! Kiedyś, za czasów kiedy jadłam jeszcze mięso, uwielbiałam grille, to była jedna z naprawdę niewielu form przygotowania mięsa, która praktycznie zawsze mi smakowała. Po przejściu na weganizm troszkę mi tego brakowało, oczywiście grillowałam warzywa, owoce, tofu, ale jednak nie znalazłam nic co przypominałoby mi smak dobrze przypieczonego mięsa. Aż do wczoraj... Wczoraj zrobiłam szaszłyki, które nie tylko wyglądają jak "normalne", ale także tak smakują! Podejrzewam, że w dużej mierze to kwestia przygotowania, ale także przyprawy, której użyłam. Był to mix do mięs, który, muszę przyznać, zaskoczył mnie. Ogólnie nie przepadam za takimi miksami gdzie na pierwszym miejscu w składzie jest sól, bo zazwyczaj, gdy smak przyprawionej potrawy jest taki, jaki mi odpowiada to jednocześnie potrawa jest stanowczo zbyt słona. Tutaj po spróbowaniu samej przyprawy myślałam, że będzie podobnie, ale po spróbowaniu szaszłyków... Zdecydowanie można by pomylić zwykłe kotlety sojowe z kurczakiem, poza faktem oczywiście, że przy sojowych nikt nie został zabity. Kotlety sojowe po raz pierwszy w ogóle nie miały smaku soi, były soczyste, nie wysuszyły się, były przypieczone, lekko nawet przypalone(takie niestety lubię najbardziej), zyskały chrupiącą skórkę. Swoje szaszłyki przygotowałam na patelni grillowej, ale spokojnie możecie zrobić to na normalnym grillu. Najlepiej sprawdzi się tacka albo ruszt plus folia aluminiowa. Przepis jest naprawdę prosty, szybki, a efekt znakomity. 
Jest to też pierwszy przepis z nowej serii: Wegański/Wegetariański grill. Oczywiście wszystkie przepisy będą wegańskie. 

Jeśli chodzi o powody, dla których mimo weganizmu robię coś co smakuje jak mięso. Pisałam o tym już wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz: nie wszyscy weganie nie jedzą mięsa, bo im nie smakowało. Część nie je, mimo, że smakowało, ale nie chcą przyczyniać się do zabijania zwierząt. Część, jeśli nie większość, tęskni za niektórymi smakami i nie widzę nic złego w tworzeniu ich z roślin. Nikogo dzięki temu nie zabijamy, a mamy to, za czym tęskniliśmy. Poza tym, wierzę, że jeśli pokażemy ludziom, że nie muszą wcale z niczego rezygnować to więcej osób przestanie jeść mięso. Nie oszukujmy się, większość ludzi w takich względach jest egoistami, przedkłada swoje doznania smakowe ponad życie zwierzęcia, a jeśli zobaczy, że da się bez zabijania, w dodatku prościej (przy takich wegańskich szaszłykach nie musimy martwić się, że mięso będzie surowe w środku) może spróbuje? Jeśli przekonam choć jedną osobę, że dieta wegańska nie jest żadnym wyrzeczeniem to będzie mój sukces. Jeśli nie tęsknicie za mięsnymi smakami, obrzydza Was to, nie róbcie moich przepisów. 



Składniki:
Kotlety sojowe (u mnie jedna paczka)
Woda
Olej
Wybrane dodatki, u mnie: pieczarki i papryka, ale możecie dodać cokolwiek dodawaliście do "normalnych" szaszłyków

Kotlety sojowe zalewamy wrzątkiem, tak, żeby były zakryte, wsypujemy przyprawę bulionową(dodałam mniej więcej 2 łyżeczki), łyżeczkę miksu do mięs i mieszamy. Zostawiamy na około 20-30 minut. Po tym czasie wylewamy prawie całą wodę, zostawiamy na dnie około 1-3 łyżek, polewamy wszystko około 3-4 łyżkami oleju i posypujemy przyprawą do mięs(ja dodałam około 1-2 łyżeczek). Kotlety pokrywamy marynatą, zostawiamy na kilka godzin w lodówce. U mnie leżały w zasadzie 3 dni i nic się z nimi nie stało. 
Po tym czasie wyjmujemy kotlety z lodówki, kroimy na połówki i nabijamy na patyczki do szaszłyków razem z dodatkami. Najlepiej nabijać dwa kawałki, czyli jeden kotlet koło siebie, żeby było nieco grubsze. Grillujemy pod "przykrywką" z folii aluminiowej (nie ważne, czy na patelni czy na grillu, szaszłyki po prostu przykrywamy folią) obracając jak się zrumienią. 




Jeśli chodzi o przyprawy użyte w przepisie, jestem nimi zachwycona! Smaki są wspaniałe, składy krótkie, proste, póki co testowałam tylko przyprawy, trochę produktów do testowania mi jeszcze zostało, ale patrząc na składy mogę je Wam z czystym sumieniem polecić. Tutaj znajdziecie listę miejsc gdzie możecie je nabyć, można także skorzystać ze sklepu Internetowego. Firma oferuje wiele zdrowych "gotowców", mixów przypraw, mixów do wypieku chleba oraz miksów kasz i ziaren!

Smacznego!

piątek, 15 kwietnia 2016

Super proste ciasto z cukinią. Akcja WEGE TOGETHER: Cukinia

                    Witajcie!
Wspólnie z Agatą z bloga Wegesmaki i Konradem z bloga Blendman w ramach akcji WEGE TOGETHER postanowiliśmy przygotować dla Was trzy przepisy na dania z cukinii: zupę, drugie danie oraz deser. Mi przypadł deser, wydawałoby się, że to dość trudne zadanie, zwłaszcza, że nie chciałam robić ciasta czekoladowego... Jednak kiedyś, za czasów jeszcze niewegańskich, jadłam pizzę z cukinią i... cytryną. Bardzo mi to połączenie smakowało, postanowiłam je więc wykorzystać. Chciałam jednak, żeby ciasto miało jeszcze więcej smaku, dlatego dodałam maku. To, co wyszło to... najlepsze wegańskie ciasto jakie do tej pory jadłam! Do tego jedno z najładniejszych jakie udało się się stworzyć, coraz bardziej podoba mi się dekorowanie samymi naturalnymi produktami jak owoce i, w tym przypadku... warzywa! Tak, cukinia również jest dekoracją mojego ciasta. Może wydawać Wam się to dziwne- ciasto z cukinii, pewnie się spotkaliście, ale słodka cukinia jako dekoracja? Jest naprawdę smaczna, ma ciekawą teksturę, ponieważ nadal jest chrupiąca. Dekoracja oczywiście nie jest obowiązkowa, ale ja chciałam żeby ciasto było naprawdę wyjątkowe i mocno cukiniowe. Jest zdecydowanie przepyszne, wilgotne, nie za słodkie, a do tego wszystkiego jest jeszcze proste i samo przygotowanie ciasta, poza pieczeniem, zajmie Wam naprawdę mało czasu :)


 Składniki(miarką jest szklanka o pojemności 300ml):
1 średnia cukinia starta na tarce o dużych oczkach 
3/4 szklanki mąki tortowej
3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 szklanki cukru brązowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżki siemienia lnianego 
6 łyżek gorącej wody
300 ml mleka roślinnego
7-8 łyżek maku
Sok i skórka z 2 cytryn
50-70 ml oleju (jeśli używacie mleka z niską zawartością tłuszczu dodajcie więcej oleju)

Siemię lniane mieszamy z wodą, odstawiamy na 3-5 minut. Mak, olej, mleko, glutek z siemienia, sok i skórkę z cytryny miksujemy przez około pół minuty. W misce mieszamy pozostałe składniki poza cukinią i dodajemy zawartość blendera. Mieszamy i dodajemy cukinię. Wylewamy do keksówki i pieczemy 45-55 minut w 170 stopniach Celsjusza. 

Do ozdoby:
Paski zrobione z cukinii obieraczką
1/2 szklanki cukru brązowego
1 szklanka wody
Sok i skórka z jednej cytryny
Plaster cytryny
Miechunka
Maliny
Kiwi
Lub inne, dowolne owoce

Wodę zagotowujemy z cukrem na patelni lub garnku z dnem o dużej powierzchni, dodajemy skórkę i sok z cytryny. Gotujemy około 10 minut, dodajemy paski cukinii, zmniejszamy gaz lub moc płyty na średni lub mały i gotujemy jeszcze około 10 minut. 
Wyjmujemy i przyklejamy do ciasta nadmiar zawijając pod spód. Ciasto można udekorować dowolnymi owocami.

Aby obiad był kompletny koniecznie zobaczcie także:

Smacznego!

wtorek, 12 kwietnia 2016

Wegański serek kanapkowy

Witajcie!
Jedną z niewielu rzeczy jakie z nabiału jakie lubiłam były smakowe serki reklamowane jako "puszyste". Bardzo mi tego brakowało, nawet jeszcze zanim przeszłam na weganizm, bo z tego co pamiętam... przeczytałam skład. Ale z drugiej strony ten smak "świeżo" mielonego pieprzu... To coś czego stanowczo mi brakuje i za czym tęsknię. Aaa! Tęskniłam! Zrobiłam swoją wersję, niby mogłabym kupić sklepowy i wymieszać sobie z pieprzem, ale niestety cena jest dla mnie trochę zbyt wysoka. Potrzeba matką wynalazku, więc dziś chcę Wam zaprezentować przepisy na zwykłe, kanapkowe serki. Koszt wykonania takiego serka to około 2-3 zł za całkiem spore opakowanie, możecie użyć dowolnego mleka, możecie użyć dowolnych dodatków!
Ja kupiłam sobie takie kolorowe pojemniczki, które może nie prezentują się najpiękniej na świecie, ale są wielorazowe, zamykane i mieszczą akurat tyle serka ile jesteśmy w stanie zjeść zanim się zepsuje. Dodatkowo dzięki robieni serków samodzielnie nie kupujemy tych w opakowaniach i redukujemy ilość śmieci!
 A czy mówiłam już, że serek jesteście w stanie zrobić w 10 minut plus około godziny na zastyganie? :)
Jeśli chodzi o smak serków, są kremowe(nieco mniej jeśli chcecie zrobić wersję bez tłuszczu, ale nie przeszkadza to w konsumpcji), serowe, a smak dodatków to kwestia tylko i wyłącznie Waszego wyboru. Ja przedstawię Wam kilka propozycji(niestety tylko dwie z nich mam na zdjęcia, bo ktoś postanowił zrobić sobie śniadanie zanim zrobiłam zdjęcia).


Składniki:
250 ml mleka roślinnego (najlepsze będzie sojowe, ale jeśli wolicie inne użyjcie dowolnego, ważne, żeby nie było słodzone, jeśli przygotowujecie wytrawną wersję serków)
2-4 łyżeczek płatków drożdżowych
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki soku z cytryny
1/2 łyżeczki agaru (u mnie producent zalecał użycie 1 łyżeczki na 300 ml płynu, użyłam mniej, bo nie chciałam galaretki tylko serek, więc jeśli Wasz producent zaleca użycie na przykład 1/3 łyżeczki na 200 ml płynu, dodajcie mniej)
Szczypta soli(w wersji słodkiej pomijamy)
Szczypta białego pieprzu (możecie użyć normalnego jeśli nie przeszkadzają Wam czarne kropeczki w serku)
Ewentualnie 70-100 ml oleju (według Waszych preferencji, im więcej tłuszczu dacie tym bardziej serek wyjdzie kremowy, brak tłuszczu sprawi, że w serku mogą pojawić się grudki, ale nie będzie to wpływało na jego smak, w wersji słodkiej pomijamy)
Dodatki

Wszystkie składniki mieszamy bardzo dokładnie, najlepiej zrobić to w blenderze. Następnie podgrzewamy i gotujemy około 5-7 minut, dodajemy dodatki i przelewamy do pojemniczka. Odstawiamy do zastygnięcia.
Jeśli chodzi o dodatku ja używałam:
- grubo zmielonego kolorowego pieprzu
- startego chrzanu
- pomidorów w proszku i bazylii/oregano
- suszonej cebuli i przyprawy BBQ
- cukru z prawdziwą wanilią
- cukru + wybranych owoców pokrojonych dość drobno
- masła orzechowego
-masła orzechowego i chilli
- rozpuszczonej czekolady(około 1-2 łyżek) lub kakao
-wiórków lub mąki kokosowej
- czosnku lub czosnku niedźwiedziego
- ziół
- mięty i pokrojonych owoców
- skórki z cytrusów
- 1-2 łyżki zblendowanych owoców
- curry
- papryki wędzonej
- przyprawy rosołowej
i wiele, wiele innych, bo można użyć naprawdę wszystkiego.



Na zdjęciu wersja z kolorowym pieprzem, z mleka sojowo-ryżowego bez tłuszczu.

Smacznego!

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Idealna sałatka na imprezę, czyli sałatka taco (jak przemycić warzywa)

Witajcie!
Kojarzycie ten efekt, że nawet najlepsze, najpyszniejsze danie nie zostanie nawet spróbowane, bo jest wegańskie? Ja mam to szczęście mieć wegańskiego partnera, wyrozumiałą, otwartą na smaki rodzinę, ale mam też kilku znajomych, którzy śmieją się, że weganie jedzą tylko trawę, czyli sałatę, a w ogóle to jakiś rodzaj postu, rezygnacji z przyjemności jedzenia, więc nawet nie spróbują, bo z góry zakładają, że wegańskie równa się niesmacznemu i złemu. Nie da się im przetłumaczyć, że jest inaczej, bo to słowo przeciwko słowu. Stąd moja propozycja, sałatka idealna na imprezę. Są w niej prawie same warzywa "przemycone" tak, że w zasadzie ich nie czuć. Sałatkę można wspólnie jeść z miski używając nachosów jako sztućców, można nadkładać na talerzyki, można także do tortilli, zwijać i jeść. Każdy sposób spożycia tej sałatki jest bardzo integracyjny :) A sama sałatka... jest pyszna! Ostra, jest na czym zawiesić zęby, jest bardzo treściwa. Jedzą ją czuje się, że je się zwyczajne danie, nie sałatkę. Oczywiście nie mam nic przeciwko sałatom, uwielbiam je, ale wydaje mi się, że wszystkożercy uważają, że tylko to jemy. Przecież jemy tylko rośliny, a jak nimi można się najeść? Są co najwyżej dodatkiem. Jeśli macie znajomych, którzy tak uważają, zaproście ich na sałatkę :) Zwłaszcza, że przeprowadzałam testy tego sosu serowego, w mojej wersji to sos mocno wędzony i mimo, że jest bardzo wybredny nie zauważył, że nie ma w nim sera. Do tego ostre "mięso", kremowe awokado, kwaskowate pomidory, treściwa fasola. To chyba najlepsza sałatka świata!
To sałatka warstwowa, więc wydaje się, że zajmuje dużo czasu i wymaga dużo pracy, ale tak nie jest. Jej przygotowanie to około 20 minut.


 Składniki:
2 puszki czerwonej lub białej fasoli
2 awokado
2-3 garści pokrojonej niedbale sałaty (mniej więcej 1/2 główki)
2-3 pomidory
1/2 puszki kukurydzy
2-3 ziemniaki, ugotowane
2-3 cebule, zeszklone na oleju lub wodzie
1-2 marchewki, ugotowane z ziemniakami
Opakowanie tofu mielonego Polsoi
1 łyżeczka mielonego kminku
3-4 łyżeczki papryki wędzonej słodkiej
1/3-1 łyżeczki chilli w proszku
1-2 łyżeczki soli
Sok z połówki cytryny
2-6 łyżek mleka roślinnego lub wody
3-6 łyżeczek płatków drożdżowych
1/3-1/2 łyżeczka pieprzu mielonego
1-2 ząbki czosnku, posiekane
1/2 łyżeczki nasion kolendry
 

Dodatki typu nachosy, tortille, sos chilli lub wegańska śmietanka, kolendra  

Fasolę z puszki rozdrobnić widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków(można dodać do niej sos chilli lub przecier pomidorowy z chilli, solą, pieprzem i odrobiną octu), wyłożyć na dno miski. Jedno awokado rozdrobnić widelcem, wymieszać z czosnkiem, polać sokiem z połowy cytryny, doprawić solą i pieprzem, nałożyć na fasolę. Posypać sałatą. Tofu mielone podsmażyć na patelni z dodatkiem kminku, kolendry, chilli, 2 łyżeczek płatków drożdżowych, 2 łyżeczkami papryki wędzonej oraz z solą i pieprzem do smaku. Wyłożyć na sałatkę. Posypać wszystko pokrojonymi pomidorami, kukurydzą. Zmiksować ziemniaki, marchewkę i cebulę z dodatkiem mleka roślinnego (tylko tyle, żeby blender dał radę), doprawić solą, pieprzem, dodać 1-2 łyżeczek papryki wędzonej, płatkami drożdżowymi (ja zawszę daję więcej, w tym przypadku około 4 kopiastych łyżeczek). Sosem polać sałatkę. Ozdobić pozostałym awokado, nachosami, sosem lub śmietaną.
 

Smacznego!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Wegeńska wołowina/kaczka w azjatyckim stylu (jak u "chińczyka", czyli tofu dla początkujących)

Witajcie!
Kto z Was zastanawiał się jaki jest fenomen azjatyckich barów i tego niezwykłego smaku tofu, w którym ani trochę nie czuć charakterystycznego posmaku soi? Ja zastanawiałam się całkiem długo, razem z P., który w końcu podrobił smak, tyle, że nie tofu, a... wołowiny lub kaczki, w zależności od przypraw. Kiedy jadłam to pierwszy raz to dosłownie, odebrało mi mowę. Danie jest fenomenalne, pełne smaku i co dla mnie ważne, w ogóle nie czuć w nim tofu! Dla początkujących to idealne, bo chyba każdemu na początku wegańskiej czy wegetariańskiej drogi nieco przeszkadzał posmak tofu. Jeśli należycie do tej grupy, nie martwcie się, przyzwyczaicie się i po pewnym czasie przestaniecie go wyczuwać albo nie będzie Wam już przeszkadzał. Koniecznie spróbujcie! 
Jeśli jesteście fanami mięsnych smaków, ale nie lubicie za bardzo kombinować na przykład z glutenem, lubicie proste, szybkie przepisy to to coś dla Was.



 Składniki:
Kostka tofu (180 lub 200 gram, ja użyłam tofu bio Polsoi)
2 łyżki sosu sojowego ciemnego (lub 4 jasnego)
2 łyżki oleju
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka startego imbiru
1/2 łyżeczki cynamonu 
2 łyżki octu ryżowego
1 łyżeczka słodkiej, wędzonej papryki
1-2 rozgniecione na proszek goźdździki
Szczypta pieprzu

Do kaczki dodatkowo:
2-4 łyżeczek syropu klonowego lub daktylowego

Do wołowiny:
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka syropu klonowego lub daktylowego
1/3-1/2 łyżeczki chilli świeżego lub w proszku do smaku

Olej do smażenia

Tofu kroimy na plastry grubości mniej więcej 1 centymetra. Wylewamy na patelnię 2 łyżki oliwy i podsmażamy tofu z obydwu stron. Następie posypujemy papryką wędzoną, smażymy chwilę, dodajemy resztę przypraw, sos sojowy, syrop i ocet. Gotujemy około 5 minut i pozostawiamy na 10-15 minut, żeby smaki się przegryzły- w tym czasie możemy ugotować ryż. Następnie na patelnię wylewamy olej, tak, żeby przykrył dno i smażymy tofu po około 2-3 minuty na stronę.
Podajemy z ryżem i warzywami lub na przykład ze smażonymi pieczarkami lub surówką z kapusty kiszonej.





 Smacznego!



wtorek, 5 kwietnia 2016

Przewodnik po zamiennikach mięsa mielonego: Wegańskie Spaghetti Bolognese- tofu mielone Polsoja vs. granulat sojowy

Witajcie!
Dziś po raz pierwszy mam dla Was recenzję wegańskiego "półproduktu". Dzięki uprzejmości Polsoi miałam możliwość spróbowania mielonego tofu, które ma zastąpić mięso mielone. Aby nie była to tylko recenzja typu "lubię/nie lubię" postanowiłam porównać tofu mielone z granulatem sojowym. Zaczynajmy więc! 


Tofu mielone szczerze powiedziawszy... zaskoczyło mnie. Nie za bardzo lubię takie gotowe produkty, które można zrobić samemu, ale... To tofu jest naprawdę dobre! W opakowaniu jest 180 g (czyli tyle samo co kostka tofu Polsoi) i zapłacimy za nie 11,99 zł, czyli całkiem sporo. 

Skład: tofu 94,5% (woda, ziarno soi*, substancje wiążące - siarczan wapnia i chlorek wapnia), aromat naturalny*, sól, zioła* i przyprawy* 0,75% (czosnek* w proszku, pieprz*, chili*), regulator kwasowości - kwas mlekowy, *z upraw ekologicznych


Zalety: 
- tofu jest słabo przyprawione, co sprawia, że jest bardzo uniwersalne
 - nie rozpada się podczas gotowania
- ma fakturę prawdziwego mięsa mielonego
- nie czuć smaku soi
- szybko się je przygotowuje
- wspaniale pasuje do makaronu, do farszy, do sałatek

Wady:
- cena
- dostępność (tylko Tesco)

Podsumowując, tofu ma zdecydowanie więcej zalet niż wad, dla mnie jest takim produktem na specjalne okazje, jestem pewna, że jeśli użyłabym go w jakiekolwiek potrawie zamiast mięsa mielonego to nikt nie zauważyłby, że to danie wegańskie, więc jeśli chcecie na kimś zrobić wrażenie lub kogoś "oszukać" to stanowczo polecam bardziej tofu niż granulat, ponieważ tofu w fakturze bardziej przypomina mięsa. Jest lekko gumowate, wyraźnie czuć kawałki "mięsa". Ja robiłam je w wersji sosu bolońskiego z tego przepisu(używając tofu zamiast gotowego granulatu) oraz w wersji meksykańskiej, na którą przepis ukaże się jutro. Jeśli chodzi o to czy takie tofu można przygotować samemu w domu, moim zdaniem nie bardzo, a przynajmniej mi się nigdy nie udało uzyskać takiej faktury, zawsze tofu lekko się rozpadało, a to trzyma się w całości, nie ma w sosie białych kawałków.




Granulat sojowy to zdecydowanie tańsza wersja, jest prawie równie dobra co tofu, ale właśnie "prawie". Wcześniej, zanim spróbowałam tofu, wydawało mi się, że to najlepszy zamiennik mięsa mielonego, a teraz już nie jestem o tym przekonana. Smak jest bardzo dobry, ale faktura nieco inna, przez co jeśli chcecie kogoś "oczarować", mimo wszystko radzę Wam wybrać tofu. Granulat moim zdaniem jest dobry na co dzień, także do makaronu, zapiekanek, dań meksykańskich, ale jeśli ktoś je mięso lub bardzo je lubił poczuje różnicę. W granulacie odrobinkę bardziej też czuć smak soi.

Zalety:
- niska cena
- łatwość przygotowania
- uniwersalny smak (można doprawić po swojemu, granulat nie ma smaku)
- nie rozpada się podczas gotowania
- pasuje do wielu rzeczy, można z niego przygotować także kotlety mielone

Wady:
- tekstura nieco różni się od mięsa mielonego
- dostępność (znalazłam tylko w Almie i Internecie)

Jeśli chodzi o to, który produkt jest według mnie lepszy... Ciężko tak naprawdę powiedzieć. Jeśli zależy Wam na jak najlepszym podrobieniu mięsa mielonego w potrawie wybierzcie tofu, jeśli natomiast nie tęsknicie aż tak za mięsem lub nie chcecie żeby Wasza potrawa była praktycznie identyczna jak mięsna lepszy będzie granulat. Jeśli mam być szczera, jak nie tęsknie za mięsem, tak za spaghetti się zdarza i o ile na co dzień nie potrzebuję substytutów mięsa tak tutaj... Naprawdę jestem pod wrażeniem, choć tak jak już pisałam, praktycznie nie korzystam z półproduktów, wolę wszystko robić sama (z fasoli i selera :) ), nie myślałam, że kiedykolwiek coś takiego napiszę, ale całkowicie szczerze jestem pod wrażeniem. Jedyną taką istotną wadą, dla mnie, jest cena, bo biorąc pod uwagę gramaturę jest stosunkowo wysoka, ale raz na jakiś czas można sobie na to pozwolić.

A Wy próbowaliście już tofu mielonego albo granulatu? Co jest Waszym faworytem? A może macie jakieś inne zamienniki mięsa mielonego?

Smacznego!

piątek, 1 kwietnia 2016

Wegański, bezglutenowy tort owocowy, który wyjdzie każdemu

Witajcie!
Odkąd założyłam bloga chyba jeszcze żadnym przepisem nie byłam tak podekscytowana... A dlaczego jestem akurat tym? Bo ten tort to po prostu poezja! Patrząc na niego z zewnątrz totalnie nie wiemy co czeka w środku, a czeka... arbuz! Tak, arbuz zamiast biszkopta! Przepis podejrzałam kiedyś chyba na BuzzyFeed, ale nie był on chyba wegański, więc postanowiłam zrobić swoją wersję. Nie trzeba piec, nie trzeba martwić się, że nie wyjdzie, że będzie zakalec, nie trzeba sprawdzać czy wszystko dodaliśmy, wystarczy kupić arbuza i wykroić z niego blaty. Uwierzcie mi, że moje zdolności do krojenia są naprawdę kiepskie, a dałam z tym sobie radę, dlatego każdy da! Tort jest zachwycający, smakuje latem, jest lekki, choć kremy są jak "prawdziwe" mimo, że jest w nich dużo mniej tłuszczu i prawie nie ma cukru. Jeśli lubicie słodkie smaki musicie dodać go więcej, ponieważ mi słodycz z owoców wystarczy, ale wiadomo, każdy lubi coś innego. Tort jest naprawdę prosty, nie potrzeba dużo czasu, żeby go zrobić, większość składników także jest ogólnodostępna. Dodatkowo tort to w zasadzie sałatka owocowa, nie ma w nim glutenu, nie ma sztucznych barwników, ozdób, wszystko to rośliny. Wnętrze to cytrynowa pianka, mocno orzeźwiający miętowy oraz waniliowo-truskawkowy krem z kaszy jaglanej. Ten tort to świetny przykład na to jak bardzo natura jest wspaniała, jak wielobarwny jest świat wokół nas i jakim bogactwem są rośliny.
Przy okazji tego przepisu chciałam jeszcze kilka słów napisać o cukrze WANILIOWYM, to znaczy z prawdziwą wanilią. Wcześniej używałam już takiego cukru, innego niż w tym przepisie, był w porządku, ale odkryłam coś znacznie lepszego! Dzięki uprzejmości Sylwii mogłam spróbować tego cukru i jestem pod wrażeniem. To powinno nazywać się wanilia z cukrem, a nie odwrotnie, bo jest stosunkowo mało cukru, a bardzo dużo wanilii, także jeśli będziecie mieli okazję to koniecznie spróbujcie!


Składniki na mały tort dla około 6 osób:

Na "ciasto":
1 mały/średni arbuz (nie mogłam znaleźć całego więc kupiłam dwie połówki)

Na piankę cytrynową:
500 ml mleka sojowego
100 ml oleju
Sok i skórka z jednej dużej cytryny lub 2 małych (lub według uznania, bo krem wychodzi dość kwaśny)
1/2 łyżeczki cukru z wanilią 
1,5 łyżeczki agaru
1,5 łyżeczki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka kurkumy (lub do uzyskania właściwego koloru)

Na krem miętowy:
1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej
1 łyżeczka oleju kokosowego
3-4 torebki miętowej herbaty
1-1,5 szklanki wody
Ewentualnie świeża lub suszona mięta
1/2-1 łyżeczka spiruliny
1/2-1 łyżeczki kurkumy
4-5 łyżek mleka sojowego
Ewentualnie wybrane słodzidło

Na krem truskawkowo-waniliowy:
1/2 szklanki kaszy jaglanej 
1 łyżeczka oleju koksowego
1-1,5 szklanki wody
Kilka truskawek
4-5 łyżek mleka sojowego
Reszta torebki cukru z wanilią

Aby zrobić cytrynową piankę najpierw mieszamy mleko sojowe z 1 łyżeczką soku z cytryny, odstawiamy na kilka minut. Następnie miksujemy całość z olejem, cukrem, agarem i mąką kukurydzianką. Przelewamy do garnka, gotujemy około 3-5 minut aż zgęstnieje do konsystencji budyniu i odstawiamy do ostygnięcia. W tym czasie należy kilka razy przemieszać masę dokładnie, tak, żeby nie do końca się zżelowała i żeby później łatwiej było utworzyć piankę. Po około 30 minutach masa powinna zastygnąć, wtedy dodajemy skórkę i sok z cytryny i ubijamy, najlepiej mikserem, przez około 2 minuty. 

Aby zrobić krem miętowy należy zagotować wodę, wrzucić do niej herbatę miętową. W czasie parzenia wypłukać kaszę jaglaną pod bieżącą wodą lub w garnku aż woda będzie przeźroczysta i podprażyć kaszę na łyżeczce oleju. Po około 4-6 minutach wlać napar (bez torebek) i gotować około 15 minut w razie potrzeby dolewając trochę wody. Zostawić do ostygnięcia. Gdy kasza ostygnie w blenderze zmiksować mleko z dodatkiem spiruliny i kurkumy aż kolor będzie odpowiedni. Dodać do tego kaszę i zmiksować na gładką masę. Można dodać słodzidła lub świeżej lub suszonej mięty aby masa była jeszcze bardziej miętowa. 

Aby zrobić krem truskawkowy należy wypłukać kaszę pod bieżącą wodą lub lub w garnku aż woda będzie przeźroczysta i podprażyć kaszę na łyżeczce oleju. Po około 4-6 minutach dodać wodę i gotować około 15 minut w razie potrzeby dolewając wody. Pozostawić do wystygnięcia. W tym czasie zmiksować mleko, truskawki i cukier, dołożyć wystudzoną kaszę i zmiksować na gładki krem. 

Pociąć arbuza na plastry o grubości jaka będzie Wam pasować, u mnie było to około 1,5-2 cm, bo tylko na tyle starczyło mi arbuza. Z plastrów wyciąć koła, najlepiej przy pomocy dna tortownicy lub talerza, wytrzeć arbuza ręcznikiem papierowym do żywności (taki zwykły bardziej się będzie kleił) dociskając papier do arbuza.. Plastry układać na talerzu lub paterze, nakładać krem zostawiając około 1/2 cm miejsca przy brzegach, nakładać kolejny arbuzowy blat i dociskać. Kolejność nakładania kremów jest dowolna. Całość arbuza, na zewnątrz pokryłam kremami, które mi zostały tworząc taki kolorowy misz masz, ale jeśli zalezy Wam aby tort był bardziej elegancki podwójcie ilość wybranej masy i pokryjcie nią cały tort. Polecałbym do tego użyć jednak, którąś z jaglanych mas, bo pianka może być trochę zbyt "lekka" i owoce mogą się odklejać. Masa jaglana nieco odkleja się od arbuza, ale nie przeszkadza to zbytnio w jej nakładaniu, trzeba po prostu robić to delikatnie. Jako dekoracji użyłam pozostałych kawałków arbuza, kiwi, borówek i truskawek. Owoce bez problemu przyklejają się, raczej nie odpadają- odpadła tylko jedna borówka w czasie przenoszenia tortu, ale to raczej wina tego, że za słabo ją wcisnęłam w krem. Jeśli chodzi o krojenie- kawałki nie rozpadają się bardziej niż przy zwykłym torcie, utrzymują kształt jednak polecam kroić wbijając nóż z góry (jakbyście kogoś dźgali:) ), a dopiero później przeciągnąć nożem po całości kawałka. 



 Mam nadzieję, że już nigdy nie będziecie się zastanawiać jaki tort zrobić, zwłaszcza jeśli jesteście bezglutenowymi weganami, to najprostsza opcja! 



Smacznego!